21.12.2025, 20:18 ✶
– Nie przypominam sobie. Zwykle Fąfel przygotowuje ciasto cytrynowe albo z karmelem. Czasem czekoladowe, przede wszystkim z okazji Yule. Na jesieni dyniowe. Matka zresztą woli, żeby nie serwował za często słodyczy, bo dba o linię – powiedział Christopher, przy ostatnim zdaniu zniżając głos do konspiracyjnego szeptu i pochylając się lekko ku Victorii ponad stołem, jakby właśnie zdradzał jej wielką tajemnicę. Marchewki… marchewki w ogóle nie kojarzyły się Rosierowi z deserem.
Zamyślił się nad jej pytaniem na dłuższą chwilę, bo przez ułamek sekundy był bliski odpowiedzenia, że w sumie to nic, chyba że liczyło się granie w karty i picie z kolegami: należał do osób mocno fiksujących się na pewnych sprawach i oddających im z całą energią, niewiele myślących o innych. Ale nawet w jego głowie brzmiało to wyjątkowo żałośnie, i o Merlinie, nudno. Ale jak już pozbierał myśli, panika ustąpiła, bo uznał, że jednak ma co odpowiedzieć.
– Lubię sztukę. Czasem maluję coś poza rysunkami projektów albo odwiedzam wystawy. Liczą się podróże? Właściwie może w ramach ucieczki przed tym popiołem zamiast na wieś powinienem wybrać się do Włoch… Zdarza mi się i czytać, odkąd nie muszę tego robić w ramach pracy domowej, chociaż mam na to mało czasu.
Christopher bywał leniwy w szkole, ale jednocześnie miał ogromną ambicję i naprawdę lubił to, co robił. A to wymagało po Hogwarcie dzikiej pracy, aby zbudować sobie pozycję, w dodatku kiedy wpadł już na jakiś pomysł, koniecznie chciał go zrealizować. Może i przygotowywał niewiele projektów, ale wszystko, co pokazywał światu na wybiegach albo trafiało do klientek musiało być niepowtarzalne i idealne.
- …i jak właśnie się przekonałaś, jestem mistrzem kuchni – dodał, unosząc widelec z nabitym na niego kawałkiem puddingu. Trochę żartobliwie. I cóż… w istocie przecież nie poświęcał na to dużo czasu. – Lubisz kwiaty. I eliksiry, jak ustaliliśmy. Co poza tym, Victorio? Jakieś rozrywki, do których nie przyznajesz się światu? – dodał tym samym, żartobliwym tonem. Że kochała kwiaty, nie musiał zgadywać, bo wystarczyło zobaczyć ogród Lestrangów, aby się w tym zorientować. – Matki bywają trudne. Zwłaszcza, że nasze dorastały w hm, innych czasach – powiedział dyplomatycznie, zerkając na drzwi, jakby nie chcąc albo urazić Victorii, albo ryzykować, że jego matka usłyszy jakieś narzekania i…
…miał rację.
Bo Anelise stanęła w drzwiach, jasnowłosa, starannie uczesana, w błękitnej sukni i uśmiechnęła się do nich.
– Victorio, wybacz, musiałam spakować ostatnie rzeczy. Paczka gotowa. Och, Fąfel przygotował pudding?
Zamyślił się nad jej pytaniem na dłuższą chwilę, bo przez ułamek sekundy był bliski odpowiedzenia, że w sumie to nic, chyba że liczyło się granie w karty i picie z kolegami: należał do osób mocno fiksujących się na pewnych sprawach i oddających im z całą energią, niewiele myślących o innych. Ale nawet w jego głowie brzmiało to wyjątkowo żałośnie, i o Merlinie, nudno. Ale jak już pozbierał myśli, panika ustąpiła, bo uznał, że jednak ma co odpowiedzieć.
– Lubię sztukę. Czasem maluję coś poza rysunkami projektów albo odwiedzam wystawy. Liczą się podróże? Właściwie może w ramach ucieczki przed tym popiołem zamiast na wieś powinienem wybrać się do Włoch… Zdarza mi się i czytać, odkąd nie muszę tego robić w ramach pracy domowej, chociaż mam na to mało czasu.
Christopher bywał leniwy w szkole, ale jednocześnie miał ogromną ambicję i naprawdę lubił to, co robił. A to wymagało po Hogwarcie dzikiej pracy, aby zbudować sobie pozycję, w dodatku kiedy wpadł już na jakiś pomysł, koniecznie chciał go zrealizować. Może i przygotowywał niewiele projektów, ale wszystko, co pokazywał światu na wybiegach albo trafiało do klientek musiało być niepowtarzalne i idealne.
- …i jak właśnie się przekonałaś, jestem mistrzem kuchni – dodał, unosząc widelec z nabitym na niego kawałkiem puddingu. Trochę żartobliwie. I cóż… w istocie przecież nie poświęcał na to dużo czasu. – Lubisz kwiaty. I eliksiry, jak ustaliliśmy. Co poza tym, Victorio? Jakieś rozrywki, do których nie przyznajesz się światu? – dodał tym samym, żartobliwym tonem. Że kochała kwiaty, nie musiał zgadywać, bo wystarczyło zobaczyć ogród Lestrangów, aby się w tym zorientować. – Matki bywają trudne. Zwłaszcza, że nasze dorastały w hm, innych czasach – powiedział dyplomatycznie, zerkając na drzwi, jakby nie chcąc albo urazić Victorii, albo ryzykować, że jego matka usłyszy jakieś narzekania i…
…miał rację.
Bo Anelise stanęła w drzwiach, jasnowłosa, starannie uczesana, w błękitnej sukni i uśmiechnęła się do nich.
– Victorio, wybacz, musiałam spakować ostatnie rzeczy. Paczka gotowa. Och, Fąfel przygotował pudding?