Nie czekała długo. Brenna jak zawsze pojawiła się punktualnie. Panna Figg wypatrzyła ją od razu, kiedy pojawiła się w Dziurawym Kotle. Jak zawsze wydawała się dokądś pędzić, nie miała pojęcia, skąd Longbottomówna miała w sobie tyle energii, nigdy nie narzekała, zawsze załatwiała milion spraw.
Kiedy przyjaciółka podeszła do stolika uśmiechnęła się do niej ciepło. Naprawdę dobrze było ją widzieć, jak zawsze. Zastanawiała się, czy miała jakieś nieprzyjemności przez ten okropny artykuł, który ktoś opublikował, ale nie mogła od tego zacząć rozmowy, nie wypadało.
- Nie masz za co dziękować, nie mam daleko, Wendy powinna sobie poradzić chwilę sama. - Coraz częściej zdarzało jej się zostawiać swoją pracownicę samą w cukierni i póki co nie pojawiły się na nią skargi, więc mogło być tylko lepiej, no powiedzmy, straciła już nadzieję na to, że kiedyś nauczy ją piec - to miało pozostać tylko i wyłącznie w jej obowiązkach, zresztą nie do końca ją to dziwiło, mało kto radził sobie ze słodkościami tak dobrze jak ona, niby nie należała do osób pysznych, ale w tym wypadku... to była po prostu szczerość.
- Tak, sprawdzam, co szykuje konkurencja na sezon jesienno-zimowy. Nie jest najgorzej, ale to nie jest też najlepszy grzaniec, jaki piłam. - Odparła zupełnie szczerze, niby proponowali podobne usługi, jednak nie życzyła im źle. Figgówna lubiła kiedy wszystkim dobrze się wiodło. Grzane wino dosyć szybko ją rozgrzało, spojrzała na rozchełstaną Brennę, właśnie przypomniała sobie o tym, że miała jej zwrócić na to uwagę. - Nie możesz chodzić taka rozgogolona, bo jeszcze się przeziębisz, a na to nie możesz sobie pozwolić moja droga. - Wiedziała, że jeśli podejdzie ją w ten sposób, to istniała szansa, że weźmie sobie jej radę do serca, nie, żeby uważała, że Brennie nie należał się chociaż dzień odpoczynku, tyle, że było naprawdę dużo przyjemniejszych opcji od spędzania go w łóżku z gorączką.
- Wszystko gra? - Zapytała zupełnie niewinnie, Longbottom na pewno domyśliła się do czego ona zmierza.