16.12.2025, 23:33 ✶
– Zapewniam, że to byłaby bardzo komfortowa i nie krępująca ruchów sukienka – stwierdził Christopher, całkowicie pewny, że potrafiłaby opracować strój wygodniejszy do pościgów niż mundur aurora i lepiej się prezentujący. Chociaż po prawdzie myślał raczej o czymś bardziej na „niezobowiązujące wyjścia na miasto”, po prostu w takim samym kolorze, jak mundur. Jego spojrzenie jednak jakby trochę złagodniało, kiedy wspomniała o tym, że nie zdążyła się przebrać, bo nastąpił jeden z tych rzadkich momentów, gdy Rosier uruchamiał pokłady swojej empatii. Których to nie tak, że nie posiadał, bo jako artysta lubił uważać się za wyczulonego, ale nie zawsze mu się chciało. – Musisz być wykończona. Podczas Spalonej Nocy nie wpadłaś na śmierciożerców? Wiele osób wtedy zginęło.
Niby była czystej krwi, ale wątpił, by zwracali na to uwagę, kiedy byli zajęli mordowaniem na prawo i lewo. On sam omal nie udusił się w zaklęciu, które zostawili na Pokątnej i do tej pory czuł się tym dogłębnie urażony, choć do początku września zwracał na ten cały konflikt tak mało uwagi, jak tylko się dało.
Rozpogodził się jednak ledwo chwilę później, zarówno na jej zaskoczenie, jak i słowa o niespodziankach, bo spodobało się mu takie podsumowanie.
– Jestem człowiekiem wielu talentów – zapewnił, ani myśląc przyznać, że przed tym puddingiem to ostatnie, co zrobił, to była kanapka trzy miesiące temu, bo zwykle posyłał po coś swoją asystentkę albo obsługiwał go skrzat. – Całkiem sam, bez udziału skrzaciej pomocy. – Bo skrzata nie było, wrócił z zakupów chwilę przed tym, jak pojawiła się Victoria. Christopher już wtedy był pewny, że zdoła przygotować potrawę sam i choć stworzenie rwało się wręcz do pomocy, nie pozwolił na to, upojony swoim sukcesem i niechętny do dzielenia się ewentualną chwałą.
– Chodź, Victorio, oczaruję cię świątecznym puddingiem – zachęcił, cofając się do kuchni. Zwykle w niej nie jadał, bo od tego była jadalnia, ale nie chciał ryzykować, że wpadną prosto na nich nagle dzieci kuzynki, wracające z wyjścia na miasto. – Może trochę na niego za wcześnie, ale ostatnio śniło mi się Yule i zatęskniłem za tym smakiem – wyznał.
W kuchni na stole czekało arcydzieło sztuki kulinarnej, czyli tradycyjny, angielski pudding. Faktycznie całkiem przypominał te, które serwowano w Hogwarcie uczniom zostającym na święta. Z bliska dało się wyczuć zapachy suszonych owoców, orzechów i przypraw korzennych oraz czekolady, której Christopher użył, aby zrobić sos. W kuchni panował bałagan, bo ani nie zdążył posprzątać, ani nie miał zamiaru teraz robić sam – tym już mógł zająć się skrzat.
Niby była czystej krwi, ale wątpił, by zwracali na to uwagę, kiedy byli zajęli mordowaniem na prawo i lewo. On sam omal nie udusił się w zaklęciu, które zostawili na Pokątnej i do tej pory czuł się tym dogłębnie urażony, choć do początku września zwracał na ten cały konflikt tak mało uwagi, jak tylko się dało.
Rozpogodził się jednak ledwo chwilę później, zarówno na jej zaskoczenie, jak i słowa o niespodziankach, bo spodobało się mu takie podsumowanie.
– Jestem człowiekiem wielu talentów – zapewnił, ani myśląc przyznać, że przed tym puddingiem to ostatnie, co zrobił, to była kanapka trzy miesiące temu, bo zwykle posyłał po coś swoją asystentkę albo obsługiwał go skrzat. – Całkiem sam, bez udziału skrzaciej pomocy. – Bo skrzata nie było, wrócił z zakupów chwilę przed tym, jak pojawiła się Victoria. Christopher już wtedy był pewny, że zdoła przygotować potrawę sam i choć stworzenie rwało się wręcz do pomocy, nie pozwolił na to, upojony swoim sukcesem i niechętny do dzielenia się ewentualną chwałą.
– Chodź, Victorio, oczaruję cię świątecznym puddingiem – zachęcił, cofając się do kuchni. Zwykle w niej nie jadał, bo od tego była jadalnia, ale nie chciał ryzykować, że wpadną prosto na nich nagle dzieci kuzynki, wracające z wyjścia na miasto. – Może trochę na niego za wcześnie, ale ostatnio śniło mi się Yule i zatęskniłem za tym smakiem – wyznał.
W kuchni na stole czekało arcydzieło sztuki kulinarnej, czyli tradycyjny, angielski pudding. Faktycznie całkiem przypominał te, które serwowano w Hogwarcie uczniom zostającym na święta. Z bliska dało się wyczuć zapachy suszonych owoców, orzechów i przypraw korzennych oraz czekolady, której Christopher użył, aby zrobić sos. W kuchni panował bałagan, bo ani nie zdążył posprzątać, ani nie miał zamiaru teraz robić sam – tym już mógł zająć się skrzat.