02.03.2023, 17:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2023, 17:57 przez Jamil Anwar.)
Sakiewka w kieszeni zdawała mu się ciążyć. Nie przywykł do tego, że była aż tak ciężka, choć sporą rolę odgrywał w tym kamień, który wraz z konkretnymi instrukcjami wcisnął mu Cathal. Umieścił go między własnymi oszczędnościami. Wciąż zostało mu nieco pieniędzy, które zarobił jeszcze w Egipcie, choć z każdym dniem coraz bardziej ubywały. Ceny pokoi w Dziurawym Kotle nie były wysokie, o ile spędzało się tam kilka nocy, a nie kilkanaście. W karty grywał ostatnio o przysługi i darmowe wycieczki po Wielkiej Brytanii, obawiając się utraty ostatnich kosztowności. Nie zmieniało to jednak faktu, że znał siebie samego na tyle dobrze, by pieniądze Shafiqa powierzyć Nell, zostawiając sobie w kieszeni wyłącznie ten przeklęty kamień. Suma galeonów na tyle duża, by Cal nie zauważył, że parę ubyło, kusiłaby go zbyt mocno. Aż w końcu straciłby wszystkie, myśląc, że powieli ich ilość, zostawiając sobie te wygrane. Nie, tym razem ryzykowałby o wiele więcej, bo to za sprawą tej ekipy w ogóle trafił do Anglii. Uratowali mu dupsko przed egipskim czarnoksiężnikiem, który groził mu śmiercią.
- Albo za obcokrajowca – odparł, wzruszając ramionami i wcisnął ręce do kieszeni płaszcza, który kupił gdzieś w sklepie z używaną odzieżą, dostosowując sobie rozmiar przy pomocy magii. Było mu okropnie zimno, chociaż zdawało się, że nie była to najgorsza pogoda, jaką mógł w tym miejscu zastać. Palce zdawały się wręcz soplami lodu. – Czyli twój wujek zgodził się na ślub pomimo tego, że go nie chciał, bo było mu głupio? Idiota! Ale możesz mnie zabrać do Hogsmeade, skoro tak je lubisz – zaproponował, mrugając do niej, chociaż wizja wymuszonych przez herbatę zaręczyn raczej go odstraszała. Akurat w małżeństwo wolał się nie wkręcać, niezależnie od tego, jak bardzo lubił Nell. Jeszcze przypadkiem by go otruła w dniu ślubu.
Miał wrażenie, że po raz pierwszy widział ją w stroju innym niż ten przystosowany do przebywania na pustyni, więc zawiesił na niej wzrok na dłużej, niż wypadało. Mimo tego, że jej skóra była opalona, a włosy niemal białe, to Jamil wciąż bardziej wyróżniał się swoim wyglądem. Nie tylko ze względu na swoją ciemniejszą karnację, ale również dlatego, że opatulił się cienkim szalikiem, jakby przyjechał do Londynu w najgorszą śnieżycę stulecia.
- Więcej tu ludzi niż na kairskim bazarze – skwitował, ufając Bagshot, że znała trasę. Jemu nazwy uliczek zupełnie nic nie mówiły. Odróżniał tylko Pokątną, która prowadziła prosto do Dziurawego Kotła, a ta ulica, na której znajdowały się kasyna, najwyraźniej była Nokturnem, o którym wspominała blondynka. Do tej pory sądził, że to tylko bardziej zapyziałe przedłużenie tej pierwszej. – Czym, do cholery, jest śluz gumochłona? – zapytał, wyciągając ręce z kieszeni i gestykulując przy tym nadmiernie, by okazać swoje zdziwienie. Patrząc na złowieszczy uśmiech Nell, raczej niczym przyjemnym. – Czemu, jeśli tak bardzo lubisz słodycze, nie dodajesz ich do eliksirów? – jęknął jeszcze, praktycznie nie zwracając uwagi na człowieka, który go potrącił. Na ulicy nie było tłumu, ale też nie zdawało mu się to niczym szczególnym. W Egipcie ludzie non stop się potrącali, a tutaj zaczepiali go z powodu jego wyglądu. Choć sam mężczyzna miał tak śmierdzący oddech, że mimowolnie się za nim obrócił, dostrzegając jego kaptur. Wzdrygnął się i wcisnął ręce z powrotem do kieszeni, nie napotykając jednak oporu z prawej strony. – Nie chcę cię niepokoić, Nell, ale sakiewka z kamieniem wyparowała – powiedział, czując w gardle nieprzyjemną gulę. Wywrócił kieszenie na lewą stronę, doszukując się jakichkolwiek dziur czy odpowiedzi na to, jak mogła zniknąć ich zawartość. Może upuścił ją w momencie, gdy wyciągał ręce z kieszeni, obruszony zadowoleniem Bagshot w związku z gumochłonami? Odwrócił się, rozglądając po chodniku za zgubą.
- Albo za obcokrajowca – odparł, wzruszając ramionami i wcisnął ręce do kieszeni płaszcza, który kupił gdzieś w sklepie z używaną odzieżą, dostosowując sobie rozmiar przy pomocy magii. Było mu okropnie zimno, chociaż zdawało się, że nie była to najgorsza pogoda, jaką mógł w tym miejscu zastać. Palce zdawały się wręcz soplami lodu. – Czyli twój wujek zgodził się na ślub pomimo tego, że go nie chciał, bo było mu głupio? Idiota! Ale możesz mnie zabrać do Hogsmeade, skoro tak je lubisz – zaproponował, mrugając do niej, chociaż wizja wymuszonych przez herbatę zaręczyn raczej go odstraszała. Akurat w małżeństwo wolał się nie wkręcać, niezależnie od tego, jak bardzo lubił Nell. Jeszcze przypadkiem by go otruła w dniu ślubu.
Miał wrażenie, że po raz pierwszy widział ją w stroju innym niż ten przystosowany do przebywania na pustyni, więc zawiesił na niej wzrok na dłużej, niż wypadało. Mimo tego, że jej skóra była opalona, a włosy niemal białe, to Jamil wciąż bardziej wyróżniał się swoim wyglądem. Nie tylko ze względu na swoją ciemniejszą karnację, ale również dlatego, że opatulił się cienkim szalikiem, jakby przyjechał do Londynu w najgorszą śnieżycę stulecia.
- Więcej tu ludzi niż na kairskim bazarze – skwitował, ufając Bagshot, że znała trasę. Jemu nazwy uliczek zupełnie nic nie mówiły. Odróżniał tylko Pokątną, która prowadziła prosto do Dziurawego Kotła, a ta ulica, na której znajdowały się kasyna, najwyraźniej była Nokturnem, o którym wspominała blondynka. Do tej pory sądził, że to tylko bardziej zapyziałe przedłużenie tej pierwszej. – Czym, do cholery, jest śluz gumochłona? – zapytał, wyciągając ręce z kieszeni i gestykulując przy tym nadmiernie, by okazać swoje zdziwienie. Patrząc na złowieszczy uśmiech Nell, raczej niczym przyjemnym. – Czemu, jeśli tak bardzo lubisz słodycze, nie dodajesz ich do eliksirów? – jęknął jeszcze, praktycznie nie zwracając uwagi na człowieka, który go potrącił. Na ulicy nie było tłumu, ale też nie zdawało mu się to niczym szczególnym. W Egipcie ludzie non stop się potrącali, a tutaj zaczepiali go z powodu jego wyglądu. Choć sam mężczyzna miał tak śmierdzący oddech, że mimowolnie się za nim obrócił, dostrzegając jego kaptur. Wzdrygnął się i wcisnął ręce z powrotem do kieszeni, nie napotykając jednak oporu z prawej strony. – Nie chcę cię niepokoić, Nell, ale sakiewka z kamieniem wyparowała – powiedział, czując w gardle nieprzyjemną gulę. Wywrócił kieszenie na lewą stronę, doszukując się jakichkolwiek dziur czy odpowiedzi na to, jak mogła zniknąć ich zawartość. Może upuścił ją w momencie, gdy wyciągał ręce z kieszeni, obruszony zadowoleniem Bagshot w związku z gumochłonami? Odwrócił się, rozglądając po chodniku za zgubą.