14.12.2025, 08:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2025, 08:24 przez Brenna Longbottom.)
szarpię się z nachalnym panem przy drinkach
- Pewnie w jakimś barku się znajdzie, ale tu jej nie widzę... - powiedziała, kolejną odpowiedź posyłając już falami.
Może. A może wybrał się na oficjalną wycieczkę, żeby nikt nie pytał, dlaczego zastępca jednego z najważniejszych apartamentów nie pojawił się w Ministerstwie natychmiast, gdy świat zaczął płonąć.
Może wiedział.
A może było jeszcze gorzej: może bawił się gdzieś indziej.
Powaga dość szybko znikła jednak z jej twarzy. Zmierzyła Atreusa uważnym spojrzeniem, pełnym jakiegoś namysłu.
– Nie do końca twój rozmiar, ale jeśli trochę się ją przerobi w ramionach, jestem pewna, że będziesz w niej wyglądał szałowo.
W pierwszej chwili, gdy ktoś położył dłoń na jej ramieniu, nie zareagowała gwałtownie, a jedynie odwróciła ku niemu głowę. Mimo całej swojej paranoi w takich chwilach spodziewała się po prostu zobaczyć kogoś znajomego: nigdy nie miała problemu z kontaktem fizycznym, obejmowała bliskich chętnie, oni o tym wiedzieli, a na tej sali tak jak miała wrogów, tak i miała kilku przyjaciół. Nazwanie jej „kochaniem” też nie było znowu aż tak nadzwyczajne. Ale już kolejne słowa? Wróćmy do siebie? Wszędzie poznam twój zapach? I wreszcie próby obcałowywania?
– Hej, hej – zaprotestowała, wyrywając się z uścisku delikwenta, gdy próbował ją pocałować, w czego uniknięciu trochę pomógł jej Bulstrode, który był taki miły, że przytrzymał mężczyznę za ramię. – Idź do ogrodu otrzeźwieć albo przysięgam, że zaraz wyciągnę odznakę i aresztuję cię za napastowanie – ostrzegła, powstrzymując chęć próby obezwładnienia tego człowieka i wepchnięcia twarzą w ścianę, i na razie zadawalając się próbą odepchnięcia go, w stronę sali, nie drinków. Choć uważała, że to zdecydowanie za mało, bo nawet jeżeli z kimś ją mylił, to dziewczyna, której szukał, nie zasługiwała, by tak ją szarpać i znienacka całować, skoro ewidentnie razem już nie byli.
A i inna, nieprzyjemna myśl, przemknęła przez głowę Brenny: bo może z nikim jej nie mylił. Może miała do czynienia z podpitym wariatem, któremu o jeden drink za dużo dodał odwagi. Ktoś wysłał jej przecież tamto cholerne zdjęcie.
Ale bójka na sali balowej Lestrangów była jedną z ostatnich rzeczy, na jakie miała ochotę.
Czy pan da nam teraz spokój?
- Jak możesz mnie odrzucać?! - oburzył się wyraźnie, próbując uwolnić z uścisku Atreusa. - A ty tu co?! Kim dla niej jesteś?!
A Brenna naprawdę miała cholerną chęć go aresztować. Albo przynajmniej zedrzeć mu maskę i przekonać się, kto z socjety sobie na to pozwala. Tyle że obiecała matce, że nie wda się w żaden wielki skandal, ani nawet w mały skandal, a gdyby zaczęła się tutaj bić, wyrzuciłaby ich ochrona, i wyszłoby faktycznie na "skandal średniego rozmiarów", więc...
- Pan mnie z kimś myli. Chodź stąd - poprosiła, chwytając Atreusa za dłoń, bo niby wątpiła, by on się tu rzucił ot tak do bicia, ale... bywał chętny do bójki, i lepiej było zapobiegać niż potem płakać. A jak gość pójdzie za nimi? Zawsze można po drodze podejść do ochroniarzy. Albo wybiec do ogrodów, żeby nikt nie widział ewentualnej bójki.
- Pewnie w jakimś barku się znajdzie, ale tu jej nie widzę... - powiedziała, kolejną odpowiedź posyłając już falami.
Może. A może wybrał się na oficjalną wycieczkę, żeby nikt nie pytał, dlaczego zastępca jednego z najważniejszych apartamentów nie pojawił się w Ministerstwie natychmiast, gdy świat zaczął płonąć.
Może wiedział.
A może było jeszcze gorzej: może bawił się gdzieś indziej.
Powaga dość szybko znikła jednak z jej twarzy. Zmierzyła Atreusa uważnym spojrzeniem, pełnym jakiegoś namysłu.
– Nie do końca twój rozmiar, ale jeśli trochę się ją przerobi w ramionach, jestem pewna, że będziesz w niej wyglądał szałowo.
W pierwszej chwili, gdy ktoś położył dłoń na jej ramieniu, nie zareagowała gwałtownie, a jedynie odwróciła ku niemu głowę. Mimo całej swojej paranoi w takich chwilach spodziewała się po prostu zobaczyć kogoś znajomego: nigdy nie miała problemu z kontaktem fizycznym, obejmowała bliskich chętnie, oni o tym wiedzieli, a na tej sali tak jak miała wrogów, tak i miała kilku przyjaciół. Nazwanie jej „kochaniem” też nie było znowu aż tak nadzwyczajne. Ale już kolejne słowa? Wróćmy do siebie? Wszędzie poznam twój zapach? I wreszcie próby obcałowywania?
– Hej, hej – zaprotestowała, wyrywając się z uścisku delikwenta, gdy próbował ją pocałować, w czego uniknięciu trochę pomógł jej Bulstrode, który był taki miły, że przytrzymał mężczyznę za ramię. – Idź do ogrodu otrzeźwieć albo przysięgam, że zaraz wyciągnę odznakę i aresztuję cię za napastowanie – ostrzegła, powstrzymując chęć próby obezwładnienia tego człowieka i wepchnięcia twarzą w ścianę, i na razie zadawalając się próbą odepchnięcia go, w stronę sali, nie drinków. Choć uważała, że to zdecydowanie za mało, bo nawet jeżeli z kimś ją mylił, to dziewczyna, której szukał, nie zasługiwała, by tak ją szarpać i znienacka całować, skoro ewidentnie razem już nie byli.
A i inna, nieprzyjemna myśl, przemknęła przez głowę Brenny: bo może z nikim jej nie mylił. Może miała do czynienia z podpitym wariatem, któremu o jeden drink za dużo dodał odwagi. Ktoś wysłał jej przecież tamto cholerne zdjęcie.
Ale bójka na sali balowej Lestrangów była jedną z ostatnich rzeczy, na jakie miała ochotę.
Czy pan da nam teraz spokój?
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie
- Jak możesz mnie odrzucać?! - oburzył się wyraźnie, próbując uwolnić z uścisku Atreusa. - A ty tu co?! Kim dla niej jesteś?!
A Brenna naprawdę miała cholerną chęć go aresztować. Albo przynajmniej zedrzeć mu maskę i przekonać się, kto z socjety sobie na to pozwala. Tyle że obiecała matce, że nie wda się w żaden wielki skandal, ani nawet w mały skandal, a gdyby zaczęła się tutaj bić, wyrzuciłaby ich ochrona, i wyszłoby faktycznie na "skandal średniego rozmiarów", więc...
- Pan mnie z kimś myli. Chodź stąd - poprosiła, chwytając Atreusa za dłoń, bo niby wątpiła, by on się tu rzucił ot tak do bicia, ale... bywał chętny do bójki, i lepiej było zapobiegać niż potem płakać. A jak gość pójdzie za nimi? Zawsze można po drodze podejść do ochroniarzy. Albo wybiec do ogrodów, żeby nikt nie widział ewentualnej bójki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.