02.03.2023, 18:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2023, 18:14 przez Bard Beedle.)
- Nie, nie. Za obcokrajowca i tak cię wezmą, i tu już będą patrzeć niechętnie, ale jeśli wezmą cię za obcokrajowca – dziwaka, to będzie podwójnie źle – wyjaśniła Nell. Ciężko było powiedzieć, czy miała rację, bo panna Bagshot miewała różne dziwaczne teorie, którymi bardzo chętnie się dzieliła. – Nie nazywaj mojego wujka idiotą, Anwar, bo poproszę Letę, żeby rzuciła na ciebie jakąś paskudną klątwę – prychnęła z oburzeniem, jakby dopiero sama nie opowiedziała absolutnie dziwacznej historii o swoim wuju. (Nawet po części prawdziwej, bo do oświadczyn faktycznie doszło w Hogsmeade i faktycznie wujek mówił, że właściwie to tego nie planował, ale gdy wypił tę herbatkę…)
- Mam wrażenie, że w Kairze jednak ich więcej. I są głośniejsi. I bardziej kolorowi – powiedziała czarodziejka. Mogło jednak wynikać to po części z tego, że po prostu Pokątną doskonale znała, a do egipskich bazarów musiała przywyknąć. I stale się tam pilnować.
– Gumochłony to robaki. O mniej więcej takie. – Tu Nell rozłożyła ręce, pokazując wielkość gumochłona. Właściwie nie do końca były robakami, ale dla niej skoro na takie wyglądały, to do nich się kwalifikowały i już. – Lubią wilgoć, więc w Egipcie o nie trudno. Są pokryte śluzem. Warzy się z niego eliksir wiggenowy, a poza tym można za jego pomocą zagęszczać inne eliksiry… Taaak, muszę zrobić zapasik tych mikstur – oświadczyła radośnie, a potem przewróciła oczami na kolejne pytanie Jamila. Uniosła w górę dłoń i zaczęła po kolei pokazywać kolejne palce.
- Po pierwsze. Bo to może zepsuć właściwości eliksiru. Po drugie. Bo wolę kupować gotowe eliksiry i najwyżej lekko je przerabiać niż je warzyć, opary znad kociołka fatalnie wpływają na cerę i włosy. Po trzecie… bo to eliksiry dla was, a słodycze są dla mnie.
Rzecz jasna, gdy sama potrzebowała jakiejś mikstury, wybierała tę o możliwe najlepszym smaku i zapachu. Nie zawsze było to możliwe, istniały jednak różne eliksiry o podobnych właściwościach. A że w grupie nikt poza nią nie znał się na leczeniu, nie mieli jak kwestionować decyzji…[/b]
Stanęła gwałtownie, kiedy Jamil powiedział, że kamień zniknął.
- Przegrałeś go?! Kiedy?! Byłam w sklepie zielarskim tylko przez pięć minut! – jęknęła, w pierwszej chwili odruchowo zakładając, że gdy ona odwróciła się na moment, to Anwar… zagrał z jakimś dzieckiem na ulicy albo coś takiego. Chyba jednak nawet Nell pojęła zaraz, że to nieco zbyt absurdalna teoria. Jej spojrzenie powędrowało ku chłopakowi, który oddalił się już od nich parę metrów, ale słysząc jej krzyki z jakichś powodów ruszył pędem do alejki… dokładnie tej, w którą mieli zaraz skręcić – prowadzącej na Nokturn.
- Na co czekasz?! Łap go! – krzyknęła, pokazując Jamilowi palcem uciekiniera. Sama ruszyła biegiem. Problem polegał na tym, że chociaż owszem, ciężkie, pustynne warunki hartowały, to Nell nie była stworzona na sportowca. I co jak co, ale pobyt na pustyni na pewno nie zachęcał do biegów. Ani krótko, ani długodystansowych.
- Mam wrażenie, że w Kairze jednak ich więcej. I są głośniejsi. I bardziej kolorowi – powiedziała czarodziejka. Mogło jednak wynikać to po części z tego, że po prostu Pokątną doskonale znała, a do egipskich bazarów musiała przywyknąć. I stale się tam pilnować.
– Gumochłony to robaki. O mniej więcej takie. – Tu Nell rozłożyła ręce, pokazując wielkość gumochłona. Właściwie nie do końca były robakami, ale dla niej skoro na takie wyglądały, to do nich się kwalifikowały i już. – Lubią wilgoć, więc w Egipcie o nie trudno. Są pokryte śluzem. Warzy się z niego eliksir wiggenowy, a poza tym można za jego pomocą zagęszczać inne eliksiry… Taaak, muszę zrobić zapasik tych mikstur – oświadczyła radośnie, a potem przewróciła oczami na kolejne pytanie Jamila. Uniosła w górę dłoń i zaczęła po kolei pokazywać kolejne palce.
- Po pierwsze. Bo to może zepsuć właściwości eliksiru. Po drugie. Bo wolę kupować gotowe eliksiry i najwyżej lekko je przerabiać niż je warzyć, opary znad kociołka fatalnie wpływają na cerę i włosy. Po trzecie… bo to eliksiry dla was, a słodycze są dla mnie.
Rzecz jasna, gdy sama potrzebowała jakiejś mikstury, wybierała tę o możliwe najlepszym smaku i zapachu. Nie zawsze było to możliwe, istniały jednak różne eliksiry o podobnych właściwościach. A że w grupie nikt poza nią nie znał się na leczeniu, nie mieli jak kwestionować decyzji…[/b]
Stanęła gwałtownie, kiedy Jamil powiedział, że kamień zniknął.
- Przegrałeś go?! Kiedy?! Byłam w sklepie zielarskim tylko przez pięć minut! – jęknęła, w pierwszej chwili odruchowo zakładając, że gdy ona odwróciła się na moment, to Anwar… zagrał z jakimś dzieckiem na ulicy albo coś takiego. Chyba jednak nawet Nell pojęła zaraz, że to nieco zbyt absurdalna teoria. Jej spojrzenie powędrowało ku chłopakowi, który oddalił się już od nich parę metrów, ale słysząc jej krzyki z jakichś powodów ruszył pędem do alejki… dokładnie tej, w którą mieli zaraz skręcić – prowadzącej na Nokturn.
- Na co czekasz?! Łap go! – krzyknęła, pokazując Jamilowi palcem uciekiniera. Sama ruszyła biegiem. Problem polegał na tym, że chociaż owszem, ciężkie, pustynne warunki hartowały, to Nell nie była stworzona na sportowca. I co jak co, ale pobyt na pustyni na pewno nie zachęcał do biegów. Ani krótko, ani długodystansowych.