17.12.2025, 10:31 ✶
– Nawet powinnaś, inaczej obsługa zacznie zerkać, dlaczego niczego nie zamawiamy – stwierdziła Brenna, posyłając Heather uśmiech. Chociaż owszem, wolała, aby ta wybrała wersję bez alkoholu, bo niby nie miały na sobie mundurów i oficjalnie skończyły już dyżur, tuż przed tym, jak przyszła informacja… ale w praktyce to jednak wykonywały obowiązki służbowe.
Nie wspominając o tym, że jeśli faktycznie będą kogoś zgarniały na przesłuchanie, to przydało się być przy tym trzeźwym.
– Mam wrażenie, że zależy im na ściągnięciu klientów. Ludzie się boją. A niektórych nie stać już nawet na ten kufel grzańca – westchnęła, ściszając głos. Stracone dobytki, spalone mieszkania, zamknięte interesy, rzeczy idące w niebo pod postacią dymu i popiołów. Mogło dziwić, że w takich okolicznościach ekipa Dziurawego Kotła eksperymentuje z grzańcami jesienno – zimowymi, ale miała wrażenie, że to rozpaczliwa próba podtrzymania ruchu w interesie. – A jak smakuje? – dopytała jeszcze. Sama upiła zaledwie łyk swojego: mimo wszystko nie lubiła pić niczego, czego nie przygotowała sama, chociaż próbowała walczyć z aż taką paranoją. Bo jednak kto by dosypał jej czegoś w kotle, w dodatku kiedy zupełnie nie wyglądała na samą siebie?
Przeczesała palcami włosy: teraz, zupełnie proste i w innej barwie, jakoś dziwnie leżały pod palcami. Kufel trzymała w dłoni, choć nie piła z niego teraz, przysłaniała nim za to twarz, kiedy jej spojrzenie przesuwało się po wnętrzu, skacząc między oboma wejściami. Przyjdzie? Nie przyjdzie? Pojawi się od strony Pokątnej czy może od niemagicznego Londynu?
Odchyliła się lekko na krześle, podpierając plecami o ścianę w ciemnym kącie.
– Udało się wam już ogarnąć wasze mieszkanie? Znaczy się twoje i Camerona? – zapytała niezobowiązująco, bo skoro już tu siedziały, warto było okazać trochę zainteresowania. Czujny wzrok jednak wbiła w mężczyznę, który wszedł do pomieszczenia… ale nie, był za niski i za bardzo rudy, nie pasował do rysopisu. Patrz, kto schodzi po schodach, ja zerkam na drzwi, dorzuciła jeszcze, w falach.
Nie wspominając o tym, że jeśli faktycznie będą kogoś zgarniały na przesłuchanie, to przydało się być przy tym trzeźwym.
– Mam wrażenie, że zależy im na ściągnięciu klientów. Ludzie się boją. A niektórych nie stać już nawet na ten kufel grzańca – westchnęła, ściszając głos. Stracone dobytki, spalone mieszkania, zamknięte interesy, rzeczy idące w niebo pod postacią dymu i popiołów. Mogło dziwić, że w takich okolicznościach ekipa Dziurawego Kotła eksperymentuje z grzańcami jesienno – zimowymi, ale miała wrażenie, że to rozpaczliwa próba podtrzymania ruchu w interesie. – A jak smakuje? – dopytała jeszcze. Sama upiła zaledwie łyk swojego: mimo wszystko nie lubiła pić niczego, czego nie przygotowała sama, chociaż próbowała walczyć z aż taką paranoją. Bo jednak kto by dosypał jej czegoś w kotle, w dodatku kiedy zupełnie nie wyglądała na samą siebie?
Przeczesała palcami włosy: teraz, zupełnie proste i w innej barwie, jakoś dziwnie leżały pod palcami. Kufel trzymała w dłoni, choć nie piła z niego teraz, przysłaniała nim za to twarz, kiedy jej spojrzenie przesuwało się po wnętrzu, skacząc między oboma wejściami. Przyjdzie? Nie przyjdzie? Pojawi się od strony Pokątnej czy może od niemagicznego Londynu?
Odchyliła się lekko na krześle, podpierając plecami o ścianę w ciemnym kącie.
– Udało się wam już ogarnąć wasze mieszkanie? Znaczy się twoje i Camerona? – zapytała niezobowiązująco, bo skoro już tu siedziały, warto było okazać trochę zainteresowania. Czujny wzrok jednak wbiła w mężczyznę, który wszedł do pomieszczenia… ale nie, był za niski i za bardzo rudy, nie pasował do rysopisu. Patrz, kto schodzi po schodach, ja zerkam na drzwi, dorzuciła jeszcze, w falach.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.