- Wiesz, zawsze może być ten pierwszy raz, a wolałabym, żeby jednak go nie było. - Statystyka statystyką... tak właściwie niby dlaczego prowadził statystyki momentów, kiedy uniknął śmierci, pijana Prue widziała to jako coś bardzo złego, zmartwiło ją to, jak często mu się coś podobnego przytrafiało? Gdyby była przy nim na co dzień, to na pewno to ryzyko by zmalało, musiała to przemyśleć, jutro, gdy będzie myśleć jasno, nie mogła o tym zapomnieć. Skupiła się więc na tej myśli Pamiętaj, pamiętaj, pamiętaj, jakby najbardziej oczywistą rzeczą było to, że jutro też to tak będzie wyglądało, że jutro nic się nie zmieni, że nie był to tylko chwilowy moment, gdy wrócili do tego co dobre.
Ku jej zaskoczeniu posłuchał się. Odsunął się od krawędzi, nie udawał, że nie słyszy, to był dobry znak, nie straci go tej nocy, ulżyło jej, bardzo jej ulżyło, aż odetchnęła z ulgą. Nie chciałaby go stracić w taki głupi sposób, a to był naprawdę głupi sposób, spaść z tarasu na wieży astronomicznej, bo wypiło się brandy profesora, nie mógł istnieć głupszy.
- Powinni coś z tym zrobić, nie można tak, tak straszyć niewinnych ludzi, to nie przystoi. - Prue była zdecydowanie oburzona tym dźwiękiem, który się rozległ, nie przygotowała się na to, zaskoczył ją. - Jak nie śpisz od zawsze? Jak to możliwe? Kiedyś spałeś, pamiętam, że spałeś, coś się stało? - Przejęła się tym chyba za bardzo, najwyraźniej w stanie mocnego upojenia łatwo przychodziło jej panikowanie, szczególnie, gdy chodziło o jej bliskich, a on był jej bliski, kiedyś był, teraz nie, znaczy teraz teraz tak, mogła się przejmować, musiała się przejmować, prawda? To było całkiem oczywiste, najbardziej oczywiste na świecie, kto jeśli nie ona. W duchu przeklęła te wszystkie lata kiedy trzymali się z dala od siebie, dowiadywała się coraz to gorszych ciekawostek, co zupełnie się jej nie podobało, gdyby była obok, to by spał, nie próbowałby nie zginąć, to znaczy, nie musiałby walczyć o życie, czy coś, kto wie, co jeszcze u niego się zmieniło.
Zaczął opowiadać o tych prezentach, zupełnie niepotrzebnie, nagle go olśniło, no trudno, ona też nie miała dla niego prezentu, bo nie wiedziała, że powinna mieć, a zawsze wiedziała wszystko, no trudno, tak bywa, no bywa czasem, że zdarza się coś nieplanowanego i jest trochę głupio, ale to nic takiego, nic wielkiego, no nie musiał tak się tym przejmować, przeżywać, no więc postanowiła go uciszyć, przynajmniej spróbowała i zdarzył się cud, przymknął się, posłuchał, święta miały jednak magiczną moc. Uśmiechnęła się sama do siebie, zadowolona, sukces, kolejny sukces tej zimowej nocy, niesamowite, wszystko było niesamowite, oni byli niesamowici, otoczenie było niesamowite, to słowo nie chciało się od niej odsunąć, ciągle mieliła je w głowie niesamowite, aż w końcu padło i w głos. - Niesamowite - Nie powiedziała jednak kto, czy co, po prostu musiała je z siebie wyrzucić, jakby nie mogła tylko trzymać go w sobie.
Wzruszyła ramionami i potknęła się przy tym odrobinę, dość szybko jednak złapała równowagę, to nieco podważyło jej rozsądek, ale zrobiła dobrą minę do złej gry. - Ty jesteś super szybki, ja jestem super rozsądna, każdy ma swoje super moce, to jest bardzo, bardzo fair. - Każdy miał jakieś ukryte umiejętności, czyż nie? Prosta sprawa, ich nieco się od siebie różniły, ale wiedzieli o ich istnieniu, co też było w porządku, zdawali sobie sprawę z tego, czego mogli się po sobie spodziewać, nigdy nie ukrywali przed sobą swoich zdolności.
- Mam na Tobie latać? Ty jesteś ścigającym? Jesteś, czy nie? Jesteś? - Nie był to moment, w którym potrafiła rozróżnić poszczególne funkcje w drużynie quidditcha, musiał jej to wybaczyć, to nigdy nie był jej konik, a teraz, teraz było tylko gorzej, wychodziła na jaw jej ignorancja, musiała nadrobić braki, wziąć nieco lekcji, trochę zainteresować się tematem, bo zdecydowanie wypadła z obiegu.
Jakby się uprzeć to zdecydowanie wolała latać na nim, nie na miotle, ale chyba wolała tego nie mówić na głos, bo to było dziwne, jak mogłaby na nim latać, Merlinie umysł płatał jej ogromne figle w tej chwili.
- No nie wiem gdzie, gdzieś indziej? Ale jednak jesteś tu, więc dobrze, naprawdę dobrze, że nie tam. - Gdzie konkretnie? Nie miała pojęcia, po prostu cieszyła się, że byli tu razem, tej nocy, wyjątkowej nocy i że wszystko było inaczej, nie do końca inaczej, trochę jak dawniej, a jednak inaczej, no było fajnie.
Później założył jej czapkę na głowę, zareagowała od razu, zaczęła nią kręcić, żeby sprawdzić jak funkcjonowały te rogi, w które wcześniej się tak wpatrywała niczym zaczarowana, ciekawa jak działają i czy w ogóle jakoś działały, czy po prostu żyły własnym życiem, jak ten wieczór. - Skąd mam wiedzieć, że nie kłamiesz? Nie ma tu lustra, może wyglądam głupio, bardzo głupio, a tak mówisz, że pasuje? - On zdecydowanie nie wyglądał w tej czapce głupio, znaczy trochę, ale jak na niego patrzyła nie skupiała się na tej głupocie, tylko na tym, że dobrze na nim leżała, może też tak to widział? Oby tak to widział, nie chciała, żeby uznał ją za głupio wyglądającą, nie wiedzieć czemu, zależało jej na tym, żeby widział ją dobrze.
- Dobra, niech Ci będzie, świąteczna nie brzmi źle. - Musiała mu uwierzyć, bo nie miała w czym się obejrzeć, chociaż ważne było to, że czapka dała jej nieco ciepła, osłoniła uszy przed wiatrem, jak głupie by to nie było - to działało.
Przyciągnął ją do siebie, nie miała nic przeciwko temu, bo przyniosło to stabilność, której przed chwilą jej brakowało, całkiem dobrze było odzyskać równowagę i przestać się bujać, no i znaleźć się blisko, tak blisko, że mogła dostrzec śnieżynki, które lądowały na jego ramionach, drobniutkie, urocze śnieżynki.
Uniosła głowę, by spojrzeć mu w oczy, i wspomniała o tej gwieździe, bo chciała, żeby pomyślał życzenie, ona pomyślała, w sumie nie wiedziała, czy gwiazda spadła, ale miała życzenie, jedno, jedyne życzenie, i chciała, żeby się spełniło, nigdy nie prosiła gwiazd o spełnienie życzeń, czy to mogło pomóc? To była jej pierwsza taka prośba, powinna zadziałać, prawda? Nie korzystała z tej mocy sprawczej zbyt często.
Rozejrzał się, zamiast pomyśleć życzenie, to zaczął jej szukać, niedobrze, przecież to była sekunda, a co jeśli ona zniknie? Jeśli już była, ulżyło jej, kiedy ją znalazł, musiał znaleźć, skoro jej o niej powiedział. Uff, być może i jego marzenie się spełni, wspaniale, chciała, żeby spełniali swoje marzenia, bo czemu by nie, bo przecież o to chodziło w życiu.
- Wspaniale, że widzisz, cudownie, że widzisz! - Odparła z wcale nieudawanym entuzjazmem, może faktycznie gdzieś na tym niebie była jakaś spadająca gwiazda.
- Tylko szybko, żeby nie było zbyt późno. - Natychmiast najlepiej, musiał je pomyśleć, aby się spełniło, to było bardzo proste, bardzo jasne.
Nachylił się wtedy do przodu, a ona wpatrywała się w niego bardzo intensywnie, nie do końca wiedziała do czego zmierza, - och.. - wymsknęło jej się z ust, gdy ją pocałował. No, tego się nie spodziewała, zupełnie, ale się stało i było miłe i przyjemne i może nieco niezdarne, ale nie odepchnęła go, odwzajemniła ten pocałunek, jakby nie było w ogóle innej możliwości. Chciała tego, chciała poznać smak jego ust, już dawno o tym myślała, chociaż wtedy nie powinna, teraz mogła, bo na moment zawiesili topór wojenny, to było niesamowite.
Oparła na jego klatce piersiowej swoje dłonie, dzięki czemu łatwiej było jej utrzymać równowagę, co w tej chwili było naprawdę istotne, bo po pierwsze była podchmielona, a po drugie, nogi jej miękły kiedy się całowali. Dużo emocji, dużo wrażeń, dużo wszystkiego, i bardzo jej się to podobało. Przyciągnął ją jeszcze bliżej, chyba stanęła na jego butach, albo prawie stanęła, znajdowała się tak blisko, że bliżej się nie dało, tak samo jak ich usta, które rozpoczęły właśnie wspólny taniec, którego nie chciała przerywać.
- Yhy.. - Odparła równie elokwentnie co on, brakowało jej słów, wyjątkowo, bo zawsze miała coś do powiedzenia, to było jednak trochę za dużo, jak na nią, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. Śnieg padał, miała na głowie głupią czapkę z rogami renifera, a on ją pocałował. Jej serce biło tak szybko, że byłoby w stanie chyba wyskoczyć z klatki piersiowej, niesamowite, znowu miała ochotę sięgnąć po to słowo, ten wieczór był naprawdę niesamowity.
Nie musieli nic mówić, to nie było w tej chwili potrzebne, czasem gesty wyrażały wszystko, a ten kolejny pocałunek, cóż, spowodował, że już zupełnie zaczynała się w tym wszystkim gubić, wiedziała tylko tyle, że sprawiało jej to przyjemność, że nie mogło się jej dzisiaj przytrafić nic piękniejszego. Faktycznie musiała wysłuchać jej jakaś gwiazda, a była pewna, że one nie spełniają życzeń, będzie musiała je przeprosić za swój brak wiary.
- Tak, to bardzo ważne, żeby tak zrobić w święta, trzeba dzień święty święcić, czy coś. - Paliły ją policzki, było to na pewno dobrym wytłumaczeniem na to, że postanowili się pocałować. Chociaż gdyby zapytał, to w tym stanie pewnie nie miałaby problemu, aby przyznać mu się do tego, że to z nim chciałaby się znaleźć pod jemiołą, z nikim innym, mimo tego wszystkiego, co ostatnio sobie robili, nie było bardziej właściwej osoby, nikt nie budził w niej tych wszystkich, dziwnych emocji, których nie umiała nazwać. Tylko on. To chyba nie miało się zmienić, nigdy, w tej chwili miała co do tego okropną pewność.
Znowu się nad nią nachylił, tym razem wspięła się na palcach, aby ułatwić mu dostęp do swoich ust, chciała więcej, chciała kolejnych pocałunków, najlepiej, aby ten moment nigdy się nie kończył, by trwał wiecznie, to było cholernie miłym uczuciem, mieć go tak blisko siebie, czuć pod opuszkami palców jego ciepłe ciało, mieć go znowu dla siebie, chociaż na chwilę, i bardziej niż dawniej.
Później się odezwał, nie wiedziała, co ma, ale to chyba dobrze, że to miał? Czymkolwiek by nie było, nie, żeby im czegoś brakowało... a jednak, nie zdążyła zareagować, usłyszała to jego O, nie, nie, nie. Wiedziała, że to nie wróży niczego dobrego, wymknął się jej spod palców, właściwie to gdy tylko tak się stało straciła równowagę i runęła razem z nim, na bardzo zimną posadzkę, która była pokryta śniegiem. Roześmiała się w głos, kiedy wylądowała na ziemi, w sumie to nie wylądowała na ziemi, tylko na nim, miała nadzieję, że go to nie zabolało, oby tak było, tak czy siak - nie mogła przestać się śmiać.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control