19.12.2025, 11:02 ✶
– W sumie nie szaleję jakoś za alkoholem – stwierdziła Brenna. To nie tak, że go nie lubiła: nie piła praktycznie, bo alkohol przytępiał zmysły, a ona lubiła być w pełni świadoma otoczenia, teraz zaś czuła, że po prostu musi być w każdej chwili gotowa do akcji. Nie z powodu jego smaku. Ale niewiele alkoholi faktycznie przypadało jej do gustu i zasadniczo uważała, że po ich większość – jeśli nie był to jakiś grzany miód w zimny dzień czy kieliszek szampana, unoszony w toaście – sięgało się, by znaleźć zapomnienie albo rozluźnienie.
Brenna rzadko chciała o czymś zapomnieć, a nawet jeśli czasem pragnęłaby od niektórych rzeczy uciec, to wątpiła, by ucieczka do szklanki była skuteczną. Spróbowała raz. Nie wyszło.
– Patrz, ma chłopak ostatnio cały czas szczęście. Mieszkanie wygrane na Horyzontalnej i jeszcze piękna narzeczona? – parsknęła Brenna, stukając palcami w krawędź kubka i rozglądając się po wnętrzu. Tak, Heather mogłaby łatwo coś kupić, przynajmniej niedawno, zanim pożary rozpoczęły nagłe problemy na rynku nieruchomości. Ale Brenna wiedziała, że to mogłoby ugodzić w dumę Camerona. Pewnie to, że się przyjaźnili od lat, pomagało, wciąż jednak… jego dziewczyna była sławna, miała w przeszłości chłopców, wywodziła się z zamożnej rodziny, dobrze radziła z magią, i większość mężczyzn pewnie albo chciałaby ją wykorzystać, albo czuła się źle z siedzeniem w jej cieniu.
– Ale przez te zapachy prawie tęsknię za Yule.
Nie za tym, które miało nadejść. To miało być na swój sposób trudne Yule, z pustymi krzesłami przy stołach, ze spoglądaniem w ciemność nie w poszukiwaniu najjaśniejszej z gwiazd, a czy w mroku nie będą poruszały się zakapturzone sylwetki. Za tymi, które przeminęły. Za przeszłością.
Czy chciałaby do niej wrócić?
Westchnęła tylko i utkwiła spojrzenie w mężczyźnie, który wszedł do środka i ruszył do baru. Szalik przysłaniał mu część twarzy, ale wzrost i fryzura mniej więcej się zgadzały.
Brenna rzadko chciała o czymś zapomnieć, a nawet jeśli czasem pragnęłaby od niektórych rzeczy uciec, to wątpiła, by ucieczka do szklanki była skuteczną. Spróbowała raz. Nie wyszło.
– Patrz, ma chłopak ostatnio cały czas szczęście. Mieszkanie wygrane na Horyzontalnej i jeszcze piękna narzeczona? – parsknęła Brenna, stukając palcami w krawędź kubka i rozglądając się po wnętrzu. Tak, Heather mogłaby łatwo coś kupić, przynajmniej niedawno, zanim pożary rozpoczęły nagłe problemy na rynku nieruchomości. Ale Brenna wiedziała, że to mogłoby ugodzić w dumę Camerona. Pewnie to, że się przyjaźnili od lat, pomagało, wciąż jednak… jego dziewczyna była sławna, miała w przeszłości chłopców, wywodziła się z zamożnej rodziny, dobrze radziła z magią, i większość mężczyzn pewnie albo chciałaby ją wykorzystać, albo czuła się źle z siedzeniem w jej cieniu.
– Ale przez te zapachy prawie tęsknię za Yule.
Nie za tym, które miało nadejść. To miało być na swój sposób trudne Yule, z pustymi krzesłami przy stołach, ze spoglądaniem w ciemność nie w poszukiwaniu najjaśniejszej z gwiazd, a czy w mroku nie będą poruszały się zakapturzone sylwetki. Za tymi, które przeminęły. Za przeszłością.
Czy chciałaby do niej wrócić?
Westchnęła tylko i utkwiła spojrzenie w mężczyźnie, który wszedł do środka i ruszył do baru. Szalik przysłaniał mu część twarzy, ale wzrost i fryzura mniej więcej się zgadzały.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.