17.12.2025, 10:42 ✶
– Udało się już wszystko naprawić? Dobrze, że twoja kawiarnia jest pokryta tym lakierem – powiedziała Brenna. Słuchała każdego słowa Nory, chociaż chwilowo nie patrzyła na nią, a starała się rozejrzeć, jednocześnie robiąc to w taki sposób, aby nie skierować spojrzenia na zbyt dużo czasu na płomienie.
Kto był w środku?
Czy znała te twarze?
Ktoś mógł podsłuchiwać…?
Niby nie zamierzała rozmawiać o niczym, co mogło zwrócić na nich wielką uwagę, ale ostrożność czy nawet czujność na dobre zakorzeniły się w duszy Brenny, utrwalone w wietrze Beltane i ogniach Spalonej Nocy.
– Słowo honoru, że mam piękny szalik od Jonathana i wyciągnę go niedługo z szafy – zapewniła Brenna. Część jej garderoby spłonęła, ale na własnego farta: sporo rzeczy przeniosła do Londynu i Księżycowego Stawu. Na ściąganie ubrań zimowych wprawdzie nie wpadła, i czekały ją większe zakupy, na które na razie nie miała czasu, ale już trochę jesiennych znalazło się w pudłach. – Poza tym ja nie choruję – odparła automatycznie, zresztą całkiem zgodnie z prawdą, bo nie pamiętała, kiedy była faktycznie chora. Poturbowana, pobita, poparzona, połamana, posiniaczona i dużo różnych słów na „p” tego typu owszem, natomiast raczej nie gorączkowała, nie kichała i w ogóle była dość odporna na choroby.
Zwróciła na moment na Norę rozkojarzone spojrzenie, kiedy ta spytała, czy wszystko gra. Czy domyśliła się, do czego piła tego grzańca Nora Figg? Być może. Ale nie dała tego po sobie poznać.
– Sama wiesz, jak jest, a dwa dni byłam na weselu. Wprawdzie i tak miałam mieć je wolne, ale teraz każdy zapierdala, więc muszę to nadrobić – stwierdziła, bo dlatego spędziła wczoraj i dziś bardzo dużo czasu w biurze. – Chciałam cię spytać o eliksiry dotyczące wzrostu roślin i tak dalej… Wiesz… domy domami, to ważne, ale sady w Dolinie to źródło utrzymania dla wielu osób. Istnieją jakieś, które mogłyby pomóc drzewom i ogrodom? Jeśli nie teraz, to na wiosnę? Albo da się takie opracować?
Dach nad głową był najważniejszy, podobnie jak przetrwanie zimy, ale chciała myśleć długoterminowo. Zastanawiała się i czy to coś, co należy zgłosić Ministerstwu, czy może lepiej działać na własną rękę – w końcu i tak nie mieściło się to w ramach obowiązków detektywa.
Kto był w środku?
Czy znała te twarze?
Ktoś mógł podsłuchiwać…?
Niby nie zamierzała rozmawiać o niczym, co mogło zwrócić na nich wielką uwagę, ale ostrożność czy nawet czujność na dobre zakorzeniły się w duszy Brenny, utrwalone w wietrze Beltane i ogniach Spalonej Nocy.
– Słowo honoru, że mam piękny szalik od Jonathana i wyciągnę go niedługo z szafy – zapewniła Brenna. Część jej garderoby spłonęła, ale na własnego farta: sporo rzeczy przeniosła do Londynu i Księżycowego Stawu. Na ściąganie ubrań zimowych wprawdzie nie wpadła, i czekały ją większe zakupy, na które na razie nie miała czasu, ale już trochę jesiennych znalazło się w pudłach. – Poza tym ja nie choruję – odparła automatycznie, zresztą całkiem zgodnie z prawdą, bo nie pamiętała, kiedy była faktycznie chora. Poturbowana, pobita, poparzona, połamana, posiniaczona i dużo różnych słów na „p” tego typu owszem, natomiast raczej nie gorączkowała, nie kichała i w ogóle była dość odporna na choroby.
Zwróciła na moment na Norę rozkojarzone spojrzenie, kiedy ta spytała, czy wszystko gra. Czy domyśliła się, do czego piła tego grzańca Nora Figg? Być może. Ale nie dała tego po sobie poznać.
– Sama wiesz, jak jest, a dwa dni byłam na weselu. Wprawdzie i tak miałam mieć je wolne, ale teraz każdy zapierdala, więc muszę to nadrobić – stwierdziła, bo dlatego spędziła wczoraj i dziś bardzo dużo czasu w biurze. – Chciałam cię spytać o eliksiry dotyczące wzrostu roślin i tak dalej… Wiesz… domy domami, to ważne, ale sady w Dolinie to źródło utrzymania dla wielu osób. Istnieją jakieś, które mogłyby pomóc drzewom i ogrodom? Jeśli nie teraz, to na wiosnę? Albo da się takie opracować?
Dach nad głową był najważniejszy, podobnie jak przetrwanie zimy, ale chciała myśleć długoterminowo. Zastanawiała się i czy to coś, co należy zgłosić Ministerstwu, czy może lepiej działać na własną rękę – w końcu i tak nie mieściło się to w ramach obowiązków detektywa.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.