14.12.2025, 08:37 ✶
uciekam przed natrętną npc
– Naprawdę? Kim jest nieszczęśliwa wybranka Aidana? – spytał, odrobinę kpiąco, wyobrażając sobie tę randkę po anonsach towarzyskich. - Fakt, wcześniej słyszałem jakieś o tym, że bił się o Lorettę – przypomniał sobie Christopher. – Ale w te nie uwierzyłem, bo jednak on i twoja kuzynka słabo do siebie pasują…
Christopher niezbyt wierzył, że bez amortencji Atreus poszedłby się w takich okolicznościach bić: prędzej dziewczyna byłaby p r e t e k s t e m do bójki niż faktycznym jej powodem. Może walnąłby komuś w twarz o honor siostry, ewentualnie Elaine, skoro byli zaręczeni.
Nie zdążył wyjaśnić, że nie, zdecydowanie się nie zaręczył, bo rozpoczęła się walka o przetrwanie, a jeżeli nie o przetrwanie, to o godność osobistą i nie zniszczenie jego pięknej koszuli. Pociągnięty przez Victorię nawet się nie zawahał, czy za nią podążyć, a po chwili nawet przejął prowadzenie, tak by przeszli w pobliżu ochroniarzy, gotów, gdyby tamta kobieta rzuciła się za nimi w pogoń, popchnąć ją po prostu w ich kierunku, krzycząc coś o „złym dotyku”. A potem czmychać jeszcze dalej, choćby do samych ogrodów.
– Nie mam zielonego pojęcia – odparł uczciwie, gdy się zatrzymali, obracając głowę, czy przypadkiem kobieta ich nie goni. Nie oznaczało to, że na pewno jej nie znał. To mogła być jedna z jego klientek, która coś sobie uroiła, chociaż zwykle starał się nie szyć dla wariatek. Niektóre dobrze się kryły. To mogła być urażona modelka. Albo nawet jakaś dziewczyna, z którą się umówił: Rosier nie był największym bawidamkiem w magicznej socjecie, ale od czasu do czasu pokazywał się gdzieś z kobietami. Niezbyt wieloma jednak, z tej prostej przyczyny, że był zajęty projektami, a i nie chciał skandal – większość czystokrwistych dziewczyn nie interesowało się przecież przelotnymi romansami. – Na pewno nie moja domniemana narzeczona z wesela Blacków, to było właściwie nasze pierwsze wyjście i chyba żadne z nas nie miało ochoty na kolejne. Przez moment myślałem, że może Cressida Avery… – przyznał, już niezbyt chętnie, dłonią przesuwając po szczęce. – Spotykałem się z nią rok temu, a przysięgam, że jest absolutnie szalona, ale ją powinienem rozpoznać po jednej z tych jej wielkich fryzur.
Może niesłusznie nie spodziewał się tego wieczora problemów ze strony Avery. Tak, oczekiwał wręcz, że tu będzie, ale zakładał, że skupi się na szukaniu kolejnego kandydata na męża. Jemu szpilki zwykle wbijała bardziej w białych rękawiczkach, jak wtedy, kiedy z Moody szukali ukradzionej sukni ślubnej, w co zamieszana była Avery.
– Jesteś pewna, że przy wejściu nikomu nie zaserwowano amortencji? – westchnął tylko, zastanawiając się czy powinien przeprosić, czy nie. Nie cierpiał przepraszać, a poza tym nawet nie był pewny, czy ta scena to faktycznie jego wina!
– Naprawdę? Kim jest nieszczęśliwa wybranka Aidana? – spytał, odrobinę kpiąco, wyobrażając sobie tę randkę po anonsach towarzyskich. - Fakt, wcześniej słyszałem jakieś o tym, że bił się o Lorettę – przypomniał sobie Christopher. – Ale w te nie uwierzyłem, bo jednak on i twoja kuzynka słabo do siebie pasują…
Christopher niezbyt wierzył, że bez amortencji Atreus poszedłby się w takich okolicznościach bić: prędzej dziewczyna byłaby p r e t e k s t e m do bójki niż faktycznym jej powodem. Może walnąłby komuś w twarz o honor siostry, ewentualnie Elaine, skoro byli zaręczeni.
Nie zdążył wyjaśnić, że nie, zdecydowanie się nie zaręczył, bo rozpoczęła się walka o przetrwanie, a jeżeli nie o przetrwanie, to o godność osobistą i nie zniszczenie jego pięknej koszuli. Pociągnięty przez Victorię nawet się nie zawahał, czy za nią podążyć, a po chwili nawet przejął prowadzenie, tak by przeszli w pobliżu ochroniarzy, gotów, gdyby tamta kobieta rzuciła się za nimi w pogoń, popchnąć ją po prostu w ich kierunku, krzycząc coś o „złym dotyku”. A potem czmychać jeszcze dalej, choćby do samych ogrodów.
– Nie mam zielonego pojęcia – odparł uczciwie, gdy się zatrzymali, obracając głowę, czy przypadkiem kobieta ich nie goni. Nie oznaczało to, że na pewno jej nie znał. To mogła być jedna z jego klientek, która coś sobie uroiła, chociaż zwykle starał się nie szyć dla wariatek. Niektóre dobrze się kryły. To mogła być urażona modelka. Albo nawet jakaś dziewczyna, z którą się umówił: Rosier nie był największym bawidamkiem w magicznej socjecie, ale od czasu do czasu pokazywał się gdzieś z kobietami. Niezbyt wieloma jednak, z tej prostej przyczyny, że był zajęty projektami, a i nie chciał skandal – większość czystokrwistych dziewczyn nie interesowało się przecież przelotnymi romansami. – Na pewno nie moja domniemana narzeczona z wesela Blacków, to było właściwie nasze pierwsze wyjście i chyba żadne z nas nie miało ochoty na kolejne. Przez moment myślałem, że może Cressida Avery… – przyznał, już niezbyt chętnie, dłonią przesuwając po szczęce. – Spotykałem się z nią rok temu, a przysięgam, że jest absolutnie szalona, ale ją powinienem rozpoznać po jednej z tych jej wielkich fryzur.
Może niesłusznie nie spodziewał się tego wieczora problemów ze strony Avery. Tak, oczekiwał wręcz, że tu będzie, ale zakładał, że skupi się na szukaniu kolejnego kandydata na męża. Jemu szpilki zwykle wbijała bardziej w białych rękawiczkach, jak wtedy, kiedy z Moody szukali ukradzionej sukni ślubnej, w co zamieszana była Avery.
– Jesteś pewna, że przy wejściu nikomu nie zaserwowano amortencji? – westchnął tylko, zastanawiając się czy powinien przeprosić, czy nie. Nie cierpiał przepraszać, a poza tym nawet nie był pewny, czy ta scena to faktycznie jego wina!