16.12.2025, 23:28 ✶
Zamiatająca sprawy pod dywan? Podduszanie?
Spojrzał na Ceolsige, jedynie lekkim uniesieniem brwi zdradzając odczuwane mimo woli zaciekawienie - w równej mierze pozornie pozbawionymi sensu słowami Urd, jak i przedziwną, a najwyraźniej zażyłą znajomością tych dwóch kobiet. Cóż, kontakty biznesowe potrafiły zaprowadzić ludzi w najdziwniejsze miejsca.
Odstawił w połowie pełny kubek. Dwóch pozostałych nawet nie dotknął. Fiordy, a zatem…
- Norwegia? - zapytał - Może to sen o domu? Sam nie miałem okazji korzystać, ale mój szef zarzeka się, że Morpheus Longbottom to jedyny wróż, którego warto słuchać - wzruszył ramionami - Choć jestem pewien, że jest wielu dobrych specjalistów oprócz niego, to wysoce nieprawdopodobne, że wszyscy poza jednym są nieprofesjonalni.
Przypomniał sobie o śnie, który przytrafił się niedawno jemu samemu. Tam też był śnieg, tym razem nie za oknem, jak zwykle, kiedy śnił o Lecznicy Dusz, a pod stopami. Pogrążona w zimowej ciszy Knieja, jego skrzypiące kroki i zamarznięte gałęzie, białe kruche od mrozu. Pomyślał wtedy, że musi wziąć to pod uwagę. Pomyślał, że nie ma rękawiczek i możliwe, że właśnie odmraża sobie palce. Pomyślał, że to nie ma znaczenia.
Sen zakończył się, o dziwo, całkiem spokojnie - dźwiękiem budzika.
Z zamyślenia wyrwała go chwila przerwy w rozmowie i wlepione w niego spojrzenie Nordgesim. Wytrzymał je przez sekundę, po czym uciekł wzrokiem gdzieś w okolice jej ucha.
Pytania o jego zwierzaki nadkruszyły nieco lazarusową maskę obojętności i sprawiły, że nieco cieplej spojrzał na rozmówczynię.
- Niemagiczne. Mam… dwa ptaszniki, z Brazylii i z Indii - odpowiedział ostrożnie, najwyraźniej nie spodziewając się szczególnego zainteresowania - Nie są wielkości psów, każdy z nich mieści się na dłoni.
Odwrócił prawą dłoń wnętrzem do góry, dla zilustrowania skali. Lethe przekroczyła już dziesięć centymetrów długości ciała i kiedy rozstawiła nogi szeroko, to właściwie przestawała się na tej dłoni mieścić, ale podejrzewał, że to kres jej możliwości. I tak imponujący rozmiar.
To było interesujące. Zwykle informacja o tym, że hodował w mieszkaniu pająki spotykała się raczej ze strachem albo z uznaniem go za dziwaka, dlatego wcale nie lubił się tym zbytnio chwalić.
Spojrzał ponownie w niebieskie oczy kobiety naprzeciwko. Tylko na chwilkę, bo intensywność, z jaką się w niego wpatrywała, była trochę deprymująca, nawet, kiedy na nią nie patrzył. Gdyby był o dwadzieścia lat młodszy, pewnie podejrzewałby, że za całą tą atencją stoi nadzieja na znalezienie pożywki do późniejszych żartów i docinków. Teraz jednak nie dopowiadał sobie do niej żadnych ukrytych zamiarów, bo nie dbałby o nie nawet, gdyby tam były. Nadal jednak czuł się trochę niepewnie. Podniósł kubeczek i zamieszał jego stygnącą zawartością.
Spojrzał na Ceolsige, jedynie lekkim uniesieniem brwi zdradzając odczuwane mimo woli zaciekawienie - w równej mierze pozornie pozbawionymi sensu słowami Urd, jak i przedziwną, a najwyraźniej zażyłą znajomością tych dwóch kobiet. Cóż, kontakty biznesowe potrafiły zaprowadzić ludzi w najdziwniejsze miejsca.
Odstawił w połowie pełny kubek. Dwóch pozostałych nawet nie dotknął. Fiordy, a zatem…
- Norwegia? - zapytał - Może to sen o domu? Sam nie miałem okazji korzystać, ale mój szef zarzeka się, że Morpheus Longbottom to jedyny wróż, którego warto słuchać - wzruszył ramionami - Choć jestem pewien, że jest wielu dobrych specjalistów oprócz niego, to wysoce nieprawdopodobne, że wszyscy poza jednym są nieprofesjonalni.
Przypomniał sobie o śnie, który przytrafił się niedawno jemu samemu. Tam też był śnieg, tym razem nie za oknem, jak zwykle, kiedy śnił o Lecznicy Dusz, a pod stopami. Pogrążona w zimowej ciszy Knieja, jego skrzypiące kroki i zamarznięte gałęzie, białe kruche od mrozu. Pomyślał wtedy, że musi wziąć to pod uwagę. Pomyślał, że nie ma rękawiczek i możliwe, że właśnie odmraża sobie palce. Pomyślał, że to nie ma znaczenia.
Sen zakończył się, o dziwo, całkiem spokojnie - dźwiękiem budzika.
Z zamyślenia wyrwała go chwila przerwy w rozmowie i wlepione w niego spojrzenie Nordgesim. Wytrzymał je przez sekundę, po czym uciekł wzrokiem gdzieś w okolice jej ucha.
Pytania o jego zwierzaki nadkruszyły nieco lazarusową maskę obojętności i sprawiły, że nieco cieplej spojrzał na rozmówczynię.
- Niemagiczne. Mam… dwa ptaszniki, z Brazylii i z Indii - odpowiedział ostrożnie, najwyraźniej nie spodziewając się szczególnego zainteresowania - Nie są wielkości psów, każdy z nich mieści się na dłoni.
Odwrócił prawą dłoń wnętrzem do góry, dla zilustrowania skali. Lethe przekroczyła już dziesięć centymetrów długości ciała i kiedy rozstawiła nogi szeroko, to właściwie przestawała się na tej dłoni mieścić, ale podejrzewał, że to kres jej możliwości. I tak imponujący rozmiar.
To było interesujące. Zwykle informacja o tym, że hodował w mieszkaniu pająki spotykała się raczej ze strachem albo z uznaniem go za dziwaka, dlatego wcale nie lubił się tym zbytnio chwalić.
Spojrzał ponownie w niebieskie oczy kobiety naprzeciwko. Tylko na chwilkę, bo intensywność, z jaką się w niego wpatrywała, była trochę deprymująca, nawet, kiedy na nią nie patrzył. Gdyby był o dwadzieścia lat młodszy, pewnie podejrzewałby, że za całą tą atencją stoi nadzieja na znalezienie pożywki do późniejszych żartów i docinków. Teraz jednak nie dopowiadał sobie do niej żadnych ukrytych zamiarów, bo nie dbałby o nie nawet, gdyby tam były. Nadal jednak czuł się trochę niepewnie. Podniósł kubeczek i zamieszał jego stygnącą zawartością.