22.12.2025, 00:21 ✶
Erik pozwolił się odciągnąć w stronę bardziej ustronnego kąta namiotu, a kiedy przebijał się wraz z Millie przez kolejne grupki ludzi, każdej starał się posłać uspokajający uśmiech. Wprawdzie wiedział, że mogło się tu zjawić paru konserwatystów lub czarodziejów i czarownic starszej daty, tak czy jedna Mildreda Moody faktycznie mogła wzbudzić taką sensację w czasie imprezy, żeby co rusz na nią zerkać? Jeśli już to uwaga gości powinna być skupiona na parze młodej, pomyślał przelotnie. Chociaż większość krewnych na pewno cieszyła się z tej unii, tak po kątach na pewno plotkowano o powodzie tak szybkiej uroczystości. Ale cóż... Miłość przecież nie znała granic, czyż nie?
— Piekło? — powtórzył po dziewczynie, pozostając w błogiej nieświadomości co do tego, jakie katusze musiała przeżywać tutaj Mills, nie mogąc pić do bladego świtu wraz z innymi gośćmi podczas głównej imprezy. Przekrzywił lekko głowę w bok. — Nie przesadzasz trochę? Geraldine i Ambroży na pewno zadbali o to, żeby wszyscy mogli się dobrze bawić, nie musząc sięgać po alkohol. Nie było tutaj jakichś zabaw weselnych? Łapania welonu? Gorącego krzesła? Na pewno nie było tak źle...
Co jak co, ale nudno to tutaj raczej nie było. Chociaż Yaxleyowie należeli do znanych rodzin czystej krwi, tak ze względu na swoje powiązania ze sztuką polowania uchodzili raczej za dość rozrywkową grupę. I utalentowaną. Jeśli Gerard zamierzał zorganizować wesele córki, to na pewno zaangażował do tego jakoś ten cały klub Artemis, co by pokazać jak bardzo zależy mu na ukochanej córeczce. Na pewno nie szczędził też pieniędzy na rozrywki dla gości imprezy... Prawda?
— Jesteś pewna, że chodziło tylko o kwestie bezpieczeństwa? — spytał, rozglądając się dyskretnie na prawo i lewo. — Rozumiem, że w kraju nie dzieje się ostatnio za dobrze, ale to dalej wesele Yaxleyów. Większość gości jest jako tako przeszkolonych albo potrafi polować. Zabezpieczenie tej uroczystości nie leży tylko i wyłącznie na twoich barkach, Mills. — Poklepał ją lekko po ramieniu. — Morfeusz na pewno kazał ci w ogóle nie pić? Może chodziło mu tylko o to, żebyś... nie przesadziła? Nie wypiła za dużo w zbyt szybkim czasie? Może chciał, żebyś mogła się trochę pobawić w... pełnej świadomości. Żebyś mogła docenić całą oprawę tego wesela. W końcu jesteś świadkową, tak? — Pochylił się lekko ku dziewczynie. — Jeśli tak bardzo chcesz, to możemy poszukać ci jakieś słabszego drinka. To będzie dobre ustępstwo, skoro to już drugi dzień wesela, prawda? Na pewno coś się jeszcze ostało z wczoraj.
Erik rozejrzał się na prawo i lewo, próbując namierzyć najbliższy barek, przy którym kręciło się mniej osób. Kiedy takowy dostrzegł, zaczął powoli iść w tamtym kierunku, prowadząc za sobą Millie. Jednocześnie starał się też cały czas ją zagadywać.
— Ech... Tak, wszystko w porządku. Dobrze się czuję. To znaczy, na tyle na ile człowiek może dobrze się czuć po całej nocy w wilczej kryjówce — skomentował przyciszonym głosem. Tyle dobrego, że miał w domu cały zapas Eliksiru Tojadowego, toteż i tak przechodził pełnie dużo lżej niż wilkołaki, które z jakiegoś powodu decydowały się nie zażywać tego specyfiku. — Jestem tylko trochę zmęczony. Wziąłem kilka mikstur na rozruszanie i wysmarowałem się jakimiś kosmetykami z drogerii Potterów. Przynajmniej te cholerne wory pod oczami nie powinny być już tak bardzo widoczne.
— Piekło? — powtórzył po dziewczynie, pozostając w błogiej nieświadomości co do tego, jakie katusze musiała przeżywać tutaj Mills, nie mogąc pić do bladego świtu wraz z innymi gośćmi podczas głównej imprezy. Przekrzywił lekko głowę w bok. — Nie przesadzasz trochę? Geraldine i Ambroży na pewno zadbali o to, żeby wszyscy mogli się dobrze bawić, nie musząc sięgać po alkohol. Nie było tutaj jakichś zabaw weselnych? Łapania welonu? Gorącego krzesła? Na pewno nie było tak źle...
Co jak co, ale nudno to tutaj raczej nie było. Chociaż Yaxleyowie należeli do znanych rodzin czystej krwi, tak ze względu na swoje powiązania ze sztuką polowania uchodzili raczej za dość rozrywkową grupę. I utalentowaną. Jeśli Gerard zamierzał zorganizować wesele córki, to na pewno zaangażował do tego jakoś ten cały klub Artemis, co by pokazać jak bardzo zależy mu na ukochanej córeczce. Na pewno nie szczędził też pieniędzy na rozrywki dla gości imprezy... Prawda?
— Jesteś pewna, że chodziło tylko o kwestie bezpieczeństwa? — spytał, rozglądając się dyskretnie na prawo i lewo. — Rozumiem, że w kraju nie dzieje się ostatnio za dobrze, ale to dalej wesele Yaxleyów. Większość gości jest jako tako przeszkolonych albo potrafi polować. Zabezpieczenie tej uroczystości nie leży tylko i wyłącznie na twoich barkach, Mills. — Poklepał ją lekko po ramieniu. — Morfeusz na pewno kazał ci w ogóle nie pić? Może chodziło mu tylko o to, żebyś... nie przesadziła? Nie wypiła za dużo w zbyt szybkim czasie? Może chciał, żebyś mogła się trochę pobawić w... pełnej świadomości. Żebyś mogła docenić całą oprawę tego wesela. W końcu jesteś świadkową, tak? — Pochylił się lekko ku dziewczynie. — Jeśli tak bardzo chcesz, to możemy poszukać ci jakieś słabszego drinka. To będzie dobre ustępstwo, skoro to już drugi dzień wesela, prawda? Na pewno coś się jeszcze ostało z wczoraj.
Erik rozejrzał się na prawo i lewo, próbując namierzyć najbliższy barek, przy którym kręciło się mniej osób. Kiedy takowy dostrzegł, zaczął powoli iść w tamtym kierunku, prowadząc za sobą Millie. Jednocześnie starał się też cały czas ją zagadywać.
— Ech... Tak, wszystko w porządku. Dobrze się czuję. To znaczy, na tyle na ile człowiek może dobrze się czuć po całej nocy w wilczej kryjówce — skomentował przyciszonym głosem. Tyle dobrego, że miał w domu cały zapas Eliksiru Tojadowego, toteż i tak przechodził pełnie dużo lżej niż wilkołaki, które z jakiegoś powodu decydowały się nie zażywać tego specyfiku. — Jestem tylko trochę zmęczony. Wziąłem kilka mikstur na rozruszanie i wysmarowałem się jakimiś kosmetykami z drogerii Potterów. Przynajmniej te cholerne wory pod oczami nie powinny być już tak bardzo widoczne.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞