16.12.2025, 14:22 ✶
Brenna przyświecała Dorze, starając się stać tak, by ją nieco przysłonić, a sama przypatrywała się niby duchowi, jakby była zainteresowana jego opowieścią. Choć nie była. Brenna zazwyczaj naprawdę chętnie słuchała tego, o czym mówili inni, ale historia Lockharta była rozpaczliwie nudna, a jego samego aż chciało się udusić, gdy brnął przez szczegóły dotyczące edukacji na drugim roku w szkole magii i czarodziejstwa Hogwart. Docierało do niej piąte przez dziesiąte, chociaż kiedy zaczął opowiadać o świętach i o tym, jak to ulepili bałwana, myślami uleciała na moment do snu, który niedawno miała. O zimie. O śniegu. O chłodzie, szczypiącym w policzki.
Tyle że to nie był dobry sen, bo wędrowała przez pokryty białym puchem cmentarz, zesztywniałą z zimna dłoń zaciskała na wieńcu z jedliny i bała się, czyje nazwisko zobaczy na grobowcu, do którego zmierzała.
Odetchnęła i zwróciła spojrzenie na Dorę, akurat kiedy pan Lockhart przyszedł do streszczenia trzeciego i czwartego roku edukacji. Być może sam zdołał znudzić się własną opowieścią, bo wyglądało na to, że trochę przyspieszył. Istniała szansa, że do północy nawet dotarliby do spotkania z piękną Odettą. Spotkania, bo na to, że faktycznie usłyszałyby historię ich miłości (choć słysząc niektóre zdania wypowiedziane przez ducha miała wrażenie, że historia to byłaby zupełnie inna, gdyby opowiadała ją Odetta… a nawet nie poznała wersji Gideona!), nie liczyła.
I absolutnie słyszeć jej nie chciała.
Zbliżyła się do grobowca, a potem walczyła chwilę z torbą, by wyciągnąć aparat. Odgarnęła ostrożnie rośliny i zrobiła parę zdjęć napisom oraz samemu wejściu. Później sprawdzi te imiona, nazwiska i daty: może doprowadzą ją gdzieś dalej. A może nie. Ślepe… czy martwe… tropy były normalne.
– To co? Teleportujemy się cichcem? Może nawet nie zauważy – szepnęła Brenna, pochylając się ku Dorze. Wygasiła różdżkę i wokół nich zapadła ciemność.
A duch wciąż mówił i mówił, tym razem opowiadając im o spotkaniu na szóstym roku z Olivią, która okazała się okrutną kobietą bez serca. Jak zapewne zdarzało się szesnastolatkom.
Tyle że to nie był dobry sen, bo wędrowała przez pokryty białym puchem cmentarz, zesztywniałą z zimna dłoń zaciskała na wieńcu z jedliny i bała się, czyje nazwisko zobaczy na grobowcu, do którego zmierzała.
Odetchnęła i zwróciła spojrzenie na Dorę, akurat kiedy pan Lockhart przyszedł do streszczenia trzeciego i czwartego roku edukacji. Być może sam zdołał znudzić się własną opowieścią, bo wyglądało na to, że trochę przyspieszył. Istniała szansa, że do północy nawet dotarliby do spotkania z piękną Odettą. Spotkania, bo na to, że faktycznie usłyszałyby historię ich miłości (choć słysząc niektóre zdania wypowiedziane przez ducha miała wrażenie, że historia to byłaby zupełnie inna, gdyby opowiadała ją Odetta… a nawet nie poznała wersji Gideona!), nie liczyła.
I absolutnie słyszeć jej nie chciała.
Zbliżyła się do grobowca, a potem walczyła chwilę z torbą, by wyciągnąć aparat. Odgarnęła ostrożnie rośliny i zrobiła parę zdjęć napisom oraz samemu wejściu. Później sprawdzi te imiona, nazwiska i daty: może doprowadzą ją gdzieś dalej. A może nie. Ślepe… czy martwe… tropy były normalne.
– To co? Teleportujemy się cichcem? Może nawet nie zauważy – szepnęła Brenna, pochylając się ku Dorze. Wygasiła różdżkę i wokół nich zapadła ciemność.
A duch wciąż mówił i mówił, tym razem opowiadając im o spotkaniu na szóstym roku z Olivią, która okazała się okrutną kobietą bez serca. Jak zapewne zdarzało się szesnastolatkom.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.