Dzień zdawał się z początku dłużyć niemiłosiernie, gdyż już od otwarcia sklepu Séraphine co zerkała na zegarek, to czas zdołał zmienić się jedynie o kilka stopni na tarczy zegara. Zawsze to samo pytanie "Które wino Pani poleca?". Ona miała na to jedną odpowiedź - najstarsze i z ich winiarni.
Uderzenie palców o blat lady. Kilka lekkich, fałszywych uśmiechów. Na koniec delikatny ukłon na pożegnanie. Kto by się spodziewał, że właśnie ona z rodzeństwa Leroux będzie miała taką kulturę i klasę? Za tym wszystkim jednak kryło się wiele tajemnic. Chociażby taka, że odstawianie teatrzyku na rzecz biznesu dodawała kolejnych zer na jej koncie. A jak wiadomo, pieniądz rzecz święta - bez niego nie ma interesów, gospodarki, a kraje muszą przecież z czegoś żyć - to trzeba o ten pieniądz dbać i walczyć. Co ciekawe, człowiek jest jedynym stworzeniem chodzącym po Ziemi, który płaci za to by żyć. Czy to nieironiczne?
Beżowy sweter podciągnięty prawie pod sam nos ogrzewał zmarzniętą, możliwie lekko przeziębioną szyję blondynki. Kobieta właśnie była w trakcie zamknięcia, rozglądając się po pomieszczeniu, czy niczego na widoku nie zostawiła. Roztrzepanie i gorąca głowa miały to do siebie, że niestety, czasem zapominała na przykład zabrać dokumentów. Albo pieniędzy. Albo głowy.
Otwarcie drzwi do sklepu od razu sprawiło, że Séraphine wyprostowała się, przyjmując łagodną, niewinną minę. Obróciła się do drzwi i trzymając w dłoni podniesiony przed chwilą notes z listą nabywców wina tego dnia odezwała się:
- Dzień dobry, bardzo mi przykro, ale niedługo zamykamy - "W sumie to ja zamykam", dodała w myślach obrzucając mężczyznę szybko spojrzeniem niebieskich oczu. Skądś go znała? Chyba nie. Zresztą, kolejny facet w jej życiu. Kolejny, następny, ale nie ostatni. Już tatko powiedział jej, że będzie musiała przeboleć swoją dumę i zagryźć zęby, bo ten ma dla niej świetlaną przyszłość spisaną w gwiazdach. Cokolwiek to dla niego znaczyło. Ona wiedziała, że chodziło po prostu o zeswatanie jej. Z jakimś... Yaxley'em...
- Czy jest coś, w czym mogę pomóc? Wino na jakąś szczególną okazję? Wytrawne, czerwone, dobry rocznik - wskazła na swoje lewo niczym znawca (za którego uchodziła) i wyciągnęła jedną butelkę. Chciała jak najszybciej zamknąć sklep. A w ten sposób może jakoś pomoże jegomościowi opuścić prędzej lokal. Tak, to był świetny plan.
- Mogę to dla Pana zapakować. Dla kobiety, mężczyzny, rodziny...? - zatrzymała się na moment przy ladzie z butelką w dłoni - Hmm... Chyba dla kobiety, prawda? - uśmiechnęła się słodko wkładając wino do kartonowego pudełeczka. Czarne, matowe, z "L" wygrawerowanym pośrodku pudełka. Bardzo gustowne.
Szybkie pozbycie się klienta przed zamknięciem. Dość często się to zdarzało, ale za każdym razem była równie miła i uprzejma. Jak nie ona!
![[Obrazek: 18ca3672ab006376a626f6ed90cf3f654253e0a3.gif]](https://64.media.tumblr.com/d4bab35576fba738e9cf78dd6db5d8fd/6bd161ad1f6bb8b6-9d/s400x600/18ca3672ab006376a626f6ed90cf3f654253e0a3.gif)
![[Obrazek: 036328586c87320cddd53d74254b18ab9a9d6ca0.gif]](https://64.media.tumblr.com/f03ceae5b7f418226c4946734bb00164/6bd161ad1f6bb8b6-3d/s400x600/036328586c87320cddd53d74254b18ab9a9d6ca0.gif)
– all my demons reappear –