15.12.2025, 23:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.12.2025, 23:28 przez Hestia Bletchley.)
Warsztaty z pieczenia pierniczków brzmiały naprawdę dobrze. Warsztaty z pieczenia pierniczków w przyjemnym towarzystwie brzmiały jeszcze lepiej. W sumie sama nie wiedziała czemu ogłoszenie o kulinarnych zajęciach w mugolskim Londynie, aż tak ją zainteresowało. Może po prostu chciała chociaż na chwilę nie myśleć o problemach magicznego świata i trochę od tego odpocząć? Było to prawdopodobne, chociaż szybko jednak zrozumiała, że było coś dziwnego w rozmowie z zagadującymi ją ludźmi, których musiała okłamywać na pytanie czym się zajmuje.
Warsztaty były też reklamowane kolorowym plakatem i do tego w naprawdę dobrej cenie, a ona chciała na Yule upiec rodzicom pierniczki. Możliwe, że to przeważyło szalę.
No i musiała przyznać, że prowadzący mówił tak, że aż chciało się go słuchać.
Nawet jeśli nie do końca rozumiała sens każdej wypowiedzi.
– Nie wiem – odszepnęła na pytanie Hannibala, wycinając z foremek kółka, które chciała później udekorować w ten sposób, aby wyglądały jak niewielkie pieńki. Tak aby bardziej kojarzyły się z Yule. – Ale mógłby spokojnie prowadzić audycje radiowe.
Hannibal ruszył pierwszy do piekarnika, a ubrana w kolarowy sweter i wygodne niebieskie jeansy, Hestia pokazała mu kciuka w górę na zachętę do dalszych działań.
Najwidoczniej jednak kciuk w górę nie zawsze był dobrym omenem.
Ogień! Hestia instynktownie rzuciła się do piekarnika, zrzucając przy tym jedną z foremek na ziemię, ale na całe szczęście prowadzący wydawał się miec kontrolę nad sytuacją, a Hannibal zadbał o to, aby nie było żadnych innych ofiar.
– Nic się nie stało, nic się nie stało – powiedział prowadzący, biorąc gaśnice i podchodząc do piekarnika. Ogień na całe szczęście powoli gasł. – To tylko drobna przeszkoda. Może i wydawać się, że pierniczki poległy jak w bitwie pod Termopilami, ale nie róbmy z tego jeszcze purrusowego zwycięstwa. Mamy w końcu dużo ciasta.
Po jakimś czasie, gdy już wszyscy odetchnęli i zostali zapewnieni, że zagrożenie pożarowe im nie groziło, nadszedł czas, aby to wypieki Hestii wylądowały w piekarniku. Czarownica wzięła głęboki oddech i spróbowała zawalczyć o swoje ciastka
Rzut na rzemiosło II, przyrządzanie potrawy
I na całe szczęście pierniczki nie postanowiły zająć się ogniem.
Warsztaty były też reklamowane kolorowym plakatem i do tego w naprawdę dobrej cenie, a ona chciała na Yule upiec rodzicom pierniczki. Możliwe, że to przeważyło szalę.
No i musiała przyznać, że prowadzący mówił tak, że aż chciało się go słuchać.
Nawet jeśli nie do końca rozumiała sens każdej wypowiedzi.
– Nie wiem – odszepnęła na pytanie Hannibala, wycinając z foremek kółka, które chciała później udekorować w ten sposób, aby wyglądały jak niewielkie pieńki. Tak aby bardziej kojarzyły się z Yule. – Ale mógłby spokojnie prowadzić audycje radiowe.
Hannibal ruszył pierwszy do piekarnika, a ubrana w kolarowy sweter i wygodne niebieskie jeansy, Hestia pokazała mu kciuka w górę na zachętę do dalszych działań.
Najwidoczniej jednak kciuk w górę nie zawsze był dobrym omenem.
Ogień! Hestia instynktownie rzuciła się do piekarnika, zrzucając przy tym jedną z foremek na ziemię, ale na całe szczęście prowadzący wydawał się miec kontrolę nad sytuacją, a Hannibal zadbał o to, aby nie było żadnych innych ofiar.
– Nic się nie stało, nic się nie stało – powiedział prowadzący, biorąc gaśnice i podchodząc do piekarnika. Ogień na całe szczęście powoli gasł. – To tylko drobna przeszkoda. Może i wydawać się, że pierniczki poległy jak w bitwie pod Termopilami, ale nie róbmy z tego jeszcze purrusowego zwycięstwa. Mamy w końcu dużo ciasta.
Po jakimś czasie, gdy już wszyscy odetchnęli i zostali zapewnieni, że zagrożenie pożarowe im nie groziło, nadszedł czas, aby to wypieki Hestii wylądowały w piekarniku. Czarownica wzięła głęboki oddech i spróbowała zawalczyć o swoje ciastka
Rzut na rzemiosło II, przyrządzanie potrawy
Rzut N 1d100 - 59
Sukces!
Sukces!
I na całe szczęście pierniczki nie postanowiły zająć się ogniem.