Stał tak przez chwilę wryty z ziemię kiedy. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw, a dokładnie to tak silnego uścisku. I to w tym przypadku od kobiety. Nic do nich oczywiście nie miał. Zawsze jednak postrzegał je jako delikatne istoty stworzone do przytulania i dawania kwiatów, a nie do miażdżenia jego rąk.
- No. Masz trochę tej krzepy - powiedział z uznaniem, rozluźniając swoją uwolnioną rękę i ostentacyjnie ją rozmasowując. W jego słowach nie było żadnej pogardy skierowanej do jego rozmówczyni. Można by to określić jako swego rodzaju podziw. Czyżby do jej obowiązków należało noszenie ciał? Tego nie wiedział ale też nie do końca chciał chyba to wiedzieć.
- Jak to? - zapytał jej kiedy zostawił już swoją dłoń w spokoju - Musisz się przecież orientować jak to wszystko wypełnić. Ktoś musi robić te w większości zbędne stosy papierów - kiwnął głowę w stronę raportów czekających, aż ktoś się nimi zaopiekuje.
Stanley miał już zamiar wychodzić, zabierając przy okazji to, co zmusiło go do porannej wędrówki po nie swojej części ministerstwa. Zreflektował się mimo wszystko. Taka okazja jak ta może się przecież nigdy już więcej nie powtórzyć, a warto mieć znajomości w innych działach czy departamentach. Do tej pory relację ich resortów można określić jako całkowicie służbowy. Grupa uderzeniowa informowała tylko biuro koronera o tym, że trzeba coś, a raczej kogoś zabrać. Drugim momentem kiedy podejmowali jakiekolwiek interakcję między sobą to wymiana dokumentów, tak jak w tym wypadku.
- To może jakaś kawa? - zaproponował - Nic zobowiązującego - zapewnił ją - Zwykła pogadanka nad ranem tak jak ma to miejsce wszędzie indziej w ministerstwie - dodał po chwili i zgarnął swoje dokumenty od Lycoris - Wiem, że nie ma tutaj zbyt dobrej kawy. Ale ta lura, ma jednak coś w sobie, nie sądzisz? - zapytał. Sam nie był jakimś wielkim fanem tego co ich departament gwarantował im do picia. Zgodnie z tym co mówi przysłowie - lepszy rydz niż nic.
- Mam inny pomysł. Znam miejsce w tym budynku, w którym jest dostępna najgorsza kawą jaką tylko piłaś w całym swoim życiu - przełożył dokumenty pod jedną z pach, a następnie strzelił palcami w jej stronę robiąc znak pistoletów - Gwarantuję Ci, że jest to niepowtarzalne doznanie smakowe. Kiedy tego spróbujesz, każdy inny napój będzie niczym ambrozja - dodał jako wytłumaczenie do swojej oferty. Skąd mógł wiedzieć o takim miejscu? Pewnie dlatego, że “szczęśliwi” właściciele tego właśnie trunku siedzieli w jego dziale.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972