14.12.2025, 10:05 ✶
Darcy, chwilowo przychylony ku myśli, że życie nie jest jednak tak złe (bo miał w ręku grzańca i siadał przy stoliku z ładną dziewczyną, a był prostym chłopcem i cenił takie rzeczy), spojrzał na Lyssę z pewnym zdziwieniem. W pierwszej chwili zdziwił się, że istniał czarodziej, który nie znał Dziurawego Kotla, potem dopiero przypomniał sobie, że panienka pochodziła zza granicy, a i Vakel zapewne nie był człowiekiem, który chodził na kilka głębszych do Dziurawego, no i że Lyssa zapewne nie chadzała do niemagicznego Londynu.
– O, każdy powinien wpaść tu przynajmniej raz, choćby po to, by wiedzieć, o czym mówią inni Anglicy. To słynne miejsce – oświadczył, może z nieco przemądrzałą miną. Dziurawy Kocioł w końcu mógł zdawać się nieco obskurny, ale istniał od zawsze, i stanowił jedyne bezpośrednie przejście między niemagicznym Londynem, a Pokątną.
– Miałem spotkanie autorskie w księgarni – powiedział i teraz uśmiechnął się tak szeroko, że twarz mogła pęknąć mu na pół. Nie dodał, że w księgarni rodziców, gdzie miał już spotkania wcześniej. Poza tym czy miało to znaczenie? O ile na te pierwsze przychodzili głównie krewni i znajomi, często zmuszeni przez Lockharta, o tyle tym razem księgarnia pękała w szwach i absolutnie nie miało znaczenia nic innego, prawda?! – A teraz wybierałem się do mojego redaktora, chciał żebym do niego wpadł coś omówić, mieszka w pobliżu, po niemagicznej stronie. W mieszkaniu zaś teleportowanie się byłoby niegrzeczne, a pod budynkiem w mugolskim Londynie… no, wywołałby trochę sensację. – Ale oczywiście to może poczekać.
W końcu jego redaktor miał czterdzieści lat, nadwagę i był mężczyzną, więc musiał zrozumieć, że wypicie grzańca z miłą, ładną dziewczyną było istotniejsze. Poza tym Lyssa go zainspirowała, prawda?
– A panienkę co tutaj sprowadza? – spytał, nagle się zastanawiając, czy z kimś się nie umówiła. Ale co z tego, skoro sama zaproponowała, by kupił jej grzańca? Chyba jako córka Vakela nie musiała kogoś naciągać, jak pierwszego naiwnego… tak pomyślał, chociaż poczuł się ciut niepewnie.
– O, każdy powinien wpaść tu przynajmniej raz, choćby po to, by wiedzieć, o czym mówią inni Anglicy. To słynne miejsce – oświadczył, może z nieco przemądrzałą miną. Dziurawy Kocioł w końcu mógł zdawać się nieco obskurny, ale istniał od zawsze, i stanowił jedyne bezpośrednie przejście między niemagicznym Londynem, a Pokątną.
– Miałem spotkanie autorskie w księgarni – powiedział i teraz uśmiechnął się tak szeroko, że twarz mogła pęknąć mu na pół. Nie dodał, że w księgarni rodziców, gdzie miał już spotkania wcześniej. Poza tym czy miało to znaczenie? O ile na te pierwsze przychodzili głównie krewni i znajomi, często zmuszeni przez Lockharta, o tyle tym razem księgarnia pękała w szwach i absolutnie nie miało znaczenia nic innego, prawda?! – A teraz wybierałem się do mojego redaktora, chciał żebym do niego wpadł coś omówić, mieszka w pobliżu, po niemagicznej stronie. W mieszkaniu zaś teleportowanie się byłoby niegrzeczne, a pod budynkiem w mugolskim Londynie… no, wywołałby trochę sensację. – Ale oczywiście to może poczekać.
W końcu jego redaktor miał czterdzieści lat, nadwagę i był mężczyzną, więc musiał zrozumieć, że wypicie grzańca z miłą, ładną dziewczyną było istotniejsze. Poza tym Lyssa go zainspirowała, prawda?
– A panienkę co tutaj sprowadza? – spytał, nagle się zastanawiając, czy z kimś się nie umówiła. Ale co z tego, skoro sama zaproponowała, by kupił jej grzańca? Chyba jako córka Vakela nie musiała kogoś naciągać, jak pierwszego naiwnego… tak pomyślał, chociaż poczuł się ciut niepewnie.