05.03.2023, 23:51 ✶
- ... i tak wiem, że mnie kochasz - zaśmiała się cicho, doskonale zdając sobie sprawę z tego, iż o obrazie w tej chwili naprawdę nie mogło być mowy. Zresztą, rzeczywiście - fakty mówiły same za siebie. O ile Mavelle potrafiła czasami się rozgadać, to mimo wszystko daleko jej było do poziomu gadulstwa Brenny - choć może to i lepiej, bo jakby dwie takie rozgadane pannice znajdowały się pod jednym dachem, to chyba wszyscy rezydenci by osiwieli. Lub nauczyli się rzucać zaklęcia wyciszające, być może nawet robiąc w tym jakieś zawody...?
Tak że brygadzistka podchodziła do przemiany w zwierzęcą formę z dość ostrożnym optymizmem - ostrożnym, bo o ile po części być może łatwiej jej będzie uniknąć pewnych podejrzeń, to mimo wszystko te wizje, jakie właśnie roztoczono przed jej oczyma? Brrr, wzdrygała się na samą myśl, iż może być zmuszona robić kilka podejść - co oznaczało nic innego, jak wydłużenie okresu wykręcania się wszelkimi możliwymi sposobami i generowało ryzyko wpadki.
Może jednak pomysł rzucenia wszystkiego w cholerę i udania się na jakieś odludzie nie był znowu taki idiotyczny... może.
- Zero litości, co? - parsknęła z rozbawieniem, kręcąc głowa. Cóż, w najgorszym przypadku rzuci w stronę kuzynki poduszką, ale na dłuższą metę wątpiła, żeby ta "groźba" doszła do skutku, a nawet jeśli - żeby tak mocno dopiekła. Zwłaszcza że dla Longbottomówny jakimś cudem miała niezmierzone pokłady cierpliwości.
Uniosła brwi.
- W sumie nie musi przecież wiedzieć o wszystkim - stwierdziła lekko, ale, ale... mugolskie kino tylko raz? RAZ? Nie no, tak nie mogło zostać. Owszem, czasu - niestety - coraz mniej, co widziała choćby i po sobie (oczywiście nie narzekała - miała to na swoje własne życzenie. I naprawdę nie wyobrażała sobie, że miałaby ot tak rzucić Zakon i zostawić potrzebujących tylko i wyłącznie z powodu wielkiej chęci zakopania się pod kołdrą i przespania tak z całej doby. Albo zapełnienia całego szkicownika. Czy coś w ten deseń - W każdym razie tego tak nie mogę zostawić. Koniecznie trzeba wyskoczyć do kina! - oświadczyła. Ukrywanie zamiarów niezbyt miało sens, jeśli wziąć pod uwagę, że obie musiały zsynchronizować swoje kalendarze...- … mam tylko nadzieję, że mają coś, co jest warte uwagi – dodała po krótkiej chwili reflektując, iż repertuar równie dobrze może należeć do tych ubogich i niespełniających kryteriów obu kobiet.
- Nie da się ukryć – przyznała, nieznacznie się krzywiąc. Nie, nie dlatego że Brenna wygrała – takie pudłowanie po prostu było niewybaczalne. Zwłaszcza gdy od celności mogło zależeć tak naprawdę wszystko – W każdym razie wygląda, że najwyraźniej muszę poćwiczyć celowanie. To co, rewanż? – spytała, podrywając ruchem różdżki kolejne kamienie. Tym razem bardziej się skupi i zdecydowanie trafi, tak!
Tak że brygadzistka podchodziła do przemiany w zwierzęcą formę z dość ostrożnym optymizmem - ostrożnym, bo o ile po części być może łatwiej jej będzie uniknąć pewnych podejrzeń, to mimo wszystko te wizje, jakie właśnie roztoczono przed jej oczyma? Brrr, wzdrygała się na samą myśl, iż może być zmuszona robić kilka podejść - co oznaczało nic innego, jak wydłużenie okresu wykręcania się wszelkimi możliwymi sposobami i generowało ryzyko wpadki.
Może jednak pomysł rzucenia wszystkiego w cholerę i udania się na jakieś odludzie nie był znowu taki idiotyczny... może.
- Zero litości, co? - parsknęła z rozbawieniem, kręcąc głowa. Cóż, w najgorszym przypadku rzuci w stronę kuzynki poduszką, ale na dłuższą metę wątpiła, żeby ta "groźba" doszła do skutku, a nawet jeśli - żeby tak mocno dopiekła. Zwłaszcza że dla Longbottomówny jakimś cudem miała niezmierzone pokłady cierpliwości.
Uniosła brwi.
- W sumie nie musi przecież wiedzieć o wszystkim - stwierdziła lekko, ale, ale... mugolskie kino tylko raz? RAZ? Nie no, tak nie mogło zostać. Owszem, czasu - niestety - coraz mniej, co widziała choćby i po sobie (oczywiście nie narzekała - miała to na swoje własne życzenie. I naprawdę nie wyobrażała sobie, że miałaby ot tak rzucić Zakon i zostawić potrzebujących tylko i wyłącznie z powodu wielkiej chęci zakopania się pod kołdrą i przespania tak z całej doby. Albo zapełnienia całego szkicownika. Czy coś w ten deseń - W każdym razie tego tak nie mogę zostawić. Koniecznie trzeba wyskoczyć do kina! - oświadczyła. Ukrywanie zamiarów niezbyt miało sens, jeśli wziąć pod uwagę, że obie musiały zsynchronizować swoje kalendarze...- … mam tylko nadzieję, że mają coś, co jest warte uwagi – dodała po krótkiej chwili reflektując, iż repertuar równie dobrze może należeć do tych ubogich i niespełniających kryteriów obu kobiet.
- Nie da się ukryć – przyznała, nieznacznie się krzywiąc. Nie, nie dlatego że Brenna wygrała – takie pudłowanie po prostu było niewybaczalne. Zwłaszcza gdy od celności mogło zależeć tak naprawdę wszystko – W każdym razie wygląda, że najwyraźniej muszę poćwiczyć celowanie. To co, rewanż? – spytała, podrywając ruchem różdżki kolejne kamienie. Tym razem bardziej się skupi i zdecydowanie trafi, tak!
435/1423