Liczyła na to, że będzie miała tutaj nieco spokoju, że spędzi ten wieczór w samotności, że uda jej się jakoś przetrwać to Yule, bo nie była szczególnie zadowolona z tego, że musiała zostać w Hogwarcie. Niby to rozumiała, niby wiedziała dlaczego musiała zostać, ale miała o to ogromny żal do rodziców. Nie zakładała jednak, że ten wieczór będzie wyglądał właśnie tak, nie spodziewała się zupełnie, że będzie po prostu miło, że zupełnie znienacka dostanie szansę, aby na tę krótką chwilę odzyskać swojego przyjaciela z dzieciństwa. Żadne z nich nie próbowało dzisiaj sobie niczego udowadniać, wręcz przeciwnie bardzo łatwo przyszło im wrócić do tego, co było dawniej, kiedy jeszcze nie zakładali tych masek w swoim towarzystwie, gdy nie próbowali sobie wbijać coraz to ostrzejszych szpilek.
Nie spodziewała, że jeszcze kiedyś będzie miała okazję otworzyć się przy nim w ten sposób, rozmawiać w ten sposób, że kiedykolwiek chociaż na chwilę wrócą do tego, co kiedyś mieli na co dzień. Było to naprawdę przyjemną odmianą, nie zastanawiała się zbytnio nad tym, co ją spowodowało, dlaczego w ogóle nadarzyła się ta okazja, być może to magia Yule, czy coś. Naprawdę przyjemnie było do tego wrócić, chociaż na ten krótki moment, wiedziała bowiem, że nie będzie to trwało wiecznie, już wiedziała, że nic w życiu nie jest na zawsze, że wszystko kiedyś musiało się skończyć, jednak nie chciała dzisiaj tego analizować, bo wieczór okazał się być dużo bardziej miły, niż zakładała.
Bardzo łatwo było jej się odnaleźć w tym nowym rytmie, łatwo było zapomnieć o tym, jak ewoluowała ich relacja, jak się teraz traktowali, kiedy był dla niej taki nic nie miało znaczenia. Chciała z nim rozmawiać, chciała podzielić się tym, co siedziało jej w głowie, szczególnie, że widziała, że jej słucha, nie nabijał się z niej, raczej podchodził do wszystkiego co mówiła z wcale nieukrywanym entuzjazmem, bez mniejszego problemu odnalazł się w tym wszystkim, jakby nie musieli się zupełnie przejmować tym, że któreś z nich kiedyś wyciągnie tę rozmowę i postanowi jej użyć przeciwko im. Chwilowe zawieszenie broni, jak zwał tak zwał, miło było zrezygnować z tego ostatnio zwyczajnego dla nich podejścia.
- Wiesz, gdyby mi zależało na tym, żeby obiekt nie wiedział, że jest obserwowany, to robiłabym to bardziej dyskretnie. - I na pewno miał świadomość, że potrafiła to zrobić. Nie miała jednak nic przeciwko temu, że przyłapał ją na tym, że się w niego wpatrywała. Robiła to w taki sposób, że trudno byłoby tego nie zauważyć. Zresztą te rogi, które dyndały na jego głowie prosiły się o to, aby na nie patrzeć, nie widziała go jeszcze w takim wydaniu. Wydawał się być dzięki nim jakiś taki bardziej przystępny, jakby wcale nie pochodzili z innych światów, jakby nie dzieliło ich tak wiele.
Chciała zapamiętać ten widok, skąd bowiem mogła wiedzieć, że to nie jest ostatni raz, kiedy stoi przed nią w takiej wersji, a mogła oszukiwać jego, ale siebie nie - naprawdę dobrze było widzieć go właśnie takim. Przypominał jej tego chłopca, który był jej przyjacielem kilka lat temu, a przecież nie powinna już tak na niego reagować, jednak niektórych uczuć nie dało się tak do końca pozbyć, czy usunąć z głębi siebie.
Zmrużyła oczy, gdy wspomniał o tym, że zawsze była dobra w rzeczy niemożliwe, nie wydawało jej się, że to zauważał, nie sądziła, że ma o niej takie mniemanie, to było całkiem przyjemną odmianą, znowu coś się poruszyło w jej wnętrzu, nie powinien do niej tak mówić, zbyt łatwo było do tego przywyknąć. - Być może nie jestem w to najgorsza, jednakże, nie zapominam o Twoich specjalnych umiejętnościach, trudno byłoby mi z nimi walczyć. - Na pewno wiele kosztowałaby ją taka kradzież, jednakże pewnie jakby się uparła to byłaby w stanie jej dokonać. - Twoim zdaniem ta czapka jest uniwersalnie twarzowa? - Pokręciła głową z niedowierzaniem, wolała tego nie sprawdzać, przynajmniej jak na razie, lepiej, aby została ona na jego głowie.
Zauważyła jego uśmiech, odruchowo go odwzajemniła, nie musiała już się pilnować, nie czuła, aby było to potrzebne tego wieczoru, rozmowa o nietoperzach, tak bardzo abstrakcyjna, że chyba bardziej się nie dało wciągnęła ich do reszty, zupełnie tak, jak te dyskusje, kiedy mieli dwanaście, czy trzynaście lat.
- Cóż, możesz mieć rację, na pewno potrzebują wielu prawników, zważając na ich gusta i przepychanki z konserwatorami zabytków. - Nie dało się ukryć, że nietoperze miały bardzo specyficzny gust, jeśli chodziło o wybór swoich domostw, zdecydowanie potrzebowali wielu prawników, skoro większość rodzin wybierała stare kamienice, których nie pozwalano sobie ot tak odrestaurowywać.
- Wiesz jak to jest, pani nietoperzowa pewnie ma spore wymagania, które pan nietoperz starał się spełniać, niby to on jest głową rodziny, ale tak naprawdę ona trzyma go w ryzach, na pewno ma swoje metody, aby wszystko było dokładnie tak, jak ona tego pragnie. - Czy była to tyrania? Być może, kto ich tak właściwie wiedział, miała świadomość jednak tego, że czasem trudno było dojść do konsensusu, ktoś musiał ustąpić, jej zdaniem tym kimś zdecydowanie był pan nietoperz. - Po prostu tak bardzo kocha Panią nietoperzową, że chce, żeby była szczęśliwa, przez co zgadza się na wszystko, bo jemu to właściwe obojętne, najważniejsze, żeby ich gniazdko podobało się jego żonie. - Szczęśliwa Pani nietoperzowa, to szczęśliwy Pan nietoperz, czy coś.
- Czyli wolisz tę wersję, w której Pani nietoperzowa udaje, że nie widzi, że jest krzywo i jej to zupełnie nie przeszkadza, a kiedy Pan nietoperz nie patrzy bierze sprawy w swoje ręce i robi to po swojemu, on nawet nie widzi różnicy i każde z nich jest zadowolone? To też ma jakiś sens, ona ma to, czego chciała, a on jest dumny z siebie, że sam osiągnął cel. Właściwie dzięki temu jedno i drugie będzie zadowolone, tylko czy nie prościej byłoby gdyby Pani nietoperzowa od razu sama to zrobiła? - Jasne, Pan mąż nietoperz mógł poczuć się potrzebny, dać coś z siebie. - Z drugiej strony faktycznie mogłaby nieco zmrużyć oko, jeśli go mocno kocha, to powinna to zrobić bez zająknięcia i docenić jego starania, wtedy dużo łatwiej byłoby im przejąć władzę nad światem, gdyby wspierali się podczas każdych niepowodzeń. Bez sensu, jakby ona chciała go zmieniać, skoro już byli małżeństwem, na pewno wiedziała za kogo wychodzić za mąż na swoim nietoperzym ślubie. - Ta wersja była chyba łatwiejsza do przyjęcia. - Nie jestem mistrzem dobrych zakończeń, jednak jako, że mamy święta, to może lepiej byłoby ich widzieć, jako szczęśliwą i zakochaną w sobie do szaleństwa parę, która jest w stosunku do siebie bardzo wyrozumiała, niech nasze nietoperze będą zadowolone. - Poszła na ustępstwo, chociaż naturalnie przyszło jej założenie, że ich zwierzątka miały mieć jakieś problemy małżeńskie, właściwie nie miała nic przeciwko temu, aby tym razem było nieco inaczej.
Okropnie łatwo przyszło jej gdybanie nad nietoperzym życiem, nie widziała w tym niczego złego, zresztą tak bardzo zaangażowali się w tę rozmowę, że naprawdę była w stanie uwierzyć w to, że niedługo znajdą tutaj nowych lokatorów.
- Może to dobry moment na to, by powiedzieć nietoperzowym rodzicom, że ma się swoje marzenia i wcale nie chce się mieszkać w tym prestiżowym miejscu, to może być trudne, ale jednak myślę, że Pani nietoperzowa mogłaby to zrobić dla swojego męża. Na pewno na początku nie przyjęliby tego zbyt pozytywnie, ale z czasem może by to zaakceptowali. W końcu to ich córka, na pewno chcieli jej szczęścia. - Wieża astronomiczna być może była prestiżowym lokum, ale czego nie robiło się dla swojego dziecka i jego szczęścia. - Nietoperze małżeństwo doczekałoby się szybko licznego potomstwa, dzięki czemu babcia i dziadek nietoperz zapomnieliby o dawnych niesnaskach, prosta sprawa. - Naprawdę była w stanie zobaczyć przed swoimi oczami tę całą, szczęśliwą nietoperzą rodzinę. - i żyliby długo i szczęśliwie, gdzieś w ciepłych krajach, bez tego niepotrzebnego remontu, który mógłby zrujnować ich małżeństwo. - Długo i szczęśliwie, coś, co w przypadku Prue wcale nie było taką naturalną koleją rzeczy, ale ten jeden raz mogła nieco zmienić przyzwyczajenia.
- Mówią, że oczy są zwierciadłem duszy, więc nie mogą kłamać. - To nie brało się znikąd, doskonale wiedziała, że z nich można było wyczytać najwięcej, bez względu na to, czy mówili o nietoperzach, czy ludziach, czy nietoperze właściwie miały duszę? Nie, raczej nie, jednak to było prawie to samo, dało się z nich wyczytać znaki, które świadczyły o ewentualnych zamiarach.
To samo z niej wyszło, zupełnie naturalnie, tak jak kiedyś, nazwała go w ten sposób tak po prostu, jakby wcale nic ich nie podzieliło. Nie mogła tego roztrząsać, przestała trzymać gardę już na początku rozmowy o nietoperzach i nie była w stanie wrócić do tej niechęci, którą go ostatnio częstowała. Dużo łatwiej było jej, gdy mówili do siebie tak jak teraz, to był naprawdę bardzo przyjemny powrót do przyszłości, do tego, kiedy jeszcze byli dla siebie kimś, a później on nazwał ją w ten sposób, tak jak dawniej i już zupełnie przepadła w tym krótkim momencie, który wyrwali rzeczywistości, która ostatnio nie należała do najbardziej przyjemnych.
- Zawsze miałeś do nich słabość. - Powiedziała cicho wpatrując się w niego uważnie. Najwyraźniej to się zmieniło, miała wrażenie, że niewiele się zmieniło, chociaż przecież było zupełnie inaczej i powinna o tym pamiętać, jakoś jednak w tej chwili wolała o tym nie myśleć.
- Tak, zawsze byliśmy na swój sposób wyjątkowi, to pewnie nigdy się nie zmieni. - Bo dlaczego by miało? Każde z nich na swój sposób odstawało od narzuconych norm, nie mogła udawać, że tego nie widzi. Statystyka w ich przypadku nie do końca miała szansę cokolwiek udowodnić.
- Czy ja wiem, tylko stwierdzam fakt, nie powiesz, że to nie może zostać uznane za mankament, zależy kto patrzy. - Być może dla niego nie było to mankamentem, ale na pewno znalazłby się ktoś, kto by to za niego uznał. Wszystko zależało od osoby, która miała to ocenić. - Oczywiście, że masz opanowane. - Nie mogła się po nim spodziewać niczego innego, zawsze był przygotowany na wszystko. Nie umknął jej ten podtekst, próbowała udawać, że jej to nie ruszyło, ale wychodziło jej to raczej pokracznie, bo inaczej byłaby w stanie zapanować nad rumieńcem, który pojawił się na jej policzku, i nie bardzo miała na co zwalić tę reakcję.
- Wszystko zależałoby od umiejętności egozrycysty, jakby trafił się jakiś bardzo doświadczony, to mogłaby być trudna walka. - Nie brakowało jej upartości, jednakże miała świadomość, że nie zawsze była w stanie walczyć do końca. Tak jak teraz, wystarczyło, że mówił do niej innym tonem, spoglądał na nią w ten sposób, a zupełnie zapomniała o tym, jak wyglądała ich relacja jeszcze kilkanaście minut temu.
- Gdybym naprawdę chciała Cię zepchnąć z tej wieży to na pewno znalazłabym na to jakiś sposób. Ewentualnie inaczej bym się Ciebie pozbyła, a wiesz, że mam swoje metody. - Nie łatwo było tego słuchać, chociaż wiedziała, że ma rację. Kiedyś potrafili idealnie ze sobą współgrać, teraz? Teraz zupełnie im to nie wychodziło, raczej częściej nie mogli na siebie patrzeć, chociaż nawet wtedy kiedy miała ochotę wydrapać mu oczy zastanawiała się, czy przypadkiem nie wolałaby zamiast tego go pocałować. Wypełniały ją skrajne emocje i okropnie irytowało ją to, że nie była w stanie nad nimi panować.
- Musimy sobie jakoś jednak radzić z tym, że los postanowił nas postawić gdzieś niedaleko siebie z tymi naszymi dopełniającymi się patentami, wiesz, przynajmniej jesteśmy świadomi swojego istnienia i wiemy, że pomimo tej niefortunnie dopasowanej częstotliwości nie do końca potrafimy z niej korzystać. - Czasem tak bywało, że nie dało się nic z tego wyłuskać. - Zresztą, czy gdybym miała Cię tak serdecznie dość, to siedziałabym teraz obok Ciebie, zastanów się Wish. - Może nie powinna była tego mówić, ale to co o nim myślała nie było wcale takie jednoznaczne, jasne irytował ją jak nikt inny, jednak nie uciekała przed nim, nie chowała się po kątach, chętnie doprowadzała do ich konfrontacji, bo tylko one ostatnio wzbudzały w niej jakiekolwiek emocje. Skoro nie mogli być przyjaciółmi, to brała to, co jej dawał, mogła być jego wrogiem, istotne było to, że coś nadal ich łączyło.
Na moment przeniosła wzrok za szybę, spoglądała na płatki śniegu, które nie przestawały sypać się z nieba, to był naprawdę cudowny widok, można było się w nich zgubić, odpłynąć bardzo daleko, na moment też się tak stało. Wszystko byłoby prostsze, gdyby się wtedy nie poznali, gdyby go nie polubiła, gdyby nie mieli szansy poznać swoich ukrytych talentów, ale jednak to się wydarzyło, musieli sobie jakoś z tym poradzić, mimo tego, że nadal widziała tę kompatybilność, której nie mieli szansy już stosować, bo wszystko się między nimi zmieniło, bo nie byli już przyjaciółmi, tylko skoro jednak tak było to dlaczego nadal potrafili ze sobą rozmawiać, dlaczego nagle po tych wszystkich latach przychodziło im to z taką łatwością, jakby nic, nigdy się nie popsuło? Nie miała pojęcia, chyba nie chciała wiedzieć, bo odpowiedź pewnie by się jej nie spodobała.
Później podciągnął tę koszulę, i nie mogła odwrócić od niego wzroku. Podziwiała jego brzuch, chociaż nie powinna tego robić, zdecydowanie nie ułatwiał jej przebywania w swoim towarzystwie. Nie miała pojęcia, czy wiedział, co robi, na pewno wiedział, oby tylko nie zauważył, jak na to reagowała, przecież nie była jak te wszystkie dziewczyny, które za nim biegały, czy jednak na pewno? Skoro nie mogła się oprzeć temu, żeby na niego patrzeć, to chyba nie do końca.
- Oczywiście, że po lataniu, po czym innym. Wiesz tylko, że podczas latania też może dochodzić do dramatycznych wypadków? To wcale się nie wyklucza, nie zaszkodziłoby Ci gdyby ktoś spojrzał na to fachowym okiem. - Nadal nie mogła pogodzić się z tym jego lekkomyślnym podejściem do stanu zdrowia, niby nie powinno jej to obchodzić, ale jednak ją ruszało, nadal się o niego martwiła, tym bardziej, że ich umowa już nie do końca obowiązywała. Skąd mógł wiedzieć, że pod tym siniakiem nie działo się coś poważniejszego? - Jak bardzo bolało? Ósemka? Wygląda na ósemkę. - Postanowiła wrócić do tego momentu, podczas którego kiedyś dyskutowali na temat jego obrażeń.
- Jako Twoja kumpela powinnam racjonalnie oceniać sytuację. No, masz nienajgorsze predyspozycje, na pewno odnalazłbyś się w tej roli, chyba nie oczekujesz ode mnie większego entuzjazmu? - Na pewno nie zamierzała powiedzieć mu, że jego predyspozycje należały do tych najlepszych, chociaż widać to było w jej spojrzeniu. Nie spodziewała się, że pokaże jej dzisiaj, aż tyle, zresztą chyba wolałaby go nie oglądać bez koszuli, to znaczy był to bardzo przyjemny dla oka widok, ale właśnie nie powinna myśleć o nim w ten sposób i spoglądać na niego, jakby był kawałkiem mięsa.
- Byłbyś w stanie dla mnie zrobić papiery na nietoperza? Nieźle, naprawdę nieźle, chciałabym to zobaczyć, to musiałby być niezapomniany widok, jak będziesz próbował wisieć do góry nogami, mogłabym Ci kibicować. Chętnie potowarzyszę Ci podczas zdobywania tych papierów. - Mogłaby go dopingować, tak jak kiedyś to robiła podczas jego meczy quidditcha, tylko że nie byli już przecież na tym etapie znajomości, to było za nimi. Rozmawiali jednak o papierach na bycie następcą nietoperza, mogła mu to zaproponować.
- Na pewno będziesz w stanie spełniać czyjeś życzenia. - Dodała spoglądając mu w oczy, nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości, wiedziała, że kiedy na kimś mu zależało, to zrobi dla tej osoby wiele, tak już miał, kiedyś miała szansę być przecież w tym miejscu, pamiętała, że nic nigdy nie było dla niego problemem, każda jej głupota.
- Tak, trudno jest spełniać życzenia, kiedy nie są wypowiedziane na głos, zresztą nawet te wypowiedziane mogą nie być do końca prawdziwe. Mało kto chyba ma odwagę przyznać się do tego, czego pragnie. Legilimenci mają z tym nieco łatwiej, jednak nie sądzę, że ktoś opanowuje tę umiejętność po to, aby spełniać czyjeś marzenia. - Próby uszczęśliwiania innych były dość ryzykowne, mogło się wydawać, że doskonale wiemy, czego oczekuje druga osoba, a tak naprawdę mogło być to błędnym myśleniem.
- Nie da się zaprzeczyć temu, że ma charakter, ale całkiem przyjemnie rozgrzewa, a to dobrze. - Skoro mieli spędzić tutaj jeszcze trochę czasu, to zdecydowanie lepiej, aby coś grzało ich od środka, mury były chłodne, wiatr wdzierał się do wieży przez bardzo drobną szczelinę w tym oknie, przy którym siedzieli. Nie było jej jednak chłodno, tak właściwie to ten wieczór obudził w jej ciele ciepło, którego już dawno nie czuła. Gdy ich palce się zetknęły poczuła iskrę, chociaż przecież nie było szansy, aby jakaś mogła między nimi przeskoczyć.
Gdy podał jej butelkę po raz kolejny nie odmówiła mu, upiła z niej kolejny łyk, robiło jej się naprawdę przyjemnie, nie miała jednak pojęcia, że wlewa w nią alkohol, a może celowo ignorowała ten posmak na języku, Prue nie pozwoliłaby sobie na coś takiego, a skoro oficjalnie jej o tym nie powiedział, to mogła udawać, że nie ma pojęcia, że spożywała nielegalne substancje.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control