- Fakt, to nie była głupia inwestycja, jak wiadomo strzeżonego Merlin strzeże. - Dodała Norka z uśmiechem na twarzy. Nie wnikała w to, jakie koszty poniosła przy zabezpieczaniu kawiarni, ale dzięki temu teraz było jej dużo łatwiej stanąć na nogi. Dbała o to miejsce, bo było spełnieniem jej wszystkich marzeń, no, przynajmniej części z nich.
Norka w przeciwieństwie do Brenny nie miała jeszcze takiego nawyku, nie zastanawiała się nad tym, czy niedaleko nich nie siedział ktoś, kto nie chciał im zrobić krzywdy, miała w sobie wiarę w ludzi, czasem za dużą.
- Kiedy to znaczy niedługo? Jak temperatura spadnie tak bardzo, że nikt normalny nie będzie wychodził na zewnątrz? - Panna Figg nie przepadała za zimą, lubiła tak w zasadzie tylko Yule, zdecydowanie jej porą roku było lato, które można nadal było zastać w jej cukierni, kochała kolory, kwiaty i owoce, więc zima kojarzyła jej się raczej z bardzo smutnym czasem, kiedy na zewnątrz było szaroburo.
- Jasne, pamiętaj, że podobne słowa często potrafią ściągnąć to, co niby się nie zdarza. - Jasne, być może Brenna dotychczas była okazem zdrowia, ale nadchodził czas przeziębień, większość osób nie mogła ich uniknąć, nie, żeby jej źle życzyła, ale wiadomo, jak to jest, warto o siebie dbać.
- No wiem, byłam też na tym weselu, chyba, że mówisz o jakimś innym? - Spotkały się tam przecież, być może Brenna tego nie pamiętała, znaczy musiała pamiętać, wręczyła Norce swoją różdżkę, a takie rzeczy na pewno tkwiły w jej pamięci.
- Niby tylko dwa dni, macie przerąbane teraz. - Ministerstwo musiało się wykazać po tych pożarach, wolała nawet nie wnikać w to, jak napięta była tam atmosfera, ile spraw mieli pootwieranych.
- Mogę spróbować zrobić coś specjalnego, ulepszyć niektóre receptury, ale stosowałabym je dopiero wiosną, wczesną, na przełomie lutego i marca, kiedy świat będzie budził się do życia. - Będzie miała na uwadze to, aby się tym zająć, faktycznie ważne było, aby pomóc mieszkańcom Doliny jakoś poradzić sobie ze straconymi roślinami.
Zapach który unosił się nad jej kubkiem z grzanym winem przypomniał jej o śnie, który miała poprzedniej nocy. Była zamknięta w wielkiej wieży, znajdowała się w pokoju na jej szczycie i nie mogła się z niej wydostać. Musiała być w górach, bo widziała pod sobą lasy, pola, morze. Wokół wieży znajdowały się ogromne zaspy śniegu, zresztą prószył on okropnie, okrywał całą okolicę. Nie mogła się wydostać z wieży, więc skoczyła w jedną z wielkich zasp i wtedy się obudziła.