03.03.2023, 21:49 ✶
- No i widzisz! – odparł, klaszcząc przy tym w dłonie, wyraźnie zadowolony z tego, że ktoś się z nim w tej kwestii zgadzał. Nie żeby jakoś szczególnie trafiał na przeciwników teorii, że pochodzenie nie miało żadnego znaczenia względem umiejętności. Czasami jednak pomagało. Weźmy pod lupę chociażby Trelawneyów, którzy od pokoleń parali się wróżbiarstwem, a także wędrówką mentalną w zaświaty. Czy gdyby matka Jamila nie pochodziła z tego rodu, z taką łatwością przywoływałby nawet starożytne dusze, tym samym otwierając sobie drzwi do współpracy z archeologami? Pewnie nie. Przywoływałby prababki i roztrząsał spory o spadek albo poszukiwał ukrytych pod deskami podłogowymi pieniędzy. – Jak człowiek jest inteligentny, to nie będzie cię pytał o czystość krwi. Tylko idiotów to obchodzi, a patrząc na to, jak wygląda władza w moim kraju, tutaj pewnie niewiele też się różni… Czyli wracamy do sedna sprawy: idioci, wszędzie idioci – ciągnął dalej i sięgnął po kufel piwa, by zapić samą myśl o politykach, z którymi toczyli sporą walkę, by w ogóle załatwić mu pozwolenie na wyjazd do Wielkiej Brytanii. Tak jakby jego obecność w Egipcie mogła cokolwiek zmienić, poza faktem, że pewnie liczyłby ziarna piasku zakopany w jakiejś pustynnej wydmie.
- Ja się nie dziwię, że dorośli tak rywalizują o tę całą czystość krwi, skoro was tego od dziecka uczą – skwitował, marszcząc przy tym czoło i odstawił kufel z piwem, by skupić się na rozkładaniu kart. W tej jednej krótkiej rozmowie dowiedział się o Hogwarcie więcej niż przez ostatnie trzy lata od swojej ekipy. O wiele bardziej woleli skupiać się na hieroglifach, tylko krótkimi mruknięciami kwitując artykuły z Proroka Codziennego, który i tak trafiał w ich ręce z kilkutygodniowym opóźnieniem. O ile nie dokonywano masowych egzekucji albo nie rozwalano połowy kraju, Anglia zdawała się być dla nich odległym wyobrażeniem – takim samym, jak dotąd dla Jamila.
- To się ceni, naprawdę – zażartował do niej, mrugając przy tym jednym okiem, gdy ciągnęła wypowiedź o wieczystej przysiędze. A potem rozpoczęła się gra, w której póki co miał przewagę. Pierwsza partia jednak nie dawała za wiele wglądu w dalszą część rozgrywki. Wszystko mogło się zmienić, chociaż nawet nie wmieszał do talii kart specjalnych, które potrafiły podmieniać wyniki przeciwników albo dodawać minusowe punkty. Na taką rozgrywkę był stanowczo zbyt trzeźwy. Oddali pozostałe karty z ręki do talii, a te wmieszały się w trzy kupki. Kolejne pięć wpadło do ich dłoni, pokazując zupełnie inne oznaczenia. Nie chodziło nawet o to, by wybierać te o najwyższym nominale, bo ten nie zawsze znajdował się w rogu karty. Trzeba było umiejętnie dobierać oznaczenia, by dawały lepszy efekt punktowy i choć Jamil miał to w małym palcu, nigdy nie wiedział, jakimi kartami dysponował przeciwnik. Sięgnął więc po kolejne dwie karty i rzucił je na blat stołu, by złączyły się w jedną, zupełnie nową.
Odkryj wiadomość pozafabularną
- Ja się nie dziwię, że dorośli tak rywalizują o tę całą czystość krwi, skoro was tego od dziecka uczą – skwitował, marszcząc przy tym czoło i odstawił kufel z piwem, by skupić się na rozkładaniu kart. W tej jednej krótkiej rozmowie dowiedział się o Hogwarcie więcej niż przez ostatnie trzy lata od swojej ekipy. O wiele bardziej woleli skupiać się na hieroglifach, tylko krótkimi mruknięciami kwitując artykuły z Proroka Codziennego, który i tak trafiał w ich ręce z kilkutygodniowym opóźnieniem. O ile nie dokonywano masowych egzekucji albo nie rozwalano połowy kraju, Anglia zdawała się być dla nich odległym wyobrażeniem – takim samym, jak dotąd dla Jamila.
- To się ceni, naprawdę – zażartował do niej, mrugając przy tym jednym okiem, gdy ciągnęła wypowiedź o wieczystej przysiędze. A potem rozpoczęła się gra, w której póki co miał przewagę. Pierwsza partia jednak nie dawała za wiele wglądu w dalszą część rozgrywki. Wszystko mogło się zmienić, chociaż nawet nie wmieszał do talii kart specjalnych, które potrafiły podmieniać wyniki przeciwników albo dodawać minusowe punkty. Na taką rozgrywkę był stanowczo zbyt trzeźwy. Oddali pozostałe karty z ręki do talii, a te wmieszały się w trzy kupki. Kolejne pięć wpadło do ich dłoni, pokazując zupełnie inne oznaczenia. Nie chodziło nawet o to, by wybierać te o najwyższym nominale, bo ten nie zawsze znajdował się w rogu karty. Trzeba było umiejętnie dobierać oznaczenia, by dawały lepszy efekt punktowy i choć Jamil miał to w małym palcu, nigdy nie wiedział, jakimi kartami dysponował przeciwnik. Sięgnął więc po kolejne dwie karty i rzucił je na blat stołu, by złączyły się w jedną, zupełnie nową.
Rzut 1d100 - 87
Dobra, zgodnie z ustaleniami z dc gramy do 300, punkty podliczam ja, więc nie musisz się tym przejmować. Wciąż rzucamy na 100.
Jamil 47 : 21 Geraldine
Jamil 47 : 21 Geraldine