17.12.2025, 00:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.12.2025, 01:01 przez Lorraine Malfoy.)
"Zjebany ten przepis", oświadczył z pełną stanowczością Baldwin.
– Zje-e-e-e-bany – zgodziła się, wciąż jeszcze pochlipując cicho Lorraine, która bardzo przeżywała swoją porażkę kulinarną. To było przecież tak, jak gdyby przeniosła się w czasie z powrotem do klasy eliksirów profesora Slughorna, tylko po to, żeby otrzymać ocenę niedostateczną! Czegoś takiego nie wyobrażała sobie nawet w najgorszych koszmarach, które dręczyły ją na krótko przed egzaminami końcowymi, nie pozwalając spać po nocach. Może i były to tylko głupie pierniczki... Ale były ważne dla Fridy, a więc były też ważne dla Lorraine. Zdążyła się jako tako uspokoić, wzięła bowiem kilka głębokich oddechów, przytuliła się do pocieszającego ją Baldwina, pocałowała córeczkę prosto w polukrzony nosek... A potem skreśliła na szybko list do mieszkającej po sąsiedzku Madeleine. Madeleine wysłała im po prostu swój przepiśnik, obiecując, że wpadnie potem, być może wyczuwając z samego tonu listu Lorraine, że nie jest dobrze.
– Spróbujmy od początku z przepisem Maddie – poprosiła Lorraine z mocą w głosie, pokręciwszy opuszczoną z rezygnacją głową, jak gdyby nawet w tak dramatycznym momencie odmawiała mimo wszystko poddania się bez walki.
Więc wzięli się znowu do pracy..
– Nie patrzę na nie nawet – rzuciła łamiącym się głosem Lorraine. Jak powiedziała, tak zrobiła, bo zasłoniła oczy, gdy Baldwin wyciągał pierniczki z pieca. Ale zaraz potem je odsłoniła, bo przecież pierniczki same się nie zrobią. Ręce wciąż trochę jej drżały, ale nie chciała po sobie tego pokazać, więc wzięła się za rozwałkowywanie kolejnej partii ciasta. – Boję się, że znowu nie wyjdą. Nie chcę próbować. Musicie spróbować za mnie.
– Zje-e-e-e-bany – zgodziła się, wciąż jeszcze pochlipując cicho Lorraine, która bardzo przeżywała swoją porażkę kulinarną. To było przecież tak, jak gdyby przeniosła się w czasie z powrotem do klasy eliksirów profesora Slughorna, tylko po to, żeby otrzymać ocenę niedostateczną! Czegoś takiego nie wyobrażała sobie nawet w najgorszych koszmarach, które dręczyły ją na krótko przed egzaminami końcowymi, nie pozwalając spać po nocach. Może i były to tylko głupie pierniczki... Ale były ważne dla Fridy, a więc były też ważne dla Lorraine. Zdążyła się jako tako uspokoić, wzięła bowiem kilka głębokich oddechów, przytuliła się do pocieszającego ją Baldwina, pocałowała córeczkę prosto w polukrzony nosek... A potem skreśliła na szybko list do mieszkającej po sąsiedzku Madeleine. Madeleine wysłała im po prostu swój przepiśnik, obiecując, że wpadnie potem, być może wyczuwając z samego tonu listu Lorraine, że nie jest dobrze.
– Spróbujmy od początku z przepisem Maddie – poprosiła Lorraine z mocą w głosie, pokręciwszy opuszczoną z rezygnacją głową, jak gdyby nawet w tak dramatycznym momencie odmawiała mimo wszystko poddania się bez walki.
Więc wzięli się znowu do pracy..
Rzemiosło (1k) na pieczenie pierniczków. Tym razem z przepisu Madeleine Malouel.
Rzut O 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Krytyczny sukces!
– Nie patrzę na nie nawet – rzuciła łamiącym się głosem Lorraine. Jak powiedziała, tak zrobiła, bo zasłoniła oczy, gdy Baldwin wyciągał pierniczki z pieca. Ale zaraz potem je odsłoniła, bo przecież pierniczki same się nie zrobią. Ręce wciąż trochę jej drżały, ale nie chciała po sobie tego pokazać, więc wzięła się za rozwałkowywanie kolejnej partii ciasta. – Boję się, że znowu nie wyjdą. Nie chcę próbować. Musicie spróbować za mnie.