15.12.2025, 19:33 ✶
Christopher nie miał już czasu dywagować, kto bił się kiedy i o kogo, zbyt zajęty usiłującą go obmacywać kobietą. Istniały miejsca, w których takie zachowanie było dopuszczalne, ale sala balowa Lestrangów z pewnością do nich nie należała. Z prawdziwą ulgą przyjął, że zdołali się uwolnić, bo nie wypadało używać przemocy fizycznej wobec kobiet, a przynajmniej nie wobec takich, które dostawały zaproszenia na tego typu przyjęcia.
– Miała na sobie moją sukienkę, ale zdecydowanie nie pierścionek – stwierdził Rosier, unosząc lekko jasną brew, co skutecznie zamaskowała jego ciemna maska. Nie wstydził, że odział dziewczynę w swój projekt: nieważne, czy przedstawiano ją jako Millie czy Melophomenę, wyglądała w nim fenomenalnie, i pasował do jej urody. Poza tym Millie miała oko i sama umiała rysować, więc nawet jeśli tamtej nocy stało się wiele dziwnych rzeczy, nie żałował tego podarku. A choć szył głównie dla czystokrwistych, to zdarzały się drobne wyjątki.
Co zabawne, robił to po równi dlatego, że czasem czyjaś uroda go ujmowała, jak i dlatego, że to była część budowania swego rodzaju snu i pożądania. Postrzeganie jego projektów jako czegoś, co bardzo trudno dostać… ale co jest tą gwiazdką, która czasem spada z nieba, a nie lśni tylko na firmamencie, absolutnie nieosiągalne.
– Była bardzo daleka od prawdy. Nie widzieliśmy się z tą domniemaną narzeczoną od tamtego wesela – wyjaśnił, a potem skrzywił się, gdy Victoria zaczęła wypytywać o Cressidę. – Spotykaliśmy się z Cressidą przez dwa miesiące. Zerwałem z nią kontakty w chwili, w której urządziła mi karczemną awanturę po tym, jak zobaczyła mnie z inną kobietą…
Tutaj Christopher urwał. Nie, nie dlatego że nie był pewny, co powiedzieć, a dla dramatycznego efektu.
- …którą była moja ciotka. Starsza ode mnie o piętnaście lat. Wyobrażasz sobie?
Jeszcze mógł zrozumieć, że podejrzewała go o niewierność, zwłaszcza że na tym etapie już go irytowały jej ataki zazdrości, ale że skusił się na bliską krewną i to o tyle starszą? Wśród czystokrwistych zdarzały się różne rzeczy, ale Rosier miał standardy, i nie umówiłby się z kobietą, która wyglądała jak odrobinę młodsza wersja jego matki i miała już siwe włosy!
Tak, Rosier potraktował ją wtedy brutalnie. I tak, wcześniej chyba trochę sam ją podpuszczał. To nie tak, że był krystalicznie czysty, ale zdecydowanie Avery b y ł a szalona.
– Jakiś czas później moja matka nalegała, żebym zabrał na obiad córkę jej przyjaciółki. – Owszem, niby by pokazać miasto, chociaż Christopher wiedział, na co liczyła. Cóż, aranżowane małżeństwa i nacisk na znalezienie żony nie były niczym nowym. – Cressida skądś się dowiedziała i gdy poszedłem do łazienki, podeszła do stolika i przedstawiła się jej jako moja narzeczona. Czy to wystarczy, by nazwać ją wariatką?
A nie opowiedział jeszcze historii o sukni ślubnej…
– W takim razie, skoro na pewno nie ma tu amortencji, chyba zaryzykuję tego drinka – stwierdził, zmuszając się do uśmiechu, bo nie mógł spędzić tego wieczora z duszą na ramieniu, co postanowi tu wykręcić jego szalona eks.
– Miała na sobie moją sukienkę, ale zdecydowanie nie pierścionek – stwierdził Rosier, unosząc lekko jasną brew, co skutecznie zamaskowała jego ciemna maska. Nie wstydził, że odział dziewczynę w swój projekt: nieważne, czy przedstawiano ją jako Millie czy Melophomenę, wyglądała w nim fenomenalnie, i pasował do jej urody. Poza tym Millie miała oko i sama umiała rysować, więc nawet jeśli tamtej nocy stało się wiele dziwnych rzeczy, nie żałował tego podarku. A choć szył głównie dla czystokrwistych, to zdarzały się drobne wyjątki.
Co zabawne, robił to po równi dlatego, że czasem czyjaś uroda go ujmowała, jak i dlatego, że to była część budowania swego rodzaju snu i pożądania. Postrzeganie jego projektów jako czegoś, co bardzo trudno dostać… ale co jest tą gwiazdką, która czasem spada z nieba, a nie lśni tylko na firmamencie, absolutnie nieosiągalne.
– Była bardzo daleka od prawdy. Nie widzieliśmy się z tą domniemaną narzeczoną od tamtego wesela – wyjaśnił, a potem skrzywił się, gdy Victoria zaczęła wypytywać o Cressidę. – Spotykaliśmy się z Cressidą przez dwa miesiące. Zerwałem z nią kontakty w chwili, w której urządziła mi karczemną awanturę po tym, jak zobaczyła mnie z inną kobietą…
Tutaj Christopher urwał. Nie, nie dlatego że nie był pewny, co powiedzieć, a dla dramatycznego efektu.
- …którą była moja ciotka. Starsza ode mnie o piętnaście lat. Wyobrażasz sobie?
Jeszcze mógł zrozumieć, że podejrzewała go o niewierność, zwłaszcza że na tym etapie już go irytowały jej ataki zazdrości, ale że skusił się na bliską krewną i to o tyle starszą? Wśród czystokrwistych zdarzały się różne rzeczy, ale Rosier miał standardy, i nie umówiłby się z kobietą, która wyglądała jak odrobinę młodsza wersja jego matki i miała już siwe włosy!
Tak, Rosier potraktował ją wtedy brutalnie. I tak, wcześniej chyba trochę sam ją podpuszczał. To nie tak, że był krystalicznie czysty, ale zdecydowanie Avery b y ł a szalona.
– Jakiś czas później moja matka nalegała, żebym zabrał na obiad córkę jej przyjaciółki. – Owszem, niby by pokazać miasto, chociaż Christopher wiedział, na co liczyła. Cóż, aranżowane małżeństwa i nacisk na znalezienie żony nie były niczym nowym. – Cressida skądś się dowiedziała i gdy poszedłem do łazienki, podeszła do stolika i przedstawiła się jej jako moja narzeczona. Czy to wystarczy, by nazwać ją wariatką?
A nie opowiedział jeszcze historii o sukni ślubnej…
– W takim razie, skoro na pewno nie ma tu amortencji, chyba zaryzykuję tego drinka – stwierdził, zmuszając się do uśmiechu, bo nie mógł spędzić tego wieczora z duszą na ramieniu, co postanowi tu wykręcić jego szalona eks.