18.12.2025, 09:24 ✶
- Może dostaniesz za to jakiś medal? Nie no, co ja mówię. Może trafisz na ściankę jako detektyw miesiąca - faktycznie, to mogła być ładna historia. Oto po dwudziestu latach, straszliwy morderca, zwany rzeźnikiem z Chelsea, trafiał ostatecznie za kratki. Dokładnie tam gdzie było je miejsce. Kobiety płaczą, redaktorzy Z Archiwów Brygady, wszyscy oczywiście ze szczęścia, a dwa dni potem nikt o tym nie pamięta no bo trzeba gonić następnego szaleńca.
Różdżka zadziałała, szkoda tylko że nie jego. Atreus poczuł pewne napięcie, jakie wytworzyła związana magia, tylko po to by wyczarować tylko niezdecydowane iskry, jakby coś w powietrzu uniemożliwiało jej poprawne związanie. Pewnie by się zirytował, gdyby nie prosty fakt że nie był to pierwszy raz jak takie rzeczy działy się w archiwum. Brenna jednak poradziła sobie wreszcie z zadaniem i mlecznobiałe światło oblało ich sylwetki, a także stojące dookoła nich regały, ujawniając znajdujące się na nich literki. Jeszcze parę kroków i znaleźli się po tym właściwym; wznoszącym się ku górze z toną papieru, którą najpewniej musieli przejrzeć, ale i też zieleniejąc się od liści jemioły. Atreus uniósł spojrzenie, marszcząc brwi i przez moment przyglądając się jasnym owocom, które wyzierały spomiędzy liści, aż nagle poczuł jak Brenna łapie go za koszulę i przyciąga do siebie.
Nie mógł sobie dokładnie przypomnieć, ale wydawało mu się że właściwym tokiem dotychczasowych ich poczynań, powinni zamienić się na miejsca. To on powinien całować, a ona być całowana, ale wcale nie zamierzał się przed tym wzbraniać.
- Koszule mi... - sięgnął rękoma do materiału. - Pognieciesz - dokończył z przekąsem, teatralnie wręcz ubranie wygładzając i doprowadzając do porządku. - Albo komuś zwyczajnie uciekła - pochylił się, by stojąc za nią odgarnąć jej włosy za ucho i pocałować jeszcze w policzek, jakby to nie jemioła była tutaj największą uciekinierką. - W sumie zwykle dodawali do niej iluzję sypiącego śniegu, tej dekoracyjnej do atrium, więc jeśli to ta sama to mamy szczęście, że nam tego całego regału nie zasypała zamieć - uniósł różdżkę i zawahał się tylko na moment. - Myślisz, ze zadziała? Accio akta Franklina Blounta - powiedział, jak gdyby nigdy nic. Na moment otoczyła ich cisza, a potem regał zatrząsnął się, a może raczej zatrzęsła się jemioła? Biorąc pod uwagę że spod liści sypnęło - gwałtownie i górą śniegu, niczym z nieostrożnie poruszonej gałęzi świerku.
Różdżka zadziałała, szkoda tylko że nie jego. Atreus poczuł pewne napięcie, jakie wytworzyła związana magia, tylko po to by wyczarować tylko niezdecydowane iskry, jakby coś w powietrzu uniemożliwiało jej poprawne związanie. Pewnie by się zirytował, gdyby nie prosty fakt że nie był to pierwszy raz jak takie rzeczy działy się w archiwum. Brenna jednak poradziła sobie wreszcie z zadaniem i mlecznobiałe światło oblało ich sylwetki, a także stojące dookoła nich regały, ujawniając znajdujące się na nich literki. Jeszcze parę kroków i znaleźli się po tym właściwym; wznoszącym się ku górze z toną papieru, którą najpewniej musieli przejrzeć, ale i też zieleniejąc się od liści jemioły. Atreus uniósł spojrzenie, marszcząc brwi i przez moment przyglądając się jasnym owocom, które wyzierały spomiędzy liści, aż nagle poczuł jak Brenna łapie go za koszulę i przyciąga do siebie.
Nie mógł sobie dokładnie przypomnieć, ale wydawało mu się że właściwym tokiem dotychczasowych ich poczynań, powinni zamienić się na miejsca. To on powinien całować, a ona być całowana, ale wcale nie zamierzał się przed tym wzbraniać.
- Koszule mi... - sięgnął rękoma do materiału. - Pognieciesz - dokończył z przekąsem, teatralnie wręcz ubranie wygładzając i doprowadzając do porządku. - Albo komuś zwyczajnie uciekła - pochylił się, by stojąc za nią odgarnąć jej włosy za ucho i pocałować jeszcze w policzek, jakby to nie jemioła była tutaj największą uciekinierką. - W sumie zwykle dodawali do niej iluzję sypiącego śniegu, tej dekoracyjnej do atrium, więc jeśli to ta sama to mamy szczęście, że nam tego całego regału nie zasypała zamieć - uniósł różdżkę i zawahał się tylko na moment. - Myślisz, ze zadziała? Accio akta Franklina Blounta - powiedział, jak gdyby nigdy nic. Na moment otoczyła ich cisza, a potem regał zatrząsnął się, a może raczej zatrzęsła się jemioła? Biorąc pod uwagę że spod liści sypnęło - gwałtownie i górą śniegu, niczym z nieostrożnie poruszonej gałęzi świerku.