18.12.2025, 23:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2026, 23:18 przez Erik Longbottom.)
—04/10/1972—
Klubokawiarnia ''Nora Nory'', Ulica Pokątna
Erik Longbottom & Nora Figg
Ostatnie dni nie należały do najłatwiejszych w życiu młodego Longbottoma. To kuriozalne jak wiele z nich jestem w stanie teraz bez trudu zaznaczyć w kalendarzu, pomyślał przelotnie Erik, opierając się o ścianę pobliskiej kamienicy, próbując dojść do siebie po dość nagłej teleportacji z Doliny Godryka. Całe popołudnie zastanawiał się, czy nie powinien zawitać do klubokawiarni w porze obiadowej, ale koniec końców zrezygnował z tego pomysłu. Wolał nie natknąć się w środku na zbyt duży tłum, więc odłożył wizytę na późniejszą porę. Wieczorną, zakrawającą na nocną.
Zajrzał przez witrynę do środka lokalu. Miał dziwne wrażenie, że w lokalu Figg mogło pojawić się dzisiaj parę mord, które wcale nie były zainteresowane jej słynnymi wypiekami, a najświeższymi plotkami. Cholerne sępy. Kto wie, może Norę odwiedził jeden z tych pismaków z Proroka Codziennego? Może zawitała tu nawet sama Arista Black? Z ust Erika wyrwało się pełne obrzydzenia sapnięcie, gdy obraz młodej dziennikarki zagościł w jego głowie. Wątpił, aby kiedykolwiek w przyszłości było mu dane przeczytać jakikolwiek jej tekst bez wyobrażania sobie, jak nie spotyka jej jakiś nieszczęśliwy wypadek.
— Heej — rzucił do stojącej za ladą przyjaciółki, gdy już znalazł się w środku. Oparł się o blat, posyłając jej zmęczony uśmiech. — Już zamykasz, prawda? — Rozejrzał się na prawo i lewo w poszukiwaniu ściany na której był zawieszony zegar. — Doszedłem do wniosku, że chyba muszę trochę odreagować... Po tym wszystkim. Chcę zrobić jakiś bałagan. Wystarczający, żeby poczuć chaos wokół siebie, ale nie na tyle, żeby ściągnąć sobie problemy na głowę.
Wbił w Norę wyczekujące spojrzenie, jakby ta miała od razu podsunąć mu jakiś pomysł. Wprawdzie przez ostatnie dni fantazjował o tym, jak by to było wcielić się w rolę porywacza-czarnoksiężnika i za jednym machnięciem różdżki pozbyć się Aristy, jednak... Chyba nie byłby w stanie się do tego przemóc. Wprawdzie nie wiedział, czy byłby w stanie powstrzymać się przed jakaś agresywną reakcją, gdyby zaczęła go prowokować w towarzystwie, ale dopóki chowała się w redakcji lub swoim prywatnym lokum, to była bezpieczna. A on był bezpieczny przed konsekwencjami podobnej napaści. Erik wypuścił głośno powietrze z płuc.
— Wiem, że mam zakaz wstępu do kuchni — zaczął powoli, jakby badał grunt. — Ale może... Mogłabyś przynieść część sprzętów tutaj, to może nic by się nie spaliło przy mojej obecności? — Czy nie pozwalał sobie na zbyt dużo? Zdarzało mu się obserwować Norę w pracy, ale po tylu latach znajomości kobieta aż nazbyt dobrze wiedziała, czym może się skończyć dopuszczenie Longbottoma do czegoś bardziej skomplikowanego niż zagotowanie wody na herbatę. — Pięknie... Proszę?
Jego kąciki ust uniosły się w krzywym uśmiechu. Czy naprawdę mogłaby mu teraz odmówić?
Zajrzał przez witrynę do środka lokalu. Miał dziwne wrażenie, że w lokalu Figg mogło pojawić się dzisiaj parę mord, które wcale nie były zainteresowane jej słynnymi wypiekami, a najświeższymi plotkami. Cholerne sępy. Kto wie, może Norę odwiedził jeden z tych pismaków z Proroka Codziennego? Może zawitała tu nawet sama Arista Black? Z ust Erika wyrwało się pełne obrzydzenia sapnięcie, gdy obraz młodej dziennikarki zagościł w jego głowie. Wątpił, aby kiedykolwiek w przyszłości było mu dane przeczytać jakikolwiek jej tekst bez wyobrażania sobie, jak nie spotyka jej jakiś nieszczęśliwy wypadek.
— Heej — rzucił do stojącej za ladą przyjaciółki, gdy już znalazł się w środku. Oparł się o blat, posyłając jej zmęczony uśmiech. — Już zamykasz, prawda? — Rozejrzał się na prawo i lewo w poszukiwaniu ściany na której był zawieszony zegar. — Doszedłem do wniosku, że chyba muszę trochę odreagować... Po tym wszystkim. Chcę zrobić jakiś bałagan. Wystarczający, żeby poczuć chaos wokół siebie, ale nie na tyle, żeby ściągnąć sobie problemy na głowę.
Wbił w Norę wyczekujące spojrzenie, jakby ta miała od razu podsunąć mu jakiś pomysł. Wprawdzie przez ostatnie dni fantazjował o tym, jak by to było wcielić się w rolę porywacza-czarnoksiężnika i za jednym machnięciem różdżki pozbyć się Aristy, jednak... Chyba nie byłby w stanie się do tego przemóc. Wprawdzie nie wiedział, czy byłby w stanie powstrzymać się przed jakaś agresywną reakcją, gdyby zaczęła go prowokować w towarzystwie, ale dopóki chowała się w redakcji lub swoim prywatnym lokum, to była bezpieczna. A on był bezpieczny przed konsekwencjami podobnej napaści. Erik wypuścił głośno powietrze z płuc.
— Wiem, że mam zakaz wstępu do kuchni — zaczął powoli, jakby badał grunt. — Ale może... Mogłabyś przynieść część sprzętów tutaj, to może nic by się nie spaliło przy mojej obecności? — Czy nie pozwalał sobie na zbyt dużo? Zdarzało mu się obserwować Norę w pracy, ale po tylu latach znajomości kobieta aż nazbyt dobrze wiedziała, czym może się skończyć dopuszczenie Longbottoma do czegoś bardziej skomplikowanego niż zagotowanie wody na herbatę. — Pięknie... Proszę?
Jego kąciki ust uniosły się w krzywym uśmiechu. Czy naprawdę mogłaby mu teraz odmówić?
(Rzemiosło) Jak później pójdzie Erikowi pieczenie z Norką? x1
Rzut T 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞