14.12.2025, 07:16 ✶
Dora miała zbyt mało okazji by mieć styczność z osobami, albo raczej duchami, podobnego kalibru. Jakieś tam dobre wychowanie chciało ją zmusić, żeby wysłuchać opowieści zbłąkanej duszy, bo a nuż to była ta jedna rzecz co trzymała go na fizycznym planie, ale rozsądek podpowiadał że to się wcale tak nie skończy.
Trochę było jej głupio przed Brenną, bo powiedzmy sobie szczerze - pewnie gdyby Longbottom była tutaj sama, to prędzej wpadłaby do jakiejś zamaskowanej dziury, a nie napadł ją tą duch. Może wyczuwał najsłabsze ogniwo, które z resztą teraz słuchało powtarzanej od nowa historii, chociaż przynajmniej starała się na niego nie oglądać żeby się nie potknąć i nie przewrócić.
Trącona przez Brennę spojrzała na nią niewidzącym spojrzeniem, którym zaraz obdarzyła nagrobek i kwiaty. Przez chwilę patrzyła, jakby nie do końca wiedziała na co, albo co gorsza - zapomniała po co tutaj w ogóle przyszły. W uszach dźwięczały jej przede wszystkim słowa Gideona, który po obszernym opisaniu wakacyjnej przerwy, podjął się tematu drugiego roku nauki.
- Oh, no tak - Crawleyówna wyrwała się z marazmu i kucnęła nad grobem przy którym rosły ciekawiące je rośliny. Wyciągnęła z torby sekator, słoik i rękawice. Ostatnie naciągnęła na dłonie dziwnie powolnie, jakby bojąc się że zbyt szybki ruch odwróci uwagę Lockharta, a następnie złapała za sekator. Ucięła jedną łodyżkę i uniosła roślinę wyżej, pod blade światło różdżki Brenny, by się jej przyjrzeć.
- Wygląda znajomo... Znaczy, podobna jest do takiej jednej którą znam, ale ciężko powiedzieć w tych warunkach - włożyła ją do słoiczka, a następnie ucięła jeszcze parę łodyżek.
Trochę było jej głupio przed Brenną, bo powiedzmy sobie szczerze - pewnie gdyby Longbottom była tutaj sama, to prędzej wpadłaby do jakiejś zamaskowanej dziury, a nie napadł ją tą duch. Może wyczuwał najsłabsze ogniwo, które z resztą teraz słuchało powtarzanej od nowa historii, chociaż przynajmniej starała się na niego nie oglądać żeby się nie potknąć i nie przewrócić.
Trącona przez Brennę spojrzała na nią niewidzącym spojrzeniem, którym zaraz obdarzyła nagrobek i kwiaty. Przez chwilę patrzyła, jakby nie do końca wiedziała na co, albo co gorsza - zapomniała po co tutaj w ogóle przyszły. W uszach dźwięczały jej przede wszystkim słowa Gideona, który po obszernym opisaniu wakacyjnej przerwy, podjął się tematu drugiego roku nauki.
- Oh, no tak - Crawleyówna wyrwała się z marazmu i kucnęła nad grobem przy którym rosły ciekawiące je rośliny. Wyciągnęła z torby sekator, słoik i rękawice. Ostatnie naciągnęła na dłonie dziwnie powolnie, jakby bojąc się że zbyt szybki ruch odwróci uwagę Lockharta, a następnie złapała za sekator. Ucięła jedną łodyżkę i uniosła roślinę wyżej, pod blade światło różdżki Brenny, by się jej przyjrzeć.
- Wygląda znajomo... Znaczy, podobna jest do takiej jednej którą znam, ale ciężko powiedzieć w tych warunkach - włożyła ją do słoiczka, a następnie ucięła jeszcze parę łodyżek.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.