03.03.2023, 07:34 ✶
Zapewniał, że artykuł był super, ujął go, przekonał do racji… powiedziałby tak o każdym. Czyta je, czasami zastanowi się nad nim całe kilka minut i ostatecznie uznaje, że cokolwiek wyszło spod pióra Alice to jest najlepsze. Od tego są przyjaciele, co nie? Oczywiście gdyby wypisywała bzdury to nie omieszkałby cytować jej co ciekawszych zdań lecz na szczęście mógł pozostać miły, nie znajdując nic szalonego w jej artykułach.
- Zjedz to za nas dwoje. - wywrócił oczami bo gdyby oczekiwał solidarności to nie mogłaby jeść nic poza sączeniem krwi. Użalał się ale bez głębokiego smutku. Mówił dla samego mówienia, dla słuchania ich wzajemnego głosu.
- Ten kretyn ma bardzo ładne imię.- zbulwersował się. - Bo dzielę się swoim problemem z przyjaciółką. Rhea mnie opierdzieli dlatego najpierw przyszedłem do ciebie po jakiś łagodniejszy werdykt i pomysł rozwiązania problemu zanim problem będzie ale ze mną. - domagał się bardziej okazałej reakcji i współdzielenia uczuć przy przegranych w kasynie. Nie potrafił przyjąć do zrozumienia, że jest uzależniony od gier. Co wpadała większa suma galeonów - a pojawiało się to coraz rzadziej - przegrywał to w kasynie. Gdyby nie ciągnął od Williama "kieszonkowego" to spałby pod mostem.
- Nie chcesz żebym zachowywał się jak dziecko. Długami się nie przejmuj, spłacę je gdy tylko będę nad sobą panował i znajdę nocną pracę. Według Williama potrzebuję minimum sześć miesięcy żeby się z tym ogarnąć. - wyjaśniał, że nie jest tak czarno jak myślała. Może powinienem zaproponować w redakcji rubrykę pracowania dla mnie w postaci krwiodawstwa… ale nie, muszę zarabiać żeby płacić za regularne żywienie. Myślał sobie o tym otwarcie więc mogła zajrzeć do tej treści i reagować na swoje sposoby.
- Będę chodził na treningi magiczne z Heather. Pamiętasz ją? Była kapitanem drużyny Gryffindoru. I jeśli się skaleczy czy coś to powiedziała, że sobie poradzi z pacyfikacją mnie gdybym zaniemógł. Więc będę mógł trenować też samokontrolę. Fajnie, co nie?- zapytał i zdjął buty, skarpetki i wcisnął swoje chłodne, nagie stopy na miękką trawę pod stolikiem. Nie obyło się bez nieuniknionego muśnięcia palcami jej stóp, a wszystko po to aby zrobić sobie miejsce w tym jej zakątku. Jakoś tak jego myśli od razu zamilkły.
- Zjedz to za nas dwoje. - wywrócił oczami bo gdyby oczekiwał solidarności to nie mogłaby jeść nic poza sączeniem krwi. Użalał się ale bez głębokiego smutku. Mówił dla samego mówienia, dla słuchania ich wzajemnego głosu.
- Ten kretyn ma bardzo ładne imię.- zbulwersował się. - Bo dzielę się swoim problemem z przyjaciółką. Rhea mnie opierdzieli dlatego najpierw przyszedłem do ciebie po jakiś łagodniejszy werdykt i pomysł rozwiązania problemu zanim problem będzie ale ze mną. - domagał się bardziej okazałej reakcji i współdzielenia uczuć przy przegranych w kasynie. Nie potrafił przyjąć do zrozumienia, że jest uzależniony od gier. Co wpadała większa suma galeonów - a pojawiało się to coraz rzadziej - przegrywał to w kasynie. Gdyby nie ciągnął od Williama "kieszonkowego" to spałby pod mostem.
- Nie chcesz żebym zachowywał się jak dziecko. Długami się nie przejmuj, spłacę je gdy tylko będę nad sobą panował i znajdę nocną pracę. Według Williama potrzebuję minimum sześć miesięcy żeby się z tym ogarnąć. - wyjaśniał, że nie jest tak czarno jak myślała. Może powinienem zaproponować w redakcji rubrykę pracowania dla mnie w postaci krwiodawstwa… ale nie, muszę zarabiać żeby płacić za regularne żywienie. Myślał sobie o tym otwarcie więc mogła zajrzeć do tej treści i reagować na swoje sposoby.
- Będę chodził na treningi magiczne z Heather. Pamiętasz ją? Była kapitanem drużyny Gryffindoru. I jeśli się skaleczy czy coś to powiedziała, że sobie poradzi z pacyfikacją mnie gdybym zaniemógł. Więc będę mógł trenować też samokontrolę. Fajnie, co nie?- zapytał i zdjął buty, skarpetki i wcisnął swoje chłodne, nagie stopy na miękką trawę pod stolikiem. Nie obyło się bez nieuniknionego muśnięcia palcami jej stóp, a wszystko po to aby zrobić sobie miejsce w tym jej zakątku. Jakoś tak jego myśli od razu zamilkły.