03.03.2023, 22:13 ✶
Morty pewnie nie byłby zachwycony, gdyby ktokolwiek inny wyrwał go z bezpiecznych czterech ścian zagraconej w połowie ukończonymi wynalazkami i stosami papierów sypialni i kazał stawić się w zatłoczonej klubokawiarni (o której sam usłyszał dopiero z ust zapraszającego go przyjaciela, taki był z niego bywalec modnych miejsc), ale oczywistym było, że kiedy spotkanie proponował mu Castiel, to leciał jak na skrzydłach i ani trochę się nie przejmował, że psuło mu to ambitne plany realizowania kolejnych niemożliwych do zrealizowania pomysłów. Nora Nory wyglądała równie ciekawie w środku, co z zewnątrz, wchodził więc do jej wnętrza, łypiąc to na prawo, to na lewo, żeby wybadać klimat lokalu i ocenić, na ile swobodnie da radę się w nim poczuć - i pierwsze wrażenie było całkiem pozytywne. Nie protestował, gdy Cas składał zamówienie dla ich obu, bo po pierwsze sam nie miałoby kompletnie pomysłu na co mógłby mieć tu ochotę, a po drugie - było mu wszystko jedno, mógłby pić i wodę z kranu. Mógłby też bujać się na jachcie, chociaż wizja choroby morskiej wcale nie była atrakcyjna.
- Doceniam - przyznał więc, opierając się wygodnie o stół - No, chyba że przy okazji odkrylibyśmy na nią lekarstwo i zostalibyśmy idolami maryanarzy - dodał optymistycznie, zdecydowanie przeceniając swoje własne możliwości w tym zakresie, a choć jego myśli automatycznie powędrowały już w tamtym kierunku, przywołał się do porządku i skupił uwagę na podekscytowanych oczach Castiela. I jego słowach, na które pokiwał twierdząco głową. - Dobrze wiesz, że dla twoich pomysłów mam asertywność gumochłona… Ale miejsce rzeczywiście miłe. Jasne. Likantropia. - odpowiedział, natychmiast potwierdzając że doskonale pamięta, czym zajmował się przyjaciel i aż poruszył się nerwowo na krześle, równie podekscytowany tą kwestią co rozmówca. Bardzo doceniał w nim to, że kiedy rzeczywiście miał jakiś interesujący interes, przechodził od razu do sedna bez owijania w zaklęcia i nie musieli tracić czasu na bzdurny small-talk. Uśmiechnął się szeroko, co wcale nie zdarzało mu się tak często, było więc szczerym potwierdzeniem narastającego w nim entuzjazmu.
- Wchodzę w ciemno - zapowiedział stanowczo, gotowy robić ten milowy krok i teraz, zaraz. Nie potrzebował szczegółów, by się zgodzić, ale nie zmienia to faktu, że miał ochotę o nich posłuchać. - Zamieniam się w Ucho Dalekiego Zasięgu. Znaczy, bliskiego, bo siedzisz tuż obok… - wymamrotał, gubiąc na moment wątek po tej skomplikowanej metaforze, aż w końcu machnął ręką, bo nie chciał tracić ani sekundy cennego czasu tego spotkania na nieistotne kwestie. - Och, po prostu mów. Słucham.
- Doceniam - przyznał więc, opierając się wygodnie o stół - No, chyba że przy okazji odkrylibyśmy na nią lekarstwo i zostalibyśmy idolami maryanarzy - dodał optymistycznie, zdecydowanie przeceniając swoje własne możliwości w tym zakresie, a choć jego myśli automatycznie powędrowały już w tamtym kierunku, przywołał się do porządku i skupił uwagę na podekscytowanych oczach Castiela. I jego słowach, na które pokiwał twierdząco głową. - Dobrze wiesz, że dla twoich pomysłów mam asertywność gumochłona… Ale miejsce rzeczywiście miłe. Jasne. Likantropia. - odpowiedział, natychmiast potwierdzając że doskonale pamięta, czym zajmował się przyjaciel i aż poruszył się nerwowo na krześle, równie podekscytowany tą kwestią co rozmówca. Bardzo doceniał w nim to, że kiedy rzeczywiście miał jakiś interesujący interes, przechodził od razu do sedna bez owijania w zaklęcia i nie musieli tracić czasu na bzdurny small-talk. Uśmiechnął się szeroko, co wcale nie zdarzało mu się tak często, było więc szczerym potwierdzeniem narastającego w nim entuzjazmu.
- Wchodzę w ciemno - zapowiedział stanowczo, gotowy robić ten milowy krok i teraz, zaraz. Nie potrzebował szczegółów, by się zgodzić, ale nie zmienia to faktu, że miał ochotę o nich posłuchać. - Zamieniam się w Ucho Dalekiego Zasięgu. Znaczy, bliskiego, bo siedzisz tuż obok… - wymamrotał, gubiąc na moment wątek po tej skomplikowanej metaforze, aż w końcu machnął ręką, bo nie chciał tracić ani sekundy cennego czasu tego spotkania na nieistotne kwestie. - Och, po prostu mów. Słucham.