Prudence uwielbiała wracać na Yule do domu. Nie do końca odnajdywała się w szkole. Kiedyś było jej łatwiej, ale od roku wiązało się to raczej z dosyć trudnymi dla niej emocjami. Jej najlepszy przyjaciel odwrócił się od niej bez słowa, bez żadnych wyjaśnień, jakby nagle przestała dla niego znaczyć cokolwiek. Zaakceptowała to, ba, mściła się na nim za to, kiedy tylko miała okazję, zaczęli prowadzić wojnę, wcale nie zimną, co było dość mocno wyczerpujące, do tego ciągle się uczyła, bo zależało jej na tym, aby być najlepszą na roku. Cieszyła się, że będzie mogła nieco odpocząć, przestać się przejmować tym wszystkim, co działo się wokół. Do tego zamierzała zrobić nalot na dom babci Ellie, która zauważyła, że posiada ona ten sam dar co ona. W wolnych chwilach uczyła ją z niego korzystać, co było naprawdę niesamowitym doświadczeniem. Nie mogła się doczekać wizyty u niej.
Najpierw jednak wypadało odbębnić rodzinną kolację, znaczy to nie tak, że ich nie lubiła, tylko, że naprawdę zależało jej na tym, by spędzić jak najwięcej czasu z babcią, bo mogła się ona od niej wiele nauczyć.
W przeciwieństwie do swojego brata Prue nie musiała obawiać się pytań związanych o naukę, radziła sobie doskonale, nie miała najmniejszego problemu z przyswajaniem wiedzy, błyszczała na wszystkich przedmiotach, no prawie wszystkich - jej kulą u nogi była transmutacja, ale rodzice nie mieli z tym problemu, bo wszystko inne miała opanowane do perfekcji, nikt nie był idealny, prawda? Nawet ona.
Znajdowali się z bratem na zewnątrz, co nawet ją cieszyło, bo Prudence uwielbiała śnieg, kochała zimę, a ten teraz prószył w najlepsze, okrywał miękkim puchem okolicę, ogród wyglądał naprawdę malowniczo, właściwie można było uznać, że jest wyjęty z jakiejś bajki, wszystko zapowiadało się wspaniale. Było jej ciepło i milutko, bo ubrała się odpowiednio do temperatury panującej na zewnątrz, w przeciwieństwie do swojego bliźniaka, poprawiła czapkę, bo spadła jej na oczy, przez co nie do końca widziała ten dramat, który właśnie toczył się przed ich oczami... może to i lepiej. On psuł jej całą wizję wszechświata, zaburzał równowagę.
- Powinieneś to sprawdzić, zanim ich dotknąłeś. - Powiedziała cicho, nie miała pojęcia, jak wytłumaczą się rodzicom z tego, co właśnie działo się w ich ogrodzie, dobrze, że było ciemno i nikt poza nimi nie mógł tego zobaczyć.
- Skoro widziałeś, że coś broiły przy choince w zeszłym roku, to czemu wtedy nie zareagowałeś, pewnie liczyłeś, że nikt się nie dowie, prawda? - Jak zawsze, zamiast załatwić problem od razu, to postanowił przeczekać i teraz mieli przed sobą fruwające bombki. Wspaniale.
- Nie nam, Tobie nogi z dupy powyrywa, jak się dowie, że widziałeś, że coś się święci, teraz co? Pojawia się problem i oczywiście, to ja mam sobie z tym poradzić? Jak zawsze muszę ratować Ci skórę. - Złapała w dłoń różdżkę, obawiała się jednak, że skorzystanie z niej narobiłoby jej więcej problemów, znała odpowiednie zaklęcie, ale przecież to byłoby złamanie prawa, nie chciała, aby rodzice musieli się za nią wstydzić. Co za pokręcona sytuacja. - Myślisz, że uda nam się je złapać w locie? - Nie sądziła, żeby było to możliwe, ale może warto było spróbować?
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control