Geraldine ostatnio trochę spoglądała za ramię. Miała świadomość, że osoby, jak ona - sympatyzujące z mugolakami nie są mile widziane wśród czarodziejów czystej krwi. Może nie wszystkich, jednak wiele było rodzin, które spoglądały na nią przez to dosyć wrogo. Nie musiała szukać daleko, nawet własny brat bliźniak sugerował jej, że może mieć przez to kłopoty. Wiedziała więc, że musi uważać. Przyjezdny jednak nie wydawał się jej być szczególnie groźny. Nie wyglądał na takiego o radykalnych poglądach. Ger zdawała sobie sprawę, że nie wszędzie czarodzieje przywiązują do tego, aż tak wielką wagę. Mimo wszystko - wiedziała, że musi uważać, bo nigdy nie wiadomo, kto może znajdować się obok, a ściany miały uszy i mogły przekazywać informacje dalej.
Yaxleyównie zdarzało się grać o różne rzeczy. Nie miała jednak tendencji do przegrywania. Była rozsądna, wiedziała kiedy spasować, co często było trudne dla jej przeciwników. Grywała głównie z osobami, które spędzały w miejscach jak Dziurawy Kocioł wiele czasu, nie potrafili odmówić kolejnej rozgrywki. Hazard był cholernie niewygodnym uzależnieniem, mogłeś stracić wszystko w jeden wieczór. Na całe szczęście ona nie wsiąkła nigdy w to jakoś specjalnie. Umiała powiedzieć sobie dość.
- Mi nie musisz o tym mówić. Zawsze dosyć sceptycznie podchodziłam do tych poglądów. Ludzie mają coś więcej do zaoferowania niż to, jaka krew płynie w ich żyłach. Spotkałam wielu czarodziejów na swojej drodze, byli wybitni w najróżniejszych dziedzinach magii, żaden nie zapytał mnie, czy jestem czystokrwista. Nikogo to nie obchodzi poza tą bandą szaleńców, którzy chcą rządzić.- Nie wiedziała bowiem o co innego może im chodzić, jeśli nie o władzę. To było zrozumiałe, że się boją, że muglacy zaczną zajmować ich stanowiska, które piastowali od lat z pokolenia na pokolenie, jednak powinni ustąpić, kiedy pojawił się ktoś zdolniejszy - takie miała zdanie panna Yaxley.
- Kolory może i tak, ale nic więcej. - Nigdy nie spoglądała na to w ten sposób. Czerwień i zielień kojarzyły się jej głównie z dwoma przeciwnymi obozami w Hogwarcie. - Współpraca nie jest taka prosta, no i kto nie woli rywalizacji? Powoduje więcej emocji, każdy chce zwyciężać. - Sama Gerry należała do osób, które lubiły konkurować z innymi. Nie przepadała też za współpracą, chyba, że osoba, z którą miałaby to robić byłaby kimś pewnym. Mało komu ufała tak, jak swoim umiejętnościom.
- Wieczysta przysięga? Czemu nie, z każdym nowopoznanym jestem w stanie ją zawrzeć.- Nadal uśmiechała się do mężczyzny. Była gotowa zacząć tą rozgrywkę, wiedziała, że gra jest warta świeczki.
Yaxley nie zamierzała zwlekać, sama była ciekawa jak przebiegnie ta rozgrywka. Wybrała tak jak mężczyzna obok dwie karty i rzuciła je na stół.