17.12.2025, 01:07 ✶
12.10.1972
Morphy,
miałem dzisiaj naprawdę szalony sen i absolutnie nie mam pojęcia, jak go interpretować.
Najpierw byłem w Paryżu z grupką moich przyjaciół. Była ich trójka, dwie kobiety i mężczyzna. Była zima. Siedzieliśmy w moim apartamencie, wszystko wyglądało zwyczajnie. Piliśmy herbatę, a za oknem padał śnieg. Jest coś niesamowitego w piciu herbaty w ośnieżonym Paryżu, nie sądzisz? No ale nie ważne. Jedna z kobiet, podobna trochę do mojej kuzynki Mony, powiedziała mi, że czekamy jeszcze na dwójkę ich przyjaciół, którzy się spóźniają.
Nagle do pomieszczenia wleciała sowa z wiadomością od tej dwójki przyjaciół. W liście napisali, że świstoklik, zamiast do Paryża, wyslał ich w Himalaje. Co więcej byli w strasznych kłopotach. Podobno na miejscu napotkali na jakiegoś szalonego łowcę Yeti, który chciał użyć ich jako przynęty podczas polowania. Trzeba było ich ratować! Szybko wyszliśmy na balkon, tylko że gdy tylko to zrobiliśmy to nie byliśmy z ośnieżonym Paryżu, a w jakiejś himalajskiej wiosce, gdzie... Nawet mi ciężko jest znaleźć kulturalne słowa na opisanie tej śnieżycy, ale na całe szczęście wszyscy mieliśmy odpowiednie ubrania. Ale co to była za zamieć! Gorsza niż ta która złapała mnie i Anthony'ego w Alpach!
Szliśmy jednak za tym, co wydawało się tropem zaginionych przyjaciół tych moich sennych przyjaciół, aż natrafiliśmy do kolejnej wioski i nie mam pojęcia jak to się stało, ale nagle zza domków wyłoniła się kopalnia z pięknymi kryształami. Znaleźliśmy tam nie tylko dwójkę zaginionych przyjaciół, ale i jakiegoś profesora, którego oskarżyliśmy o udawanie Yeti, aby odstraszyć ludzi od znajdujących się w kopalni kryształów. Nie do końca wiem czmemu go oskrażyliśmy i skąd wysnuliśmy wnioski, że Yeti to tylko przebranie. Profesor wszystkiemu zaprzeczył! I chyba słusznie, bo wtedy zaatakowało nas Yeti! Po chwili ucieczki, znowu wybiegliśmy na zewnątrz (powiem Ci mój drogi, że bieganie po wyśnionym śniegu, kiedy goni Cię Yeti jest o wiele łatwiejsze) i zastawiliśmy na stwora pułapkę. I nie uwierzysz! To nie był prawdziwy Yeti, a jakaś kobieta w przebraniu, która chciała w ten sposób chronić Himalaje. Już miałem pogratulować jej odwagi i zaprosić na herbatkę, kiedy niestety obudziłem się.
Był to, jak już wspomniałem, naprawdę dziwny sen i nie jestem pewny jak, i czy w ogóle, powinienem go interpretować. Jaka jest Twoja opinia na ten temat? Mam nadzieję, że Ciebie nie męczy nic sennego. Powinniśmy udać się na jakąś kawę w przerwie na obiad.
Jonathan
P.S.: A może to wina nowych kadzidełek nasennych? Jak się pewnie domyślasz obecnie testuję takie, które mogłoby pasować nie tylko mi, ale i drugiej osobie.
P.P.S.: Nie wiem, czy to istotny szczegół, ale jednym z tych zaginionych przyjaciół był gadający pies i wszyscy uważali to za całkowicie normalne.
P.P.P.S.: W pewnym momencie ten pies z jednym z tych przyjaciół, ulepili ze śniegu olbrzymie lody, polali sokiem i czekolada, którą mieli w kieszeni, a następnie zjedli je.
P.P.P.P.S: Według naocznej relacji, podobno mamrotałem coś przez sen o chrupkach