20.12.2025, 19:24 ✶
– Marchewkowe? – zdziwił się szczerze Christopher, mierząc Victorię bacznym spojrzeniem, jakby próbował dojść, ile w jej słowach jest żartu, ale ile powagi. W to że chciałaby jeść je trzy razy dziennie nie dowierzał, więc to na pewno było żartobliwe, za to nie był już pewny, czy naprawdę tak lubiła właśnie to ciasto. – Może naczytała się jakichś książek. O miłości rozpoczętej od pocałunku pod jemiołą? Zdaje mi się, że wtedy coś takiego było bardzo modne wśród dziewczyn, mignęła mi okładka… – zamarł na moment, jakby próbując to sobie przypomnieć. Wtedy rzecz jasna nie ruszyłby romansu, mogłoby to negatywnie odbić się na jego opinii wśród kolegów, z którymi i tak czasem darł koty, ze względu na swoje zainteresowanie modą. Teraz może nie miałby już oporów, ale nie mógł sobie przypomnieć tytułu. – Ewentualnie dotarł do niej komunikat.
Zdaniem Rosiera powinien dotrzeć najpóźniej za trzecim razem, gdy na jej widok zrobił w tył zwrot i oddalił się w szybkim tempie, a raz nawet biegiem, ale niektórzy potrzebowali więcej czasu na najprostsze rzeczy.
Jadł w milczeniu, naprawdę próbując słuchać, o czym opowiadała, chociaż brzmiało to w jego uszach mało zrozumiale. Niestety, nie uważał w Hogwarcie na lekcjach zielarstwa, głównie dlatego, że doskonale wiedział, że nie będą mu potrzebne: a był człowiekiem, który lubił podążać za tym, co go fascynowało albo choćby trochę interesowało.
– Jest takich niewiele w Anglii. Może to nisza i powinienem pomyśleć o biznesie? – stwierdził, takim tonem, że ciężko było ocenić, czy tylko sobie żartował, czy faktycznie pomyślał, że to byłby dobry plan. – Zawsze mogę też wynająć dom w jakiejś irlandzkiej głuszy, ale nie jestem pewny, czy nie oszalałbym tam z nudów. Też powinnaś pomyśleć o jakichś wakacjach, kiedy wypuszczą was wreszcie na dłużej z biura.
Inna sprawa, że Victoria miała rację i przebywanie w otoczeniu mugoli zapewne szybko stałoby się dla niego nieznośne. Rosier zwyczajnie nie miał w sobie dość cierpliwości na kontakty z takimi.
Odpowiedź na jego żart była poważna: może nawet trochę smutna. Nie żeby to go zaskakiwało, doskonale wiedział, że jego kuzyn nie oświadczył się, bo oszalał z miłości, a gdy Christopher usłyszał o zaręczynach z Rookwoodem, musiał poprosić, żeby mu tę nowinę powtórzono. I nastąpił ten niezręczny moment, gdy mimo jej uśmiechu, nie był pewny, co odpowiedzieć: ratunkiem była woda z miodem, której się napił, zyskując na czasie.
– Twoja matka rzeczywiście… jest bardzo stanowczą kobietą. Może to nie zabrzmi dobrze, ale cieszę się, że nie wyszłaś za mojego kuzyna. – Unieszczęśliwiłby ją. Może znalazłaby pocieszenie w dzieciach, eliksirach i ogrodzie, ale związek byłby chłodny i pewnie przypominałby układ dwojga obcych ludzi. A Sauriel? Christopher nie znał szczegółów ich relacji, nie miał pojęcia, jak bliscy się sobie stali, wierzył więc święcie, że ten wręcz Victorię by zniszczył, ale nie uważał za stosowne wypowiadania się na ten temat, zwłaszcza gdy sytuacja obecnie zdawała się napięta. – Rzeczywiście, przyznaję, wygrałaś tutaj. Może nawet zrobię dla ciebie przy pierwszej okazji ciasto marchewkowe.
Zdaniem Rosiera powinien dotrzeć najpóźniej za trzecim razem, gdy na jej widok zrobił w tył zwrot i oddalił się w szybkim tempie, a raz nawet biegiem, ale niektórzy potrzebowali więcej czasu na najprostsze rzeczy.
Jadł w milczeniu, naprawdę próbując słuchać, o czym opowiadała, chociaż brzmiało to w jego uszach mało zrozumiale. Niestety, nie uważał w Hogwarcie na lekcjach zielarstwa, głównie dlatego, że doskonale wiedział, że nie będą mu potrzebne: a był człowiekiem, który lubił podążać za tym, co go fascynowało albo choćby trochę interesowało.
– Jest takich niewiele w Anglii. Może to nisza i powinienem pomyśleć o biznesie? – stwierdził, takim tonem, że ciężko było ocenić, czy tylko sobie żartował, czy faktycznie pomyślał, że to byłby dobry plan. – Zawsze mogę też wynająć dom w jakiejś irlandzkiej głuszy, ale nie jestem pewny, czy nie oszalałbym tam z nudów. Też powinnaś pomyśleć o jakichś wakacjach, kiedy wypuszczą was wreszcie na dłużej z biura.
Inna sprawa, że Victoria miała rację i przebywanie w otoczeniu mugoli zapewne szybko stałoby się dla niego nieznośne. Rosier zwyczajnie nie miał w sobie dość cierpliwości na kontakty z takimi.
Odpowiedź na jego żart była poważna: może nawet trochę smutna. Nie żeby to go zaskakiwało, doskonale wiedział, że jego kuzyn nie oświadczył się, bo oszalał z miłości, a gdy Christopher usłyszał o zaręczynach z Rookwoodem, musiał poprosić, żeby mu tę nowinę powtórzono. I nastąpił ten niezręczny moment, gdy mimo jej uśmiechu, nie był pewny, co odpowiedzieć: ratunkiem była woda z miodem, której się napił, zyskując na czasie.
– Twoja matka rzeczywiście… jest bardzo stanowczą kobietą. Może to nie zabrzmi dobrze, ale cieszę się, że nie wyszłaś za mojego kuzyna. – Unieszczęśliwiłby ją. Może znalazłaby pocieszenie w dzieciach, eliksirach i ogrodzie, ale związek byłby chłodny i pewnie przypominałby układ dwojga obcych ludzi. A Sauriel? Christopher nie znał szczegółów ich relacji, nie miał pojęcia, jak bliscy się sobie stali, wierzył więc święcie, że ten wręcz Victorię by zniszczył, ale nie uważał za stosowne wypowiadania się na ten temat, zwłaszcza gdy sytuacja obecnie zdawała się napięta. – Rzeczywiście, przyznaję, wygrałaś tutaj. Może nawet zrobię dla ciebie przy pierwszej okazji ciasto marchewkowe.