03.03.2023, 13:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.03.2023, 13:24 przez Bard Beedle.)
Gdy Jamil zaczął mówić, Nell rzuciła mu złe spojrzenie nim padło to „normalny”. Niech sobie obraża cudze rodziny, ale od Bagshotów wara! Ona, oczywiście, to co innego: jej wolno było obrażać krewnych, ale już obcym nie. Nie w jej obecności przynajmniej. Poza tym wujek był normalny, nie mogło być inaczej, wszak wszyscy powtarzali, że Nell z zachowania pod wieloma względami bardzo go przypomina.
- Trudno żeby nie, skoro wokół są pustynie, pustynie i pustynie – oświadczyła Nell. Trochę wyolbrzymiając, bo jednak w Egipcie były i miasta, i rzeki, i obszary zaskakująco „żywe”. Mimo wszystko Nell wychowywała się w Anglii, i na Afrykę lubiła narzekać: trudno było powiedzieć, na ile naprawdę myślała to, co mówiła, a na ile robiła to tylko dla zasady.
- Jak będzie umierać od ran, to nie będzie pytać o robaki. Poza tym Leta rzadziej potrzebuje eliksirów. Może powinieneś z nią pogadać? Pamiętasz ten amulet, który wyciągnęliśmy ze ściany grobowca? Ten, na którym ciąży klątwa, że każdy, kto go nosi, będzie miał pecha? Może ta klątwa przeszła na ciebie tylko dlatego, że go dotknąłeś?
Sądząc po tym, co stało się chwilę później, panna Bagshot mogła mieć nawet rację.
I oto biegli. Najpierw Pokątną, później aleją, dzielącą tę „reprezentacyjną ulicę” od tej „mało reprezentacyjnej”. Nie dostali się jeszcze w głąb Nokturna, na tę najpaskudniejszą jego część, gdzie na każdym kroku widać było podejrzane jednostki, budynki sprawiały wrażenie, jakby miały się rozpaść, a z kolei do tych lepiej utrzymanych lepiej było nie wchodzić – bo na pewno nie mieszkał na nich nikt miły. Ale już znikły kolorowe szyldy Pokątnej, ludzi było znacznie mniej – po za nimi ulicą szło ledwo parę osób i nikt nie zdawał się specjalnie zainteresowany pościgiem, chociaż jakieś dwie postacie z bocznej uliczki przyglądały się im uważnie.
- Niby jak?! – krzyknęła Nell. Nie mogła dostrzec złodziejaszka lepiej niż Jamil, bo zwyczajnie została w tyle i Anwara dopędziła dopiero, kiedy on przystanął… i niemal natychmiast ruszył za kieszonkowcem. Nell nawet nie próbowała go gonić: wyciągnęła różdżkę i machnęła nią w stronę uciekiniera. Musiała zrozumieć, że nigdy go nie dogoni, a jak tak dalej pójdzie, ma sporą szansę skończyć sama w sercu Nokturna. Cathal może i ich zamorduje, ale jego tu nie było, za to łobuzy z Nokturna owszem…
Odkryj wiadomość pozafabularną
Czar zadziałał: sprawił, że złodziej poleciał do przodu na tyle gwałtownie, że stracił równowagę, a zanim wstał, Jamil zdołał zmniejszyć dzielącą ich odległość na tyle, by kieszonkowiec znalazł się w zasięgu jego rąk...
- Trudno żeby nie, skoro wokół są pustynie, pustynie i pustynie – oświadczyła Nell. Trochę wyolbrzymiając, bo jednak w Egipcie były i miasta, i rzeki, i obszary zaskakująco „żywe”. Mimo wszystko Nell wychowywała się w Anglii, i na Afrykę lubiła narzekać: trudno było powiedzieć, na ile naprawdę myślała to, co mówiła, a na ile robiła to tylko dla zasady.
- Jak będzie umierać od ran, to nie będzie pytać o robaki. Poza tym Leta rzadziej potrzebuje eliksirów. Może powinieneś z nią pogadać? Pamiętasz ten amulet, który wyciągnęliśmy ze ściany grobowca? Ten, na którym ciąży klątwa, że każdy, kto go nosi, będzie miał pecha? Może ta klątwa przeszła na ciebie tylko dlatego, że go dotknąłeś?
Sądząc po tym, co stało się chwilę później, panna Bagshot mogła mieć nawet rację.
I oto biegli. Najpierw Pokątną, później aleją, dzielącą tę „reprezentacyjną ulicę” od tej „mało reprezentacyjnej”. Nie dostali się jeszcze w głąb Nokturna, na tę najpaskudniejszą jego część, gdzie na każdym kroku widać było podejrzane jednostki, budynki sprawiały wrażenie, jakby miały się rozpaść, a z kolei do tych lepiej utrzymanych lepiej było nie wchodzić – bo na pewno nie mieszkał na nich nikt miły. Ale już znikły kolorowe szyldy Pokątnej, ludzi było znacznie mniej – po za nimi ulicą szło ledwo parę osób i nikt nie zdawał się specjalnie zainteresowany pościgiem, chociaż jakieś dwie postacie z bocznej uliczki przyglądały się im uważnie.
- Niby jak?! – krzyknęła Nell. Nie mogła dostrzec złodziejaszka lepiej niż Jamil, bo zwyczajnie została w tyle i Anwara dopędziła dopiero, kiedy on przystanął… i niemal natychmiast ruszył za kieszonkowcem. Nell nawet nie próbowała go gonić: wyciągnęła różdżkę i machnęła nią w stronę uciekiniera. Musiała zrozumieć, że nigdy go nie dogoni, a jak tak dalej pójdzie, ma sporą szansę skończyć sama w sercu Nokturna. Cathal może i ich zamorduje, ale jego tu nie było, za to łobuzy z Nokturna owszem…
Jamil: aktywność fizyczna, złapanie łotrzyka
Nell: translokacja, próba rzucenia kieszonkowcem
Rzut O 1d100 - 51
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Nell: translokacja, próba rzucenia kieszonkowcem
Rzut Z 1d100 - 53
Sukces!
Sukces!
Czar zadziałał: sprawił, że złodziej poleciał do przodu na tyle gwałtownie, że stracił równowagę, a zanim wstał, Jamil zdołał zmniejszyć dzielącą ich odległość na tyle, by kieszonkowiec znalazł się w zasięgu jego rąk...