Geraldine pojawiła się dzisiaj w Londynie. Ostatnio nie bywała w stolicy zbyt często, zajmowały ją sprawy w Little Hangleton. Dobrze było powrócić do stolicy chociaż na chwilę, chcąc nie chcąc ostatni widok miasta jaki został w jej pamięci to było ono podczas pożarów, pochłonięte przez ogień. Niezbyt przyjemny widok i mimo, że od tamtego czasu pojawiła się tu kilka razy, to nadal nie do końca potrafiła myśleć o stolicy inaczej niż przez pryzmat tych pożarów.
Dzisiaj miała chwilę, aby pospacerować po okolicy. Chodziła znajomymi alejkami, przemierzała je powoli, aby na nowo zapamiętać miasto. Sporo się zmieniło, niektóre kamienice spłonęły doszczętnie, inne były zniszczone. Ludzie jednak powoli zaczynali ruszać dalej, to dobrze, nie mogli przecież zatrzymać się na tym etapie, nie mogli trwać w miejscu.
Odwiedziła swoje mieszkanie na Horyzontalnej, gdzie spakowała do wielkiej torby część swojej broni, którą trzymała w domu. Musiała mieć ją pod ręką, dom w Little Hangleton stawał się ich miejscem bytowania, więc wypadało tam zacząć składować wszystkie najważniejsze rzeczy.
Napisała do Benjy'ego krótki list. Chciała z nim obgadać jedno ze zleceń, które ostatnio trafiło w jej ręce. Tak właściwie to może nawet więcej niż jedno, jedno mogli zrealizować od ręki, drugie wymagało pełni, a do tej mieli jeszcze trochę czasu. Skoro już wiedziała, że będzie w stolicy wolała to zrobić osobiście, bo czemu nie. Zwłaszcza, że chciała sprawdzić, czy dalej się tak głupkowato do siebie uśmiechał, jak ostatnio, czy już mu to minęło. Skoro nadarzyła się ku temu okazja, to czemu by z niej nie skorzystać.
Zmierzała do dziurawego Kotła, miała jeszcze chwilę do godziny o której miała pojawić się w środku, więc nie spieszyła się jakoś szczególnie. Zimny wiatr wdzierał się pod ubrania, plątał włosy, niósł ze sobą jednak rześkość, powodował, że nieco się rozbudziła, ostatnio męczyły ją te napady senności, do których okropnie trudno było jej przywyknąć. Na ramieniu miała sporą torbę, w której znajdowały się sztylety, noże, kastety, które chciała zabrać do domu. Szykowała tam sobie zbrojownię w jednym z pokoi, w końcu miała na to odpowiednie warunki. Mieszkanie na Horyzontalnej nie należało do najmniejszych, ale nie mogła przeznaczyć na to jednego pokoju.
Przed Kotłem było tłoczno, co sugerowało, że i w środku tak będzie. Pewnie wielu wpadło na pomysł, aby wejść do środka i wypić coś rozgrzewającego, ten jesienny chłód sięgał głęboko, potrafił wychłodzić organizm. Nie zatrzymała się nawet na chwilę przed wejściem, weszła do środka pewnym krokiem, gdy przekroczyła próg zdjęła z głowy kaptur i zaczęła rozglądać się po lokalu. Nie musiała długo szukać, Benjy należał do osób, które łatwo było wypatrzeć w tłumie.
Ruszyła w jego kierunku, gdy znalazła się przy tym stoliku który znajdował się w samym kącie rzuciła torbę na ziemię, kiedy uderzyła o podłogę rozległ się krótki, charakterystyczny dźwięk uderzających o siebie metali. Przywitała się z mężczyzną, skinęła przy tym głową.
Zdjęła płaszcz, zawiesiła go na krześle i dopiero wtedy usiadła. Gdy zajęła wolne miejsce spojrzała na swojego towarzysza. - Długo czekasz? - Dostrzegła kubek w jego dłoni, który sugerował, że mógł już tutaj chwilę być, bo mimo tej sporej kolejki zdążył zdobyć już napoje. Uderzył w nią ten charakterystyczny zapach. Goździki, cynamon, pomarańcze - to musiało być grzane wino. - To dla mnie? - Spojrzała na ten samotny kubek stojący na stole. Benjy jako jedna z nielicznych osób wiedział o stanie w jakim się znajdowała, więc na pewno nie podałby jej alkoholu, ale mimom wszystko wolała się upewnić.