• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence

[12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#6
20.12.2025, 23:54  ✶  

Prue nie należała do osób, które jakoś specjalnie okazywały swoją troskę, czy zmartwienie, tylko ci na którym faktycznie jej zależało mieli szansę zobaczyć z czym się to je. Wish był jedną z takich osób, kiedyś byli bardzo blisko, wtedy nie miała problemu z tym, aby pokazać mu z czym się to łączy. Nie obawiała się jego reakcji, przychodziło jej to całkiem naturalnie, ta troska, zainteresowanie i teraz również nieco ją to zaniepokoiło.

- Sen to podstawowa potrzeba, a nie luksus. - Miała co do tego zupełnie inne zdanie niż on i wcale, ale to wcale się z tym nie kryła. Martwiło ją to, że nie sypiał, naprawdę, bo przecież to było bardzo ważne. Szczególnie, że przecież potrzebował być w wyjątkowo dobrej formie fizycznie, a to łączyło się ze snem, to było bardzo proste, dlaczego tego nie widział?

- Jak mam nie panikować? Skoro mówisz mi, że nie  śpisz? Niby jak? - Łatwo było mu mówić, naprawdę łatwo, tymczasem Prue zaczęła się zastanawiać, czy naprawdę postąpiła odpowiednio, że pozwoliła mu sobie radzić samemu, zwłaszcza, że w jej oczach to co mówił było potwierdzeniem tego, że sam nie radził sobie zupełnie. - Jeszcze, naprawdę wolałabym nie sprawdzić do kiedy będziesz żył z takimi przyzwyczajeniami. - Oczywiście, że życzyła mu aby żył, jak najdłużej tyle, że trochę jak najdłużej nie pasowało do tych przyzwyczajeń i całościowo ją to ogromnie zmartwiło.

Nie musiała powtarzać, wystarczyło jej jedno słowo, a on przestał gadać, przestał skupiać się na tym, co nie było istotne, to było całkiem satysfakcjonujące, że nadal zdarzało mu się jej słuchać, do tego nie była przyzwyczajona, nie ostatnio, ale jednak zadziałało.

- Tak, niesamowite, tak. - Zgadzali się co do tego, tylko sama póki co nadal nie wiedziała do czego odnosi się to słowo, ale idealnie pasowało do sytuacji - to było najważniejsze, to co się między nimi działo było niesamowite, niesamowite było to, że potrafili ze sobą rozmawiać, niesamowity był ten wieczór, to mogło być jej nowe ulubione słowo - niesamowite.

Znajdowali się blisko siebie, ale to wydawało się jej właściwe, nie chciała stać dalej, chciała stać jak najbliżej, by móc dostrzec ten kącik jego ust, który unosił się niemalże niewidoczne, chciała być właśnie tutaj i móc się w niego wpatrywać.

- Czy ja wiem, czy tak fatalnie dobrany? Przecież przeciwieństwa się przyciągają, to może być idealnie dobrane dla czytelników. - Oczywiście, że i na ten temat miała swoje zdanie. Wiedziała jak to wygląda, czytający książki, szczególnie pewien, bardzo specyficzny rodzaj uwielbiali, kiedy w książkach znajdowały się osoby o zupełnie odmiennych charakterach, czy umiejętnościach.

Zaśmiał się znowu, jej wcale nie było tak do śmiechu, bo nie znała się zupełnie na quidditchu, chodziła na mecze tylko wtedy, gdy on grał, a do tego nadal nie rozróżniała od siebie danych pozycji, naprawdę była laikiem w tym temacie, a dla niego wydawało się to być bardzo ważne.

- Gubię się w tym. - Powiedziała cicho, trochę było jej za to głupio, ale tylko trochę, wiedziała, że nie może się znać na wszystkim, a ten sport już dawno przestał ją interesować, bo przestała bywać na jego meczach, miał wystarczającą ilość fanek.

- Wiesz, że ja i latanie, to nic dobrego, nigdy, nigdy nie powinnam próbować. - Głos jej nieco zadrżał, ale to było prawdziwe, niczego chyba nie bała się tak jak latania na miotle, to nie leżało w jej zakresie zainteresowań. - Nie sądzę, żebym zamiast miotły mogła wybrać Ciebie, ale jeśli kiedyś miałabym spróbować, to chciałabym, abyś Ty mi to pokazał. - To było całkiem szczere, wiedziała, że nikt nie zadbałby o nią tak bardzo jak on, bo zdawał sobie sprawę z jej lęku, nie mówiła o nim wszystkim, tylko nielicznym, w sumie tylko jemu, mało istotne.

Spoglądał na nią spod tych swoich długich, ciemnych rzęs i wiedziała, że mogłaby z nim tego spróbować, ale to nie oznaczało niczego dobrego, nie powinna myśleć w ten sposób, czemu miał w sobie tyle uroku, czemu patrzyła na niego w ten sposób? Przecież była asertywna, tak, jasne.

- Bardzo pojemne, ale chyba trafione, ktoś taki jak Ty... nigdy nie wiadomo, gdzie będzie. - Prosta sprawa, miał na pewno sporo obowiązków, sporo miejsc, które musiał odwiedzać. - Dla mnie też jest wyjątkowe, wiesz? - Nie mogła udawać, że tak nie było. To Yule... może nie było jej wymarzonym, ale z czasem zaczęło być jednym z takich, naprawdę nie spodziewała się tego, że tak spodoba się jej jego towarzystwo, bo ostatnio nie rozmawiali ze sobą w ten sposób, nie byli dla siebie tacy, to było wyjątkowe.

[a[ - Tak, to Yule jest bardzo wyjątkowe. - Bo spędziła je z nim, jakby nigdy nic złego się nie wydarzyło, jakby ich więź była całkiem normalna, jakby nikt nie mógł temu przeszkodzić.[/a]

- Och, jasne, mnie wolno. - Wolała nie skupiać się zbytnio nad tym, jak wyglądała w tej czapce, bo raczej była skłonna uwierzyć, że dojdą do konsensusu głupio i uroczo? Coś w ten deseń.

Później przeszli do tej części która dotyczyła życzeń, to znaczy gwiazd spadających i życzeń, niby nic wielkiego, ale jednak, ale jednak. Pocałowali się, ten pierwszy raz. Być może nieco niezdarnie, niepewnie, ale to zrobili, on się nachylił, ona uniosła głowę i ich języki zaczęły się ze sobą splatać, jakby nie było nic bardziej prostego, bo czemu miałoby być. Oparła się o niego nieco pewniej, był stabilny, dużo bardziej stabilny niż wszystko wokół i do tego ciepły, nie mogła marzyć o czymś bardziej przyjemnym. I odetchnęła cicho w jego usta, bo nie mogła inaczej.

Nie mogła się powstrzymać, to było całkiem proste, on ją pocałował, ona odwzajemniła pocałunek, prosta sprawa, której pragnęła, chociaż nie powinna.

Jeden pocałunek, później następny i chyba kolejny? Nie liczyła, to nie było istotne, ważne, że tak po prostu nagle postanowili sięgnąć właśnie po to, jakby to była najbardziej prosta z możliwych konfiguracji, chciała znaleźć się blisko i to robiła, całowała go, oddychała, jej dłonie opierały się na nim, bo wydawał się jej być najbardziej stabilną rzeczą w okolicy, do czasu, do momentu w którym nie runął na ziemię, a ona nie runęła na ziemię, co zakończyło się jej perlistym śmiechem. Naprawdę była w doskonałym humorze.

Nie myślała o pocałunkach - na pewno powinna, nigdy takich nie przeżyła, bardzo chciałaby to powtórzyć, ale sytuacja była wyjątkowa, czy w innej też tak by ją całował, czy to ich po prostu łączyło? Nie mogła stwierdzić, chciała wierzyć, że tak.

Nadal się śmiali, kiedy uderzyli ciałami o ziemię nie przestawali się śmiać, to było zwyczajne, a jednak nie. Nie umiała do końca się w tym odnaleźć. On poleciał pierwszy, a Prue potknęła się chwilę później i rozwaliła się na nim, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, bo niby gdzie indziej miałaby wylądować?

- Oczywiście, że idealnie wylądowałam, jakże mogłoby być inaczej? - Przecież była taka idealna, całkiem oczywiste, że skoro się potknął, to potknęła się też i wylądowała na nim.

- Nie wierzę, że masz wszystko zaplanowane, mogę być pijana, ale w to nie wierzę. - To by było trochę zbyt wiele, bo przecież wiedziała, że ten upadek był przypadkowy, to, że do niego dołączyła też - nic z tego nie było zaplanowane, ale nie przestawała się śmiać, ta sytuacja była naprawdę abstrakcyjna.

Śnieg był wszędzie, znajdował się wokół nich, leżała na nim, na ziemi, ale jednak bardziej na nim, i poczuła, że jego noga jedna znalazła się na niej, to było miłe, bardzo miłe - to, że znajdował się tak blisko, tylko nadal nie do końca umiała się w tym odnaleźć. - Zawsze jest fair, na ile się da, Wish. - Wiedziała, że to nie było takie proste, jak mogło się wydawać, bo sporo ich łączyło, jeszcze więcej dzieliło, ale skoro już znajdowała się nad nim, to chyba mogła po to sięgnąć, mogła, na pewno.

Tym razem to ona - korzystając z okazji, że znajduje się na górze, postanowiła zniżyć się odrobinę, zbliżyć usta do jego i go pocałować - bo mogła, więc chciała.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (12560), Prudence Fenwick (6517)




Wiadomości w tym wątku
[12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.12.2025, 15:50
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.12.2025, 17:20
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.12.2025, 20:38
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.12.2025, 21:38
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.12.2025, 21:21
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.12.2025, 23:54
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.12.2025, 14:01
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.12.2025, 21:38
RE: [12.1957] I think I’m prone to getting blinded when it’s bright | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 25.12.2025, 04:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa