20.12.2025, 18:27 ✶
– Ogółem potrzebujemy więcej zabezpieczeń… – westchnęła Brenna. Nie rozwijała tematu, nie chciała gadać o tym w Dziurawym Kotle, ale miała na myśli Warownię, Norę Nory, Księżycowy Staw, jej kamienicę, mieszkania tych osób z Zakonu, które były… bardziej narażone i potencjalnie inne punkty, które mogły służyć Zakonowi.
A to oznaczało cholernie wiele roboty. Śmierciożercy nie musieli się tym przejmować i ogólnie rzecz biorąc mieli nad nimi przewagę: nauczyła się w pojedynkach już dawno, że tę zawsze ma ten, który wyprowadza atak. Ofensywa była łatwiejsza niż defensywa.
– Jak zacznie być bardziej mróz? Póki co nie jest aż tak zimno. Wiesz, trochę inaczej odbieram temperatury.
Brenna była w ciągłym ruchu, a i wpływało to choćby na tkankę mięśniową, poza tym zwyczajnie jako dzieciak uwielbiała spędzać czas na zewnątrz, także zimą. Nie miała pojęcia, czy to pomogło jej wyrobić sobie odporność i tolerancję, ale w tej chwili, nawet jeżeli było zimno, nie odczuwała tego aż tak mocno, by tęskniła za grubą czapką czy szalikiem.
– Taaak, chodzi mi po prostu o to, że przez to muszę ponadrabiać – stwierdziła i posłała Norze uśmiech, jakby chcąc w ten sposób powiedzieć, że w sumie to nie szkodzi, i nie było aż tak źle. – Było trochę nietypowe. W sensie, dawno nie byłam na weselu w takiej scenerii. I chyba trochę się go nie spodziewałam.
W tej chwili Geraldine i Ambroise wygrywali w rankingu niespodziewanych wesel, o których dowiedziała się Brenna. Choć wkrótce mieli zostać zdetronizowani przez duet Mulciber i Moody, jeżeli szło o ogłoszenia małżeństw, których absolutnie się nie spodziewała.
– A to już wiecie wy najlepiej… Myślałam, żeby pogadać o tym z Dorą, z Olivią, może z Victorią. Albo pogadać z twoją ciocią? Wiesz, mam na myśli Abbott. – Oczywiście z nią akurat osobno od Dory, która oficjalnie znikła bez śladu po Spalonej Nocy, może ginąć w Londynie… – Lupinowie, jeżeli znaleźliby czas. A ja nie pomogę nad kociołkiem, ale mogę wyciągnąć trochę sykli.
Z własnej skrytki i ze skrytek osób, które byłaby pewnie w stanie namówić do wsparcia tej inicjatywy.
A to oznaczało cholernie wiele roboty. Śmierciożercy nie musieli się tym przejmować i ogólnie rzecz biorąc mieli nad nimi przewagę: nauczyła się w pojedynkach już dawno, że tę zawsze ma ten, który wyprowadza atak. Ofensywa była łatwiejsza niż defensywa.
– Jak zacznie być bardziej mróz? Póki co nie jest aż tak zimno. Wiesz, trochę inaczej odbieram temperatury.
Brenna była w ciągłym ruchu, a i wpływało to choćby na tkankę mięśniową, poza tym zwyczajnie jako dzieciak uwielbiała spędzać czas na zewnątrz, także zimą. Nie miała pojęcia, czy to pomogło jej wyrobić sobie odporność i tolerancję, ale w tej chwili, nawet jeżeli było zimno, nie odczuwała tego aż tak mocno, by tęskniła za grubą czapką czy szalikiem.
– Taaak, chodzi mi po prostu o to, że przez to muszę ponadrabiać – stwierdziła i posłała Norze uśmiech, jakby chcąc w ten sposób powiedzieć, że w sumie to nie szkodzi, i nie było aż tak źle. – Było trochę nietypowe. W sensie, dawno nie byłam na weselu w takiej scenerii. I chyba trochę się go nie spodziewałam.
W tej chwili Geraldine i Ambroise wygrywali w rankingu niespodziewanych wesel, o których dowiedziała się Brenna. Choć wkrótce mieli zostać zdetronizowani przez duet Mulciber i Moody, jeżeli szło o ogłoszenia małżeństw, których absolutnie się nie spodziewała.
– A to już wiecie wy najlepiej… Myślałam, żeby pogadać o tym z Dorą, z Olivią, może z Victorią. Albo pogadać z twoją ciocią? Wiesz, mam na myśli Abbott. – Oczywiście z nią akurat osobno od Dory, która oficjalnie znikła bez śladu po Spalonej Nocy, może ginąć w Londynie… – Lupinowie, jeżeli znaleźliby czas. A ja nie pomogę nad kociołkiem, ale mogę wyciągnąć trochę sykli.
Z własnej skrytki i ze skrytek osób, które byłaby pewnie w stanie namówić do wsparcia tej inicjatywy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.