Gerry pochodziła z bogatej rodziny. Od dziecka była wychowywana w specyficzny sposób, który charakteryzował rody z długoletnimi tradycjami. Miała trochę szczęścia w tym, że urodziła się kobietą. Ojciec przymykał oko na jej pomysły i zawsze wspierał ją finansowo. Jej bracia zdecydowanie bardziej musieli się skupić na tym, aby podejmować decyzje zgodne z tym, czego oczekiwali rodzice. Geraldine ratowało to, że zaangażowała się w rodzinny biznes, co radowało serce Gerarda. Był dumny z tego, że jego latorośl tak wyśmienicie sobie radzi z pracą, która była również rodzinną tradycją. Dzięki temu nie przejmował się specjalnie tym, że córka ma nie do końca podobne do Yaxleyów poglądy w innych sprawach.
Jamil jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy, ale miał szczęście, że pierwszym Yaxleyem którego poznał była właśnie Geraldine. Reszta jej rodziny mogła nie być równie przyjemna przy pierwszym spotkaniu. Ona była najjaśniejszym promykiem tego rodu i zdawała sobie z tego sprawę. Do skromnych też nie należała, ale to już zupełnie inna sprawa.
Wcale nie tak łatwo było spowodować, żeby panna Yaxley czuła się niepewnie. Szczególnie, że zdawała sobie sprawę, iż wcale nie tak łatwo będzie ją pokonać. Nie zamierzała udawać, że jest inaczej. Może trochę przesadzała, jednak miała zamiar uświadomić Anwara, że jest naprawdę odpowiednim konkurentem.
- Niby nie ma nic złego, jednak uczniowie, którzy do niego trafiają zazwyczaj okazują się być dupkami. Lubią demonstrować to, że są lepsi od innych. W końcu czysta krew jest taka ważna, jakby to od tego zależało jakie masz umiejętności. - Mężczyzna mógł zauważyć, że Ger nie boi się mówić głośno o swoich przekonaniach. Uważała, że to, jaka krew płynie w żyłach czarodzieja ma najmniejsze znaczenie. Raczej istotne dla niej było to, co sobą reprezentują. - Tak, czerwony, od lat rywalizuje z tym zielonym. - Jakoś tak się uparło od pokoleń, że uczniowie tych dwóch domów za sobą nie przepadali, chyba przez lata edukacji nie spotkała żadnego Gryfina, który zaprzyjaźniłby się że Ślizgonem, sama nie miała pojęcia, czy nie wynikało to po prostu z od lat utartych przekonań.
- Tak, podpiszmy go krwią.- Posłała Jamilowi uśmiech, było w nim coś niepokojącego. Można było też zauważyć, że kobiecie zależy na wygranej i nie zamierzała się poddać bez walki. W końcu przysługa mogła jej się przydać w każdym momencie, nie zamierzała zmarnować takiej okazji.
- Tak, możemy zacząć, kto wie ile potrwa ta rozgrywka, chciałabym się dowiedzieć, czy faktycznie taki z Ciebie specjalista od gry w karty. - Była gotowa do rozpoczęcia tej rozgrywki. Upiła jeszcze łyk alkoholu ze szklanki i czekała aż Jamil przygotuje karty do rozgrywki. Magia bezróżdżkowa, musi zapamiętać, że posiada takie umiejętności, może się to kiedyś do czegoś przydać. Kiedy wszystko było gotowe sięgnęła po swoje karty. Przyglądał im się uważnie, jednak trudno było wyczytać cokolwiek z jej twarzy. Potrafiła panować nad mimiką.