16.12.2025, 16:11 ✶
Christopher słyszał wprawdzie pukanie, ale był zbyt zajęty zachwycaniem się swoją potrawą, aby od razu zareagować. Zresztą, nie był odźwiernym. Pozostał więc najpierw w kuchni, upewniając się, że pudding naprawdę wyrósł jak trzeba i wdychając upajający zapach. Rosier był absolutnie zachwycony, zwłaszcza że dokładnie taki świąteczny pudding się mu śnił: w tym śnie była też choinka, śnieg, zima i nie wiedzieć czemu tancerki, tańczące na lodzie, ale że miały na sobie brzydkie ubrania i wszystkie wyglądały tak samo, Christopher zapamiętał głównie potrawę na świątecznym stole, na którą miał teraz ogromną ochotę.
Miał już nawet siąść do stołu, kiedy uświadomił sobie jednak, że po pierwsze, nie ma pojęcia, gdzie znajdzie tutaj odpowiednie nakrycia, po drugie, że może jednak sprawdzi, kogo licho przyniosło.
Bo może był to ktoś, komu będzie mógł się pochwalić, jak doskonałym był kucharzem. (Oczywiście, gdyby potrawa nie wyszła uważałby, że nie szkodzi, bo jest projektantem, i to naturalne, że nie umie gotować, przecież czystokrwiści nie powinni się tym zajmować.)
Wychynął więc z kuchni, a gdy otworzył drzwi do salonu, do pomieszczenia wiało jeszcze więcej zapachu jego potrawy (jak nic na skali od 1 do 100 zasługującej na przynajmniej 95 punktów, a powinien dostać jeszcze jakieś bonusy).
– Victoria! – przywitał ją zaskoczony, uśmiechając się odruchowo, a potem zmierzył ją spojrzeniem. Ach, te mundury aurorów. Naprawdę, mogliby się bardziej postarać przy ich projektowaniu. – Trzeba ci uszyć czarną sukienkę – ocenił, dochodząc do wniosku, że mundur sam w sobie był okropny, ale ten kolor całkiem dobrze wyglądał w zestawieniu z jej włosami i cerą. – Przyszłaś kogoś aresztować? – zapytał, skoro była w stroju służbowym, ale nie wydawał się naprawdę sądzić, że aurorka rzeczywiście pojawiła się tutaj, by dokonać aresztowania. A przynajmniej nie miała ewidentnie zamiaru aresztować jego, więc czym miałby się przejmować.
– Masz ochotę czegoś się napić? A może jesteś głodna? Zrobiłem pudding i właśnie zamierzałem go spróbować.
Miał już nawet siąść do stołu, kiedy uświadomił sobie jednak, że po pierwsze, nie ma pojęcia, gdzie znajdzie tutaj odpowiednie nakrycia, po drugie, że może jednak sprawdzi, kogo licho przyniosło.
Bo może był to ktoś, komu będzie mógł się pochwalić, jak doskonałym był kucharzem. (Oczywiście, gdyby potrawa nie wyszła uważałby, że nie szkodzi, bo jest projektantem, i to naturalne, że nie umie gotować, przecież czystokrwiści nie powinni się tym zajmować.)
Wychynął więc z kuchni, a gdy otworzył drzwi do salonu, do pomieszczenia wiało jeszcze więcej zapachu jego potrawy (jak nic na skali od 1 do 100 zasługującej na przynajmniej 95 punktów, a powinien dostać jeszcze jakieś bonusy).
– Victoria! – przywitał ją zaskoczony, uśmiechając się odruchowo, a potem zmierzył ją spojrzeniem. Ach, te mundury aurorów. Naprawdę, mogliby się bardziej postarać przy ich projektowaniu. – Trzeba ci uszyć czarną sukienkę – ocenił, dochodząc do wniosku, że mundur sam w sobie był okropny, ale ten kolor całkiem dobrze wyglądał w zestawieniu z jej włosami i cerą. – Przyszłaś kogoś aresztować? – zapytał, skoro była w stroju służbowym, ale nie wydawał się naprawdę sądzić, że aurorka rzeczywiście pojawiła się tutaj, by dokonać aresztowania. A przynajmniej nie miała ewidentnie zamiaru aresztować jego, więc czym miałby się przejmować.
– Masz ochotę czegoś się napić? A może jesteś głodna? Zrobiłem pudding i właśnie zamierzałem go spróbować.