14.12.2025, 09:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2025, 10:18 przez Atreus Bulstrode.)
Odchodzimy z Brenną od drinków
Ministrze ocalał domek. Laurence Lestrange pojechał sobie na wycieczkę. No wspaniale się dzieje. Aha no i jeszcze Burke cali i zdrowi - wymruczał nieco zrzędliwym tonem, ale z twarzy wyglądał tak, jakby nie do końca chciał teraz o tym rozmawiać. Nie chciał powiedzieć, że go to nie interesuje, bo tak przecież nie było, ale byli na balu. Na balu trzeba było jeść, pić i się bawić. No i słuchać plotek, które można było szczegółowo obmówić potem, w jakimś zacisznym miejscu.
Atreus zamrugał, zmrużył oczy i otaksował ją spojrzeniem. Coś w jego głowie się rodziło. Powoli rozwijało i wykluwało, formując w wyraźny kształt o ostrych krawędziach. Ona poważna nie była, ona jak najbardziej.
- Załóż się ze mną o to o coś, błagam... - powiedział cicho, bardziej do siebie jak do niej, bo to przecież brzmiało jak idealny materiał na jakikolwiek zakład.
Nie chciał się o nikogo bić i robić awantury. A najbardziej już nie chciał się bić o Brennę, trochę chyba dlatego bo zdawał sobie sprawę że gdyby tylko chciała to wcisnęłaby typa twarzą w ścianę. Coś tam, coś tam, nie chciała być ratowana, bo sama sobie mogła poradzić. Bla, bla, bla, nie chciał być jej rycerzem, bo męczyło go ratowanie wszystkich. Mógł co najwyżej upewnić się, że w krytycznej sytuacji pan znajdzie drzwi. W sumie to żałował, że postanowiła się wycofać i nie pokazała delikwentowi, że popełnił duży błąd, ale hej, nie można było mieć wszystkiego.
Zmierzył faceta kontrolnym, chłodnym spojrzeniem, strategicznie dopijając szybko resztkę swojego drinka i sięgając po następnego, akurat kiedy Longbottom złapała go za rękę i pociągnęła za sobą. Kim dla niej był? Ciekawe pytanie. Szkoda, że odpowiedzi na nie nie znał ani Atreus, ani Brenna.
- Spierdalaj - odpowiedział panu grzecznie na zadane pytania, próbując nie wylać nowego drinka, kiedy upijał z niego łyk.
czy pan za nami podąży?
!plonacedrinki
Ministrze ocalał domek. Laurence Lestrange pojechał sobie na wycieczkę. No wspaniale się dzieje. Aha no i jeszcze Burke cali i zdrowi - wymruczał nieco zrzędliwym tonem, ale z twarzy wyglądał tak, jakby nie do końca chciał teraz o tym rozmawiać. Nie chciał powiedzieć, że go to nie interesuje, bo tak przecież nie było, ale byli na balu. Na balu trzeba było jeść, pić i się bawić. No i słuchać plotek, które można było szczegółowo obmówić potem, w jakimś zacisznym miejscu.
Atreus zamrugał, zmrużył oczy i otaksował ją spojrzeniem. Coś w jego głowie się rodziło. Powoli rozwijało i wykluwało, formując w wyraźny kształt o ostrych krawędziach. Ona poważna nie była, ona jak najbardziej.
- Załóż się ze mną o to o coś, błagam... - powiedział cicho, bardziej do siebie jak do niej, bo to przecież brzmiało jak idealny materiał na jakikolwiek zakład.
Nie chciał się o nikogo bić i robić awantury. A najbardziej już nie chciał się bić o Brennę, trochę chyba dlatego bo zdawał sobie sprawę że gdyby tylko chciała to wcisnęłaby typa twarzą w ścianę. Coś tam, coś tam, nie chciała być ratowana, bo sama sobie mogła poradzić. Bla, bla, bla, nie chciał być jej rycerzem, bo męczyło go ratowanie wszystkich. Mógł co najwyżej upewnić się, że w krytycznej sytuacji pan znajdzie drzwi. W sumie to żałował, że postanowiła się wycofać i nie pokazała delikwentowi, że popełnił duży błąd, ale hej, nie można było mieć wszystkiego.
Zmierzył faceta kontrolnym, chłodnym spojrzeniem, strategicznie dopijając szybko resztkę swojego drinka i sięgając po następnego, akurat kiedy Longbottom złapała go za rękę i pociągnęła za sobą. Kim dla niej był? Ciekawe pytanie. Szkoda, że odpowiedzi na nie nie znał ani Atreus, ani Brenna.
- Spierdalaj - odpowiedział panu grzecznie na zadane pytania, próbując nie wylać nowego drinka, kiedy upijał z niego łyk.
czy pan za nami podąży?
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie
!plonacedrinki