17.12.2025, 00:50 ✶
Doceniała jego starania, konsekwentne dowody zaangażowania, które nie potrzebowały wielkich deklaracji. Weekendowe odwiedziny, wyrwane z napiętego grafiku, drobne gesty wykonywane jakby mimochodem, a jednak z myślą o niej, układały się w spójną całość, która mówiła więcej niż słowa. Widziała w tym wysiłek, realne poświęcenie, a ona była kobietą, o którą należało się starać, która miała wysokie oczekiwania i nie ukrywała ich nigdy, ale jednocześnie potrafiła wynagrodzić czyjąś konsekwencję i lojalność z nawiązką. Nie była obojętna na uwagę, ale nie tolerowała bylejakości. Ceniła w nim również pracowitość, tę nową, dojrzalszą cechę, która wyraźnie odróżniała go od chłopaka, jakiego pamiętała z lat szkolnych. Ciężko pracował, by osiągnąć wyznaczone sobie cele, a jego ambicja była jednym z ważniejszych czynników, dlaczego dała mu szansę.
- To fakt - rzuciła mu wyniosły uśmieszek, który sugerował, że istotnie zaszczyciła go swoją obecnością. Dla osób, które nie znały jej dobrze, był to ten sam gest, który latami bywał mylony z zarozumiałością: chłodny, wyrachowany, jakby od niechcenia podkreślający dystans między nią a resztą świata. Szczególnie dla osób z kompleksami jej postawa działała na nerwy. Ci, którzy jednak znali Astorię dłużej, potrafili dostrzec w tym uśmiechu coś zupełnie innego. Był to raczej subtelny żart, muśnięcie sarkazmu, drobna gra konwenansami, którą prowadziła z niewinną premedytacją.
Kiwnęła głową na odpowiedź o nastroju jego matki. Nie będzie próbowała się podlizać, choć przez chwilę przemknęła jej myśl, że być może miała dość nowych dziewcząt, które jej syn sprowadzał na święta. Może psuł tym rodzinną atmosferę, która powinna im towarzyszyć. Mogłaby go zapytać o przeszłość. O to, ile dziewczyn przewinęło się przez jego życie, czy często przyprowadzał je na święta do rodzinnego domu, czy ona była kolejnym epizodem, czy czymś więcej. Ale nie zamierzała ich zadawać. Nie dlatego, że bała się odpowiedzi, lecz dlatego, że nie była kobietą niepewną siebie, nie potrzebowała porównań ani potwierdzeń cudzym kosztem. Znała swoją wartość zbyt dobrze, by budować ją na cudzych wyborach sprzed lat. Każdy miał jakąś przeszłość i była dość dojrzała, by nie wściekać się o nią.
- Hmm, żadne z tych życzeń nie dotyczy mnie - westchnęła ciężko, jakby wbił jej nóż w plecy, ale jej prowokujący uśmiech zdradzał, że tylko się z nim drażniła. - Zdasz egzaminy śpiewająco. A potem będziesz najlepszym aurorem, jakiego kiedykolwiek widzieli. - dodała bez wahania, spokojnym tonem, w którym nie było ani przesady, ani cienia kokieterii. Wypływały z uważnej obserwacji i z przekonania, które rosło w niej od dłuższego czasu, odkąd widziała, jak konsekwentnie podporządkowuje swoje życie pracy, jak znosi zmęczenie i frustrację, nie szukając wymówek. Wierzyła w niego. Dotknęła jego dłoni i uśmiechnęła się lekko.
- Ugh, depczesz po mojej dumie. Polubi mnie bez specjalnych mocy pierwszej gwiazdki. Może nawet bardziej niż ciebie - prychnęła i przeniosła spojrzenie na niebo, wpadając w melancholijny nastrój. - Gdy Julian zginął... podczas Yule wypatrywałam pierwszej gwiazdki i życzyłam sobie, żeby do nas wrócił. Irracjonalne, wiem, ale pomyślałam wtedy, że może jeśli będę życzyła sobie tego wystarczająco mocno, to jakimś cudem się spełni.
Nie dodała tego, że nigdy specjalnie nie wierzyła w taką moc życzeń, a po tym naiwnym incydencie całkowicie przestała mieć nawet złudne nadzieje.
- Przepraszam. Wyrwałam się, żeby o tym nie rozmawiać, a sama zaczynam - zaśmiała się, odwracając wzrok z zakłopotania.
- To fakt - rzuciła mu wyniosły uśmieszek, który sugerował, że istotnie zaszczyciła go swoją obecnością. Dla osób, które nie znały jej dobrze, był to ten sam gest, który latami bywał mylony z zarozumiałością: chłodny, wyrachowany, jakby od niechcenia podkreślający dystans między nią a resztą świata. Szczególnie dla osób z kompleksami jej postawa działała na nerwy. Ci, którzy jednak znali Astorię dłużej, potrafili dostrzec w tym uśmiechu coś zupełnie innego. Był to raczej subtelny żart, muśnięcie sarkazmu, drobna gra konwenansami, którą prowadziła z niewinną premedytacją.
Kiwnęła głową na odpowiedź o nastroju jego matki. Nie będzie próbowała się podlizać, choć przez chwilę przemknęła jej myśl, że być może miała dość nowych dziewcząt, które jej syn sprowadzał na święta. Może psuł tym rodzinną atmosferę, która powinna im towarzyszyć. Mogłaby go zapytać o przeszłość. O to, ile dziewczyn przewinęło się przez jego życie, czy często przyprowadzał je na święta do rodzinnego domu, czy ona była kolejnym epizodem, czy czymś więcej. Ale nie zamierzała ich zadawać. Nie dlatego, że bała się odpowiedzi, lecz dlatego, że nie była kobietą niepewną siebie, nie potrzebowała porównań ani potwierdzeń cudzym kosztem. Znała swoją wartość zbyt dobrze, by budować ją na cudzych wyborach sprzed lat. Każdy miał jakąś przeszłość i była dość dojrzała, by nie wściekać się o nią.
- Hmm, żadne z tych życzeń nie dotyczy mnie - westchnęła ciężko, jakby wbił jej nóż w plecy, ale jej prowokujący uśmiech zdradzał, że tylko się z nim drażniła. - Zdasz egzaminy śpiewająco. A potem będziesz najlepszym aurorem, jakiego kiedykolwiek widzieli. - dodała bez wahania, spokojnym tonem, w którym nie było ani przesady, ani cienia kokieterii. Wypływały z uważnej obserwacji i z przekonania, które rosło w niej od dłuższego czasu, odkąd widziała, jak konsekwentnie podporządkowuje swoje życie pracy, jak znosi zmęczenie i frustrację, nie szukając wymówek. Wierzyła w niego. Dotknęła jego dłoni i uśmiechnęła się lekko.
- Ugh, depczesz po mojej dumie. Polubi mnie bez specjalnych mocy pierwszej gwiazdki. Może nawet bardziej niż ciebie - prychnęła i przeniosła spojrzenie na niebo, wpadając w melancholijny nastrój. - Gdy Julian zginął... podczas Yule wypatrywałam pierwszej gwiazdki i życzyłam sobie, żeby do nas wrócił. Irracjonalne, wiem, ale pomyślałam wtedy, że może jeśli będę życzyła sobie tego wystarczająco mocno, to jakimś cudem się spełni.
Nie dodała tego, że nigdy specjalnie nie wierzyła w taką moc życzeń, a po tym naiwnym incydencie całkowicie przestała mieć nawet złudne nadzieje.
- Przepraszam. Wyrwałam się, żeby o tym nie rozmawiać, a sama zaczynam - zaśmiała się, odwracając wzrok z zakłopotania.