Istotnie, jej wybrakowanie w sferach towarzyskich, opryskliwość i dalece posunięta arogancja żywo czerpały z choroby Milfroda, która zaklinała ją w przebodźcowany umysł; ten, który uwydatniał zbytnie przesycenie natłokiem informacji – coś jednak było w jej osobowości, co ubierało charakter w barwne szaty żałobne, zupełnie jakby w wieku tych szesnastu lat obchodziła pogrzeb własnej żywotności i jakiejkolwiek chęci do bytowania. Nie uśmiechała się, taksowała chłodnym spojrzeniem piwnych tęczówek, obraźliwie wręcz zachowywała się, ujmując zbytkowi energicznej gestykulacji, która nie leżała w jej uwerturze. Może gdyby była odrobinę bardziej żywotna, aniżeli trupy, którymi miała się w przyszłości zajmować, stwierdzając zgony lege artis, ściągałaby ku sobie przyjaciół, jak i adoratorów.
Tymczasem uchodziła za niedostępną fortecę, niemożliwą nieomal do obalenia.
– Pasjonujące – odparła tonem martwym, jak jej przebrzydła dusza.
Miałki pył unosił się ponad księgami, tańcząc z ogniem świecy, której białawy wosk spływał na kandelabr. Duchota i kryształowe okna, z których widok wychodził na polanę, ujmowały całość biblioteki w nietypowy sobie nastrój. Większość uczniów istotnie zaznawało majowych przyjemności – chociażby spędzania dnia w językach ciepłego, wiosennego słońca. Lato zbliżało się wielkimi krokami, a Lycoris lata bynajmniej nie lubiła.
Umysł logiczny także nie czynił w niej fanatyczki poezji; nie odbierała barwnych metafor ulatujących na skrzydłach wyimaginowanego motyla z ekscytacją zakrawającą o fanatyzm. W gruncie rzeczy, wiele zjawisk było dla niej zero-jedynkowych, a wysokie słowa nie leżały w jej zgorzkniałej naturze.
– Nie patrz na mnie z politowaniem – odparła surowo. – Po co miałabym to robić? Żeby życie już dostatecznie mnie nie zaskakiwało? – zapytała głosem tak martwym, jakby istotnie mógł wstąpić na stół koronerski.
Uniosła wzrok, ponownie lokując go w osobie Ulyssesa; przez moment badając jego fizjonomię, zatrzymując się na obliczu i niewinnym spojrzeniu umykającym z błękitu tęczówek. Przez chwilę wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć – prędko jednak porzuciła tę myśl, powracając do igrającego z powietrzem, niewielkiego słupa ognia, uchodzącego z topniejącej świecy.