18.12.2025, 08:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2025, 08:12 przez Brenna Longbottom.)
– Hm… Albus Dumbledore faktycznie wygląda mniej więcej tak, jak kiedy byłam w Hogwarcie – przyznała Brenna, której od jakiego czasu się wydawało, że ten znalazł fontannę młodości czy coś takiego. Chociaż bardziej prawdopodobne było, że jego potężna magia albo eliksiry Potterów, ewentualnie oba na raz, go zakonserwowały. Jakoś jego nie podejrzewała o nekromancję. – Ale jeśli to faktycznie on i nie postarzał się ani o dzień, to czy nie jest to piękne rozwiązanie sprawy po latach?
Szkoda tylko, że nie wcześniej, skoro Rzeźnik z Chelsea w masakrze zabił siedem osób a zanim się przy tej ujawnił, odpowiadał zapewne za serię innych zgonów…
– Gdyby nie to, że rzemieślnicy są teraz zajęci czymś innym, sama sfinansowałabym te cholerne światła – oceniła, potrząsając różdżką, kiedy ta nie zechciała współpracować. To był czar z programu pierwszej klasy Hogwartu, naprawdę! Nie żeby Brenna przeceniała swoje możliwości, nie zdziwiłaby się porażką w żadnej innej dziedzinie magii, ale zakładała, że naprawdę nie powinna potykać się na zwykłym czarze oświetlającym. Prawie się ucieszyła, że Atreusowi też nie wyszło, bo może faktycznie archiwum postanowiło płatać im figle. Albo że robili to Niewymowni.
kształtowanie, czy będziemy tu dalej stali i rzucali lumos
- Jeśli nie zadziałasz, to cię zastąpię - zagroziła swojej różdżce, a ta jakby na zawołanie rozbłysła jasnym światłem, i blask zalał najbliższe regały oraz kąty, a Brenna uśmiechnęła się z satysfakcją. – No, wreszcie. Teraz tylko musimy przekopać cały regał, co zajmie nam od godziny do trzech dni roboczych… chyba ze tym razem zadziała accio? – zastanowiła się, chociaż miała pewne Obawy wobec takiej metody. W teorii powinna bardzo sprawnie pozwolić im znaleźć potrzebne papiery, w praktyce, skoro nawet lumos szwankowało, istniała szansa, że utoną w powodzi teczek. Ewentualnie że przewróci się na nich najbliższy regał i faktycznie zostaną tu na zawsze.
Zatrzymała się przed regałem, na którym – w teorii – powinny stać akta z odpowiednich lat i zadarła głowę. Poza wieloma teczkami zobaczyła też… zieleń.
Całe mnóstwo jemioły pięło się po regale i pokrywało część sufitu, a pomiędzy nią powiewały czerwone, świąteczne wstążeczki i nawet parę bombek.
– Wow, ktoś bardzo tęskni za Yule. Patrz, jemioła – oceniła, a potem, jakoś niewiele się nad tym zastanawiając, odwróciła do niego, złapała za koszulę i krótko pocałowała. Równie szybko odwróciła się z powrotem do regału. – Na litość Merlina, czy oni poukładali to tutaj alfabetycznie, zamiast numerami spraw i datami? Czy będzie pod R, pod B, pod F czy M jak Masakra w Chelsea? – spytała z pewnym przerażeniem, jak gdyby nigdy nic.
Szkoda tylko, że nie wcześniej, skoro Rzeźnik z Chelsea w masakrze zabił siedem osób a zanim się przy tej ujawnił, odpowiadał zapewne za serię innych zgonów…
– Gdyby nie to, że rzemieślnicy są teraz zajęci czymś innym, sama sfinansowałabym te cholerne światła – oceniła, potrząsając różdżką, kiedy ta nie zechciała współpracować. To był czar z programu pierwszej klasy Hogwartu, naprawdę! Nie żeby Brenna przeceniała swoje możliwości, nie zdziwiłaby się porażką w żadnej innej dziedzinie magii, ale zakładała, że naprawdę nie powinna potykać się na zwykłym czarze oświetlającym. Prawie się ucieszyła, że Atreusowi też nie wyszło, bo może faktycznie archiwum postanowiło płatać im figle. Albo że robili to Niewymowni.
kształtowanie, czy będziemy tu dalej stali i rzucali lumos
Rzut W 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!
- Jeśli nie zadziałasz, to cię zastąpię - zagroziła swojej różdżce, a ta jakby na zawołanie rozbłysła jasnym światłem, i blask zalał najbliższe regały oraz kąty, a Brenna uśmiechnęła się z satysfakcją. – No, wreszcie. Teraz tylko musimy przekopać cały regał, co zajmie nam od godziny do trzech dni roboczych… chyba ze tym razem zadziała accio? – zastanowiła się, chociaż miała pewne Obawy wobec takiej metody. W teorii powinna bardzo sprawnie pozwolić im znaleźć potrzebne papiery, w praktyce, skoro nawet lumos szwankowało, istniała szansa, że utoną w powodzi teczek. Ewentualnie że przewróci się na nich najbliższy regał i faktycznie zostaną tu na zawsze.
Zatrzymała się przed regałem, na którym – w teorii – powinny stać akta z odpowiednich lat i zadarła głowę. Poza wieloma teczkami zobaczyła też… zieleń.
Całe mnóstwo jemioły pięło się po regale i pokrywało część sufitu, a pomiędzy nią powiewały czerwone, świąteczne wstążeczki i nawet parę bombek.
– Wow, ktoś bardzo tęskni za Yule. Patrz, jemioła – oceniła, a potem, jakoś niewiele się nad tym zastanawiając, odwróciła do niego, złapała za koszulę i krótko pocałowała. Równie szybko odwróciła się z powrotem do regału. – Na litość Merlina, czy oni poukładali to tutaj alfabetycznie, zamiast numerami spraw i datami? Czy będzie pod R, pod B, pod F czy M jak Masakra w Chelsea? – spytała z pewnym przerażeniem, jak gdyby nigdy nic.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.