13.12.2025, 12:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2025, 12:51 przez Urd Nordgesim.)
Nie planowała na ten wieczór towarzystwa, ale los zaplanował za nią inaczej. W jej przypadku jednak nie było mowy o niezadowoleniu z tego stanu rzeczy, to kontakt z innymi napełniał ją życiową energią. Kilka razy w swoim życiu usłyszała wręcz, że jest wampirem energetycznym, ale prawda była zgoła odmienna. Potomkini Selkie była bardziej żywa niż ktokolwiek inny. Znała się na tym, w końcu na co dzień pracowała z duchami jako egzorcystka. Albo z żywymi, jako... cóż, no wampir niekoniecznie energetyczny. Chyba że złoty poblask pieniądza liczyć jako energię biegnącą w żyłach świata.
Upijała właśnie swoją herbatę z duchem. Obok jej nosa widmowy zaklęty duszek rozdziawiał paszczę w niemym okrzyku, który powinien przerażać, miast tego roztapiał serce z powodu swojej uroczości.
Ceolsige Burke.
Czy jej widok jakkolwiek powinien dziwić? Bynajmniej. W końcu to był jej teren.
– Mówisz o mnie jakbym była klejnotem do zwinięcia z muzealnej wystawki – podniosła się i ucałowała w policzek kuzynkę, zaraz potem wyciągając po męsku dłoń do Lazarusa, który według słów Ceo mógł być osobą interesującą ale nie wartą jej... zawodowych zainteresowań. – Urd Nordgesim, egzorcystka. – przedstawiła się okraszając swoje imię i nazwisko profesją, bo klątwołamacze co jakiś czas natrafiali na przedmioty, które nie były naznaczone klątwą a zwyczajnym opętaniem. Wtedy do akcji ruszała ona, pod tym względem zawsze warto było zapisać się w pamięci. Tak na wszelki wypadek.
– Lovegood, co za zabawne nazwisko – zaczęła lekko, roztaczając swój naturalny urok w koło. – Skoro mnie nazywasz Sercem Północy, to jego jak? Świetnym Kochankiem? – serdeczny uśmiech powędrował w stronę rudowłosego, który zdecydowanie nie wyglądał na zadowoloną z towarzystwa osobę. Czasem lubiła takie zamknięte w sobie ostrygi. Ich otwieranie traktowała z zacięciem zaiście sportowym. – A więc pajęczaki. Mogę pozwolić sobie zapytać czemu? Ze względu na różne właściwości jadu? A może raczej unikatowość pajęczyny i u tych nie wzmocnionych magią? Chyba że...– nachyliła się na moment konspiracyjnie ku mężczyźnie – Przed laty ugryzł Cię pająk napchany dziką magią i od tego czasu umiesz chodzić po ścianach jak w pajęczych trzewikach hmm? – dopytywała, ogrzewając wciąż dłonie herbatą. Wina już spróbowała i wiedziała, że raczej nie będzie jej smakować dopóki odpowiednio się znieczuli. Jeszcze jeden duszek, albo dwa i będzie jej absolutnie wszystko jedno. Co prawda obiecała sobie, że odbierze Brynję po zmienie w całkiem znośnym stanie, ale... Miękkość w dłoniach i karku postępowała zbyt wolno.
Upijała właśnie swoją herbatę z duchem. Obok jej nosa widmowy zaklęty duszek rozdziawiał paszczę w niemym okrzyku, który powinien przerażać, miast tego roztapiał serce z powodu swojej uroczości.
Ceolsige Burke.
Czy jej widok jakkolwiek powinien dziwić? Bynajmniej. W końcu to był jej teren.
– Mówisz o mnie jakbym była klejnotem do zwinięcia z muzealnej wystawki – podniosła się i ucałowała w policzek kuzynkę, zaraz potem wyciągając po męsku dłoń do Lazarusa, który według słów Ceo mógł być osobą interesującą ale nie wartą jej... zawodowych zainteresowań. – Urd Nordgesim, egzorcystka. – przedstawiła się okraszając swoje imię i nazwisko profesją, bo klątwołamacze co jakiś czas natrafiali na przedmioty, które nie były naznaczone klątwą a zwyczajnym opętaniem. Wtedy do akcji ruszała ona, pod tym względem zawsze warto było zapisać się w pamięci. Tak na wszelki wypadek.
– Lovegood, co za zabawne nazwisko – zaczęła lekko, roztaczając swój naturalny urok w koło. – Skoro mnie nazywasz Sercem Północy, to jego jak? Świetnym Kochankiem? – serdeczny uśmiech powędrował w stronę rudowłosego, który zdecydowanie nie wyglądał na zadowoloną z towarzystwa osobę. Czasem lubiła takie zamknięte w sobie ostrygi. Ich otwieranie traktowała z zacięciem zaiście sportowym. – A więc pajęczaki. Mogę pozwolić sobie zapytać czemu? Ze względu na różne właściwości jadu? A może raczej unikatowość pajęczyny i u tych nie wzmocnionych magią? Chyba że...– nachyliła się na moment konspiracyjnie ku mężczyźnie – Przed laty ugryzł Cię pająk napchany dziką magią i od tego czasu umiesz chodzić po ścianach jak w pajęczych trzewikach hmm? – dopytywała, ogrzewając wciąż dłonie herbatą. Wina już spróbowała i wiedziała, że raczej nie będzie jej smakować dopóki odpowiednio się znieczuli. Jeszcze jeden duszek, albo dwa i będzie jej absolutnie wszystko jedno. Co prawda obiecała sobie, że odbierze Brynję po zmienie w całkiem znośnym stanie, ale... Miękkość w dłoniach i karku postępowała zbyt wolno.
Zawada: uzależniony (alkohol)