14.12.2025, 20:59 ✶
Odchodzimy od drinków i przy okazji wskazuję krótko ochronie pana, co mnie szarpał
Och, Brenna naprawdę miała ochotę walnąć temu gościowi i osobiście go stąd wyprowadzić. Nie trzeba było nawet patrzeć na jej aurę, w której na pewno błyskała irytacja, by to podirytowanie wyłapać: oglądała się jeszcze za mężczyzną, i by upewnić się, że za nimi nie idzie, i próbując zapamiętać drobne szczegóły.
Wzrost.
Chód.
Włosy.
Posturę.
Kolor oczu, które spoglądały na nią zza maski.
Nie znała go, prawda? Niemożliwe, by nie rozpoznała kogoś sobie dobrze znanego, gdyby podszedł tak blisko. Chyba prędzej uwierzyłaby, że niektórzy z jej bliskich wspierali tę drugą stronę niż że ktoś z nich próbowałby całować ją po pijanemu.
Mijając ochroniarzy pochyliła się ku jednemu, krótko szepcąc, że jeden z gości w takiej i takiej masce mógł trochę za dużo wypić, i prosząc, by zwrócili uwagę, gdyby naprzykrzał się jakimś kobietom - nie zdziwiłaby się, gdyby już obserwowali sytuację, czy nie eskaluje. A potem zatrzymała się wreszcie, już z boku sali.
– Mogłam zedrzeć mu maskę – westchnęła, trochę żałując, że tego nie zrobiła, bo teraz, choć złość opadła, nie mogła oprzeć się myśli, że to mógł nie być jakiś podpity idiota. Anonimy w szufladzie, zdjęcie przysłane bez adresu zwrotnego… – Ale jeszcze faktycznie zaczęlibyśmy się bić, a obiecałam matce, że będę unikała wielkich skandali.
Prawie było jej przykro, że jednak nie musieli wyjść do ogrodu. Mogłaby tam wepchnąć gościa do sadzawki, żeby trochę otrzeźwiał. Ale to byłby nieodwracalny koniec balu, przynajmniej dla niej i byłoby trochę głupio, bo Atreus zwyczajnie lubił takie imprezy. Odwróciła się do niego, spoglądając na kolor drinka, który zdążył zgarnąć ze stołu, a potem odruchowo upewniła się, że sukienka i maska nie ucierpiały w tej drobnej szarpaninie. I uśmiechnęła się, uznając, że ostatecznie nie pozwoli, by zepsuło jej to zupełnie humor.
– Zakład mówisz? Jeśli potrzeba ci pretekstu do przymiarki, to ja ci go chętnie dam. Masz jakieś pomysł o co? Mnie do głowy przychodzi głównie trening. – Bo w sumie nigdy nie próbowali pobić się na poważnie, nie do końca liczyła się ta wymiana ciosów na Nokturnie, kiedy walnęła mu z rozpędu, a on postanowił oddać. – Na pewno nie poker, granie z Prewettami to proszenie się o porażkę, znam wasze numery. – Basilius ją zniszczył, a Vincent po prostu zawsze oszukiwał. Wydawało się jej, że nawet nie rozumiał, że może istnieć coś takiego jak uczciwa rozgrywka. – I pytanie, co ja miałabym zrobić, gdybyś ty wygrał?
Och, Brenna naprawdę miała ochotę walnąć temu gościowi i osobiście go stąd wyprowadzić. Nie trzeba było nawet patrzeć na jej aurę, w której na pewno błyskała irytacja, by to podirytowanie wyłapać: oglądała się jeszcze za mężczyzną, i by upewnić się, że za nimi nie idzie, i próbując zapamiętać drobne szczegóły.
Wzrost.
Chód.
Włosy.
Posturę.
Kolor oczu, które spoglądały na nią zza maski.
Nie znała go, prawda? Niemożliwe, by nie rozpoznała kogoś sobie dobrze znanego, gdyby podszedł tak blisko. Chyba prędzej uwierzyłaby, że niektórzy z jej bliskich wspierali tę drugą stronę niż że ktoś z nich próbowałby całować ją po pijanemu.
Mijając ochroniarzy pochyliła się ku jednemu, krótko szepcąc, że jeden z gości w takiej i takiej masce mógł trochę za dużo wypić, i prosząc, by zwrócili uwagę, gdyby naprzykrzał się jakimś kobietom - nie zdziwiłaby się, gdyby już obserwowali sytuację, czy nie eskaluje. A potem zatrzymała się wreszcie, już z boku sali.
– Mogłam zedrzeć mu maskę – westchnęła, trochę żałując, że tego nie zrobiła, bo teraz, choć złość opadła, nie mogła oprzeć się myśli, że to mógł nie być jakiś podpity idiota. Anonimy w szufladzie, zdjęcie przysłane bez adresu zwrotnego… – Ale jeszcze faktycznie zaczęlibyśmy się bić, a obiecałam matce, że będę unikała wielkich skandali.
Prawie było jej przykro, że jednak nie musieli wyjść do ogrodu. Mogłaby tam wepchnąć gościa do sadzawki, żeby trochę otrzeźwiał. Ale to byłby nieodwracalny koniec balu, przynajmniej dla niej i byłoby trochę głupio, bo Atreus zwyczajnie lubił takie imprezy. Odwróciła się do niego, spoglądając na kolor drinka, który zdążył zgarnąć ze stołu, a potem odruchowo upewniła się, że sukienka i maska nie ucierpiały w tej drobnej szarpaninie. I uśmiechnęła się, uznając, że ostatecznie nie pozwoli, by zepsuło jej to zupełnie humor.
– Zakład mówisz? Jeśli potrzeba ci pretekstu do przymiarki, to ja ci go chętnie dam. Masz jakieś pomysł o co? Mnie do głowy przychodzi głównie trening. – Bo w sumie nigdy nie próbowali pobić się na poważnie, nie do końca liczyła się ta wymiana ciosów na Nokturnie, kiedy walnęła mu z rozpędu, a on postanowił oddać. – Na pewno nie poker, granie z Prewettami to proszenie się o porażkę, znam wasze numery. – Basilius ją zniszczył, a Vincent po prostu zawsze oszukiwał. Wydawało się jej, że nawet nie rozumiał, że może istnieć coś takiego jak uczciwa rozgrywka. – I pytanie, co ja miałabym zrobić, gdybyś ty wygrał?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.