02.03.2023, 22:47 ✶
- Nie wiem ale cieszę się, że ty to wiesz.- zbywał zgrabnie temat byleby nie przyznać się do swojej lekceważącej postawy względem troski o książki. Nie miał zamiaru ich celowo niszczyć jednak ich stan był ostatnią rzeczą jaka go interesowała. Musieli ciekawie się prezentować. Rhea milczała a on do niej nawijał. Zdążyli się jednak przyzwyczaić do tego stanu rzeczy i zwracanie na siebie uwagi nie stanowiło dla nich problemu. Zwłaszcza Cody nie zamierzał się przed tym bronić. Lubił przebywać w centrum uwagi a więc zabiegał o atencję u najbliższych.
- Rhea, na brodę Merlina. Naprawdę uważasz, że moje wnętrze różni się jakoś specjalnie od normalnego? - wzniósł oczy ku niebu. - Mam tylko brzydką Bliznę. Tu. - mówiąc to bezpardonowo podciągnął sweter i podkoszulek pokazując paskudną bliznę ciągnąca się po przekątnej pępka. Od niej umarłem. Zobacz, to był czarnomagiczny czar. Will mówił mi, że to dlatego skóra wokół blizny jest taka szara i zimna. Chwalił się nieco tym trwałym nabytkiem bo ogólnie rzecz biorąc nigdy nie miał żadnych szkód fizycznych po których nosiłby pamiątki. Magia leczyła wszystko, co nie było spowodowane klątwą. Dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że nie wypada się tak zachowywać przy kobiecie. Dosyć szybko zasłonił biały jak śnieg brzuch i przyciskając pięść do ust odchrząknął z lekkim zakłopotaniem. Czasami zapominał, że jego przyjaciółki również kwalifikują się do grona kobiet… nigdy nie patrzył na nie pod kątem czegoś "więcej". To byłaby zbrodnia. To… lepiej o tym nie myśleć, nawet przez chwilę. Dobrze, że nie mógł się już rumienić, uff!
Taa, krew człowieka. Myślisz, że mugole mi sprzedadzą bez wypytywania po co mi to? Muszę znaleźć pracę bo budżet topnieje… albo znaleźć cokolwiek innego co nie wypatroszy mi portfela. Ech. Mówił w myślach i oparł brodę o swoje ułożone jeden na drugim nadgarstki. Spoglądał tak sobie na ciemną skórę na policzku Rhei i cieszył się, że przyszedł do biblioteki. Mógł mieć pewność, że ten dzień nie będzie stracony. Na noc znów gdzieś go wywieje i tyle go widziano.
Podniósł się kiedy ruszyła w inne działy. Szedł za nią niczym jej cień, sunąc dłonią po grzbietach ksiąg.
- Ja jestem kreatywny, Alice pracowita a ty genialna. Musimy się jakoś uzupełniać, co nie?- użył głosu i nawet nie patrzył jak idzie tylko szedł przed siebie, za Rheą.
- Może coś wyciszającego? Nie lubię wścibskich sąsiadek. - dopytywał i spoglądał na grzbiety książek. Niektóre pod jego dotykiem warczały, inne syczały a cała reszta grzecznie spała.
- Rhea, na brodę Merlina. Naprawdę uważasz, że moje wnętrze różni się jakoś specjalnie od normalnego? - wzniósł oczy ku niebu. - Mam tylko brzydką Bliznę. Tu. - mówiąc to bezpardonowo podciągnął sweter i podkoszulek pokazując paskudną bliznę ciągnąca się po przekątnej pępka. Od niej umarłem. Zobacz, to był czarnomagiczny czar. Will mówił mi, że to dlatego skóra wokół blizny jest taka szara i zimna. Chwalił się nieco tym trwałym nabytkiem bo ogólnie rzecz biorąc nigdy nie miał żadnych szkód fizycznych po których nosiłby pamiątki. Magia leczyła wszystko, co nie było spowodowane klątwą. Dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że nie wypada się tak zachowywać przy kobiecie. Dosyć szybko zasłonił biały jak śnieg brzuch i przyciskając pięść do ust odchrząknął z lekkim zakłopotaniem. Czasami zapominał, że jego przyjaciółki również kwalifikują się do grona kobiet… nigdy nie patrzył na nie pod kątem czegoś "więcej". To byłaby zbrodnia. To… lepiej o tym nie myśleć, nawet przez chwilę. Dobrze, że nie mógł się już rumienić, uff!
Taa, krew człowieka. Myślisz, że mugole mi sprzedadzą bez wypytywania po co mi to? Muszę znaleźć pracę bo budżet topnieje… albo znaleźć cokolwiek innego co nie wypatroszy mi portfela. Ech. Mówił w myślach i oparł brodę o swoje ułożone jeden na drugim nadgarstki. Spoglądał tak sobie na ciemną skórę na policzku Rhei i cieszył się, że przyszedł do biblioteki. Mógł mieć pewność, że ten dzień nie będzie stracony. Na noc znów gdzieś go wywieje i tyle go widziano.
Podniósł się kiedy ruszyła w inne działy. Szedł za nią niczym jej cień, sunąc dłonią po grzbietach ksiąg.
- Ja jestem kreatywny, Alice pracowita a ty genialna. Musimy się jakoś uzupełniać, co nie?- użył głosu i nawet nie patrzył jak idzie tylko szedł przed siebie, za Rheą.
- Może coś wyciszającego? Nie lubię wścibskich sąsiadek. - dopytywał i spoglądał na grzbiety książek. Niektóre pod jego dotykiem warczały, inne syczały a cała reszta grzecznie spała.