03.03.2023, 19:33 ✶
- Skąd mam wiedzieć? Jesteś pierwszym wampirem, z jakim mam do czynienia – fuknęła na niego, ponownie wywracając oczami. Coraz częściej miała wrażenie, że w jego obecności w końcu straci gałki oczne, bo wypadną z jej głowy. – Will jest uzdrowicielem, prawda? – upewniła się jeszcze, kojarząc imię mężczyzny jako tego, który pomagał Cody’emu zdobywać krew bez zbędnych ofiar. Z tego też wywnioskowała, że prawdopodobnie pracował w Klinice Świętego Munga. – Weź się ubierz! To biblioteka, a nie plaża!
Odwróciła wzrok, choć kątek oka raz po raz zerkała w kierunku tej blizny. Nic nie mogła poradzić na to, że stan jej przyjaciela mimo wszystko ją ciekawił. Sam fakt, że leżał martwy w jakiejś uliczce, a mimo to teraz stał przed nią i z nią rozmawiał… Nawet nie chciała wiedzieć, komu Brandon się naraził, że oberwał aż tak paskudną klątwą. Pewnie gdyby podpytała, chociażby Yaxleya, złapałaby trop tego Śmierciożercy. Wolała jednak nie węszyć, wiedząc, na co stać tych ludzi. W końcu jej mąż był jednym z nich.
- A czy ktokolwiek mówił o kupowaniu? Tak jakbyś nie pomagał mi wynosić książek z biblioteki. Jedno i drugie to kradzież – uświadomiła go, poprawiając przy tym pierścionki na palcach, które znów się przekrzywiły. – Jeśli potrzebujesz pieniędzy, mogę ci coś pożyczyć – dodała jeszcze całkiem poważnym tonem – na tyle, na ile pozwalały na to przesyłane w jego kierunku myśli.
Szła w kierunku odpowiednich regałów, znając ścieżkę w tym labiryncie praktycznie na pamięć. Orientowała się w zagadnieniach i tytułach na tyle, że odnajdywała je w odpowiednich miejscach nim ktokolwiek zdążył się dwukrotnie zastanowić, czy na pewno tego potrzebował.
- Taki jesteś kreatywny, że nie potrafisz sobie znaleźć zajęcia – stwierdziła z lekkim przytykiem, nie odwracając się mimo to w jego kierunku. Patrzyła przed siebie, układając sobie w głowie dalszą drogę. Jedna alejka w lewo, potem mijają kolejne dwie, aż po prawej znajdą zaklęcia ochronne. – Wyobrażałam sobie tę chatę bardziej jako coś stojącego w środku lasu. Nie sądziłam, że będziesz miał sąsiadów, ale jeśli to mugole, musimy pomyśleć też o zaklęciach tuszujących obecność magii – zauważyła, zatrzymując się między odpowiednimi regałami tak gwałtownie, że jeśli Cody tego nie zauważył, mógł na nią z łatwością wpaść. Wyciągnęła dłoń w kierunku jednej z wyższych półek, czekając, aż odpowiedni tom sam się wysunie i opadnie między jej palce. Sprytna sztuczka bibliotekarki.
Odwróciła wzrok, choć kątek oka raz po raz zerkała w kierunku tej blizny. Nic nie mogła poradzić na to, że stan jej przyjaciela mimo wszystko ją ciekawił. Sam fakt, że leżał martwy w jakiejś uliczce, a mimo to teraz stał przed nią i z nią rozmawiał… Nawet nie chciała wiedzieć, komu Brandon się naraził, że oberwał aż tak paskudną klątwą. Pewnie gdyby podpytała, chociażby Yaxleya, złapałaby trop tego Śmierciożercy. Wolała jednak nie węszyć, wiedząc, na co stać tych ludzi. W końcu jej mąż był jednym z nich.
- A czy ktokolwiek mówił o kupowaniu? Tak jakbyś nie pomagał mi wynosić książek z biblioteki. Jedno i drugie to kradzież – uświadomiła go, poprawiając przy tym pierścionki na palcach, które znów się przekrzywiły. – Jeśli potrzebujesz pieniędzy, mogę ci coś pożyczyć – dodała jeszcze całkiem poważnym tonem – na tyle, na ile pozwalały na to przesyłane w jego kierunku myśli.
Szła w kierunku odpowiednich regałów, znając ścieżkę w tym labiryncie praktycznie na pamięć. Orientowała się w zagadnieniach i tytułach na tyle, że odnajdywała je w odpowiednich miejscach nim ktokolwiek zdążył się dwukrotnie zastanowić, czy na pewno tego potrzebował.
- Taki jesteś kreatywny, że nie potrafisz sobie znaleźć zajęcia – stwierdziła z lekkim przytykiem, nie odwracając się mimo to w jego kierunku. Patrzyła przed siebie, układając sobie w głowie dalszą drogę. Jedna alejka w lewo, potem mijają kolejne dwie, aż po prawej znajdą zaklęcia ochronne. – Wyobrażałam sobie tę chatę bardziej jako coś stojącego w środku lasu. Nie sądziłam, że będziesz miał sąsiadów, ale jeśli to mugole, musimy pomyśleć też o zaklęciach tuszujących obecność magii – zauważyła, zatrzymując się między odpowiednimi regałami tak gwałtownie, że jeśli Cody tego nie zauważył, mógł na nią z łatwością wpaść. Wyciągnęła dłoń w kierunku jednej z wyższych półek, czekając, aż odpowiedni tom sam się wysunie i opadnie między jej palce. Sprytna sztuczka bibliotekarki.