18.12.2025, 11:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2025, 11:49 przez Brenna Longbottom.)
Percepcja, czy pochwycę trop
Brenna kręciła się przez chwilę w korytarzu, w wilczej postaci. Tropy - i Dory, i Heather - powinny być świeże. Tak świeże, jak tylko się dało, nie było tu też tabunów ludzi i setek różnych, mieszających się zapachów, które myliłyby ślady i utrudniały znalezienie dziewczyny.
A jednak, choć przebiegła kilka metrów, jak sądziła w ślad za Wood, to potem przy schodach nie była w stanie określić, czy ta pobiegła w dół, czy skręciła w korytarz. Zawarczała z frustracji i przeminęła się z powrotem, z nadzieją, że może coś dostrzeże albo dostanie jakąś odpowiedź…
I ta sprawiła, że Brenna zamarła.
Zbiegałaś po schodach? WYCOFAJ SIĘ STAMTĄD, nadała, i jeśli można było dostać fale wypisane wielkimi literami, to te na pewno wypaliły się w umyśle Wood w ogromnym rozmiarze. Bo Brenna wiedziała, że jej podopieczna czasem bywa aż nazbyt odważna
– Obudźcie się! – zawołała jeszcze, bez większej nadziei jednak, że głos się poniesie, albo że pozostali tutaj są. Dotknęła ściany, podpierając się, gdy miała zamiar ruszyć w dół…
…ale pod jej palcami spłynęła czerwień i szkarłat zalał jej umysł.
*
Gdy Heather zbliżyła się do duchów, poczuła, jak przenika ją chłód. Już wcześniej było jej zimno: szkocki zamek od dawna nie zaznał ciepła płomieni, wzniecanych w kominkach, nikt nie łatał dziur w dachu, nikt nie zamykał okien ani drzwi, by korytarzami nie szalały przeciągi. A trwała chłodna, październikowa noc.
W tej chwili jednak zimno zaczęło wnikać pod skórę, jakby chciało się dostać w jej głąb. Sięgnąć ku sercu i je zamrozić. Od duchów wionęło zimnem, a jej palce, ledwo dotknęła blatu, zaczęły grabieć.
Gdzieś w głowie Heather odbiło się najpierw pytanie Brenny, potem prośba o wycofanie, ale były jak głos dobiegający z bardzo, bardzo daleka – słyszała je tak, jakby słyszała kogoś, kto wołał ją z zewnątrz, gdy ona znajdowała się w zamkniętym pomieszczeniu.
– To uroczystości pogrzebowe – poinformował ją duch, który zaprosił Wood do stołu. Czy miał na myśli ich pogrzeb, którego zapewne nigdy się nie doczekali, bo nie miał kto ich pochować, czy może… raczej jej?
Rzut PO 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Brenna kręciła się przez chwilę w korytarzu, w wilczej postaci. Tropy - i Dory, i Heather - powinny być świeże. Tak świeże, jak tylko się dało, nie było tu też tabunów ludzi i setek różnych, mieszających się zapachów, które myliłyby ślady i utrudniały znalezienie dziewczyny.
A jednak, choć przebiegła kilka metrów, jak sądziła w ślad za Wood, to potem przy schodach nie była w stanie określić, czy ta pobiegła w dół, czy skręciła w korytarz. Zawarczała z frustracji i przeminęła się z powrotem, z nadzieją, że może coś dostrzeże albo dostanie jakąś odpowiedź…
I ta sprawiła, że Brenna zamarła.
Zbiegałaś po schodach? WYCOFAJ SIĘ STAMTĄD, nadała, i jeśli można było dostać fale wypisane wielkimi literami, to te na pewno wypaliły się w umyśle Wood w ogromnym rozmiarze. Bo Brenna wiedziała, że jej podopieczna czasem bywa aż nazbyt odważna
– Obudźcie się! – zawołała jeszcze, bez większej nadziei jednak, że głos się poniesie, albo że pozostali tutaj są. Dotknęła ściany, podpierając się, gdy miała zamiar ruszyć w dół…
…ale pod jej palcami spłynęła czerwień i szkarłat zalał jej umysł.
*
Gdy Heather zbliżyła się do duchów, poczuła, jak przenika ją chłód. Już wcześniej było jej zimno: szkocki zamek od dawna nie zaznał ciepła płomieni, wzniecanych w kominkach, nikt nie łatał dziur w dachu, nikt nie zamykał okien ani drzwi, by korytarzami nie szalały przeciągi. A trwała chłodna, październikowa noc.
W tej chwili jednak zimno zaczęło wnikać pod skórę, jakby chciało się dostać w jej głąb. Sięgnąć ku sercu i je zamrozić. Od duchów wionęło zimnem, a jej palce, ledwo dotknęła blatu, zaczęły grabieć.
Gdzieś w głowie Heather odbiło się najpierw pytanie Brenny, potem prośba o wycofanie, ale były jak głos dobiegający z bardzo, bardzo daleka – słyszała je tak, jakby słyszała kogoś, kto wołał ją z zewnątrz, gdy ona znajdowała się w zamkniętym pomieszczeniu.
– To uroczystości pogrzebowe – poinformował ją duch, który zaprosił Wood do stołu. Czy miał na myśli ich pogrzeb, którego zapewne nigdy się nie doczekali, bo nie miał kto ich pochować, czy może… raczej jej?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.