17.12.2025, 00:42 ✶
Parę kolejnych ciachnięć sekatorem i Dora zwinęła do słoiczka nieco więcej próbek. Chciała mieć ich nieco na zapas, tak na wszelki wypadek i gdyby coś miało wyjść nie po jej myśli. Nie powiedziała tego Brennie, ale oprócz tego że rośliny przypominały jej takie, które już kiedyś widziała, to należało do tego nadmienić ze ten znajomy gatunek był wyjątkowo dla człowieka nieprzyjemny. Przez chwilę więc patrzyła na słoiczek, ustawiwszy go pod światło różdżki, ale nawet najlepsze chęci nie mogły się równać z tym, że było tutaj zwyczajnie zbyt ciemno. Schowała więc próbki, sekator, a potem ściągnęła rękawice i włożyła je do torby.
Gideon natomiast kontynuował swoją opowieść, tchnięty jakimś ukłuciem litości, robiąc to nieco szybciej niż wcześniej. Przeleciał przez drugi rok, zaatakował trzeci, a potem czwarty i piąty. Biorąc pod uwagę tego, jak rozwodził się na pierwszym rocznikiem, to Crawley czuła wręcz podziw, że potrafił się aż tak w sobie spiąć. Szkoda tylko, że to wciąż było definitywnie za wolno jak na... jakiekolwiek w sumie standardy. Ani ona, ani tym bardziej Brenna nie miały na to wszystko czasu w normalnych warunkach, a już w szczególności nie pośród październikowej nocy, gdzie wiatr zacinał zimnem, a do tego stały pośrodku cmentarzu, mając w kieszeni potencjalnie podejrzane rośliny.
Longbottom wyciągnęła aparat, żeby sfotografować grobowiec, a w tym Dora stała i udawała, że wszystko było w jak najlepszym początku. Znaczy grzecznie słuchała dalszych wywodów Lockharta, bo co innego mogła zrobić. Otrzepała tylko ubranie po zbieraniu roślin, na wszelki wypadek gdyby pobrudziła się od ziemi. Trochę zezowała na kolejne ruchy Brenny, trochę na samego ducha, ale przemyślenie miała w sumie jedno - jego życie, znaczy to jak je opowiadał, było okropnie wręcz nieporywające. Sam jednak wydawał się nim wręcz zachwycony, a przynajmniej wersją którą się z nimi dzielił.
- To byłoby bardzo niegrzeczne - pochyliła się również w kierunku Brenny, kiedy ta już schowała aparat i przestała napastować grobowiec. W słowach Dory nie było jednak wyrzutu, raczej pewna mechaniczność, bo po prawdzie bardzo, ale to bardzo chciała już stąd zniknąć i zająć się poważnymi rzeczami, a nie słuchaniem tego jaka Olivia była okropna. Złapała więc przyjaciółkę za rękę i obie teleportowały się z cichym trzaskiem, zostawiając Gideona Lockharta samemu sobie.
Gideon natomiast kontynuował swoją opowieść, tchnięty jakimś ukłuciem litości, robiąc to nieco szybciej niż wcześniej. Przeleciał przez drugi rok, zaatakował trzeci, a potem czwarty i piąty. Biorąc pod uwagę tego, jak rozwodził się na pierwszym rocznikiem, to Crawley czuła wręcz podziw, że potrafił się aż tak w sobie spiąć. Szkoda tylko, że to wciąż było definitywnie za wolno jak na... jakiekolwiek w sumie standardy. Ani ona, ani tym bardziej Brenna nie miały na to wszystko czasu w normalnych warunkach, a już w szczególności nie pośród październikowej nocy, gdzie wiatr zacinał zimnem, a do tego stały pośrodku cmentarzu, mając w kieszeni potencjalnie podejrzane rośliny.
Longbottom wyciągnęła aparat, żeby sfotografować grobowiec, a w tym Dora stała i udawała, że wszystko było w jak najlepszym początku. Znaczy grzecznie słuchała dalszych wywodów Lockharta, bo co innego mogła zrobić. Otrzepała tylko ubranie po zbieraniu roślin, na wszelki wypadek gdyby pobrudziła się od ziemi. Trochę zezowała na kolejne ruchy Brenny, trochę na samego ducha, ale przemyślenie miała w sumie jedno - jego życie, znaczy to jak je opowiadał, było okropnie wręcz nieporywające. Sam jednak wydawał się nim wręcz zachwycony, a przynajmniej wersją którą się z nimi dzielił.
- To byłoby bardzo niegrzeczne - pochyliła się również w kierunku Brenny, kiedy ta już schowała aparat i przestała napastować grobowiec. W słowach Dory nie było jednak wyrzutu, raczej pewna mechaniczność, bo po prawdzie bardzo, ale to bardzo chciała już stąd zniknąć i zająć się poważnymi rzeczami, a nie słuchaniem tego jaka Olivia była okropna. Złapała więc przyjaciółkę za rękę i obie teleportowały się z cichym trzaskiem, zostawiając Gideona Lockharta samemu sobie.
Koniec sesji
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.