21.12.2025, 15:41 ✶
Cała ta jej opowieść wydawała się Alexandrowi dość chaotyczna, ale w zasadzie to ludzie w stresie często mówili dość nieskładnie, bez sensu i ogólnie to dość dziwacznie, dlatego Alexander po prostu wysłuchał z uwagą, ale nie odezwał się słowem. To nie jego zadanie, żeby pocieszać ją, czy strofować. To należało do jej rodziców. Miał tylko nadzieję, że to był ostatni raz, kiedy musiał jej szukać. Jak na ich pierwszy raz to i tak dość gładko im poszło. Znalazł ją i tak dość sprawnie, mógł przecież szukać ją aż do świtu, a nadal jej nie znaleźć. W zasadzie jakby poszło tragicznie to mógł jej już wcale nie znaleźć. Zapewne były osoby, które bardzo chętnie pozbyłyby się Brytyjskiego szpiega, siedzącego na radzieckim pomniku... (?). Scena wyciągnięta jak z jakiejś taniej komedii. Gdyby Alexander wiedział czym jest sitcom, to pewnie użyłby tutaj właśnie tego określenia, ale w zasadzie to nie miał prawa wiedzieć. Odchrząknął tylko znacząco i spojrzał na nią, kiedy Brenna postanowiła go dogonić.
-Wycieczka... Jakby... Podróż do najbardziej komunistycznego państwa na świecie, gdzie ludzie mogą po prostu zniknąć i już nigdy się nie odnaleźć, gdzie władzę sprawuje jedna partia, nazywasz wycieczką? - rzeczywiście musiała mieć coś z głową, albo być szalenie odważna, żeby się tak wypowiadać. Albo rzeczywiście oba na raz. Jedno nie wykluczało drugiego. Mogła być odważna, przez to że była głupia, albo głupia... Nieważne.
Bardzo powoli Alexander odetchnął i zwolnił nieco kroku. Był świadom tego, że mają ogon. No i oczywiście, że prawdopodobnie nie uda im się go tak szybko zgubić. A im dłużej szli, tym większa szansa była na to, że więcej osób przyłączy się do tego pochodu, odcinając im drogę z przodu. A na to przecież nie mogli sobie pozwolić. Im więcej osób, tym gorzej dla nich. Uciec? Nie... To nie było w jego stylu. Alexander nigdy nie uciekał. Był zbyt uparty, może to od urodzenia? A może po prostu był zbyt zadufany w sobie. No i miał też żyłkę do hazardu, więc czemu by nie... postawić ich zdrowia i życia na szali i zagrać va banque?
-Umiesz się bić? Jeśli tak to trzymaj się blisko, jeśli nie... To musisz się szybko nauczyć. - wszystko powiedział bardzo cicho, z tym dziwnym, trochę strasznym uśmiechem na swoich ustach. Jak tylko skończył wypowiadać ostatnie słowo zatrzymał się. Rzucił kątem oka na Brennę i odwrócił się do do tych "towarzyszy", którzy tak uparcie szli za nimi. Nie byli jakoś specjalnie przystojni. Nie byli też jakoś super zbudowani. Ot zwykli młodzieńcy. Za kilka lat prawdopodobnie otrzymali miano gopnika. Ot typowi chuligani, z biedniejszych rodzin, szukający łatwego celu, żeby kogoś okraść. Nawet w rodzinach czarodziejów zdarzały się takie... odpadki. Alexander spojrzał na nich z nieukrywaną odrazą. Jednak zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, odezwał się środkowy z nich, wychodząc przed szereg.
-A ty co? Bawisz się w zdrajcę? Zabawiasz się z tą angielką na boku? Nie wstyd Ci? Ty zdradziecki psie!? - oczywiście wszystko wyrzucił z siebie po rosyjsku, spluwając Alexandrowi na koniec pod nogi. I gdzieś tam przez myśl Alexandra przeszła myśl, że powinien po prostu zdzielić tamtego w pysk i odejść, jednak jeśli byłaby taka możliwość to wolałby załatwić wszystko w pokojowy sposób. Dopiero potem, jeśli się nie uda, użyć tortur. Znaczy walki! O walkę mi chodziło, oczywiście.
-Jeśli już wyrzuciłeś z siebie to co chciałeś, to my już pójdziemy... - odpowiedział Alexander spokojnie, również po rosyjsku, patrząc na Brennę kątem oka. Puścił jej oczko, jakby się zastanawiał ile ciosów będzie w stanie za nią przyjąć. A może dziewczyna zaskoczy ich wszystkich i sama zdejmie całą trójkę? To byłoby... Interesujące.
-Wycieczka... Jakby... Podróż do najbardziej komunistycznego państwa na świecie, gdzie ludzie mogą po prostu zniknąć i już nigdy się nie odnaleźć, gdzie władzę sprawuje jedna partia, nazywasz wycieczką? - rzeczywiście musiała mieć coś z głową, albo być szalenie odważna, żeby się tak wypowiadać. Albo rzeczywiście oba na raz. Jedno nie wykluczało drugiego. Mogła być odważna, przez to że była głupia, albo głupia... Nieważne.
Bardzo powoli Alexander odetchnął i zwolnił nieco kroku. Był świadom tego, że mają ogon. No i oczywiście, że prawdopodobnie nie uda im się go tak szybko zgubić. A im dłużej szli, tym większa szansa była na to, że więcej osób przyłączy się do tego pochodu, odcinając im drogę z przodu. A na to przecież nie mogli sobie pozwolić. Im więcej osób, tym gorzej dla nich. Uciec? Nie... To nie było w jego stylu. Alexander nigdy nie uciekał. Był zbyt uparty, może to od urodzenia? A może po prostu był zbyt zadufany w sobie. No i miał też żyłkę do hazardu, więc czemu by nie... postawić ich zdrowia i życia na szali i zagrać va banque?
-Umiesz się bić? Jeśli tak to trzymaj się blisko, jeśli nie... To musisz się szybko nauczyć. - wszystko powiedział bardzo cicho, z tym dziwnym, trochę strasznym uśmiechem na swoich ustach. Jak tylko skończył wypowiadać ostatnie słowo zatrzymał się. Rzucił kątem oka na Brennę i odwrócił się do do tych "towarzyszy", którzy tak uparcie szli za nimi. Nie byli jakoś specjalnie przystojni. Nie byli też jakoś super zbudowani. Ot zwykli młodzieńcy. Za kilka lat prawdopodobnie otrzymali miano gopnika. Ot typowi chuligani, z biedniejszych rodzin, szukający łatwego celu, żeby kogoś okraść. Nawet w rodzinach czarodziejów zdarzały się takie... odpadki. Alexander spojrzał na nich z nieukrywaną odrazą. Jednak zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, odezwał się środkowy z nich, wychodząc przed szereg.
-A ty co? Bawisz się w zdrajcę? Zabawiasz się z tą angielką na boku? Nie wstyd Ci? Ty zdradziecki psie!? - oczywiście wszystko wyrzucił z siebie po rosyjsku, spluwając Alexandrowi na koniec pod nogi. I gdzieś tam przez myśl Alexandra przeszła myśl, że powinien po prostu zdzielić tamtego w pysk i odejść, jednak jeśli byłaby taka możliwość to wolałby załatwić wszystko w pokojowy sposób. Dopiero potem, jeśli się nie uda, użyć tortur. Znaczy walki! O walkę mi chodziło, oczywiście.
-Jeśli już wyrzuciłeś z siebie to co chciałeś, to my już pójdziemy... - odpowiedział Alexander spokojnie, również po rosyjsku, patrząc na Brennę kątem oka. Puścił jej oczko, jakby się zastanawiał ile ciosów będzie w stanie za nią przyjąć. A może dziewczyna zaskoczy ich wszystkich i sama zdejmie całą trójkę? To byłoby... Interesujące.